Parowozowni (wszystkich) czar….

  • W tym roku byłem na wakacjach koło Węgorzewa. Nie zapominając o zawodzie, który wykonuję na co dzień, odwiedziłem Muzeum Kolejnictwa w Węgorzewie. Relacja z wizyty w muzeum była na łamach SIT-u. Podczas swoich podróży po Polsce byłem także w muzeum w Warszawie, Jaworzynie Śląskiej, Kościerzynie i Ełku.

Jako mieszkaniec Bielska-Białej oraz pracownik jednej z firm kolejowym w województwie myślałem, czemu takiego muzeum nie ma na Górnym Śląsku. Podczas spacerów z psem mijałem wielokrotnie lokomotywownię w Bielsku-Białej, która czasy świetności miała już za sobą. Jednak od dziecka była ona dla mnie miejscem magicznym.  Z racji pracy ojca, który podobnie jak ja teraz, był kierownikiem pociągu, jeździłem wielokrotnie na wakacje wagonem salonowym, który poza sezonem stał na terenie bielskiej lokomotywowni. Dlatego lokomotywownia w pierwszej kolejności kojarzyła mi się z tym wagonem oraz wakacjami. Ale nie tylko…

Kojarzyła mi się również z codzienną pracą kolejarzy. Formowaniem pociągów, tych pasażerskich oraz towarowych, których lokomotywy odpoczywały w bielskiej lokomotywowni. Po rozpoczęciu na kolei pracy zobaczyłem, że w Katowicach jest podobne miejsce, o podobnym klimacie. Jednak oba miejsca z biegiem czasu w wyniku restrukturyzacji PKP zostały opuszczone. Wydały się nikomu niepotrzebne. Przecież kolej pod parą to przeżytek? Chyba nie… Pamiętam, że mając naście lat były urzędy, które bardzo poważnie myślały o uruchamianiu pociągów retro do Wisły. Jednak na planach się skończyło, szkoda tylko, że inaczej skończyły lokomotywownie. Ta w Bielsku-Białej i ta w Katowicach.

Szokiem było, kiedy dowiedziałem się o pożarze lokomotywowni w Bielsku-Białej. Odwiedzając to miejsce, często myślałem sobie, jakie byłoby to świetne miejsce na Muzeum Kolejnictwa. Oczami wyobraźni przyklejałem obrazy odwiedzonych muzeów do Bielska-Białej, później Katowic. Myślałem sobie… – Mam tyle archiwalnych rzeczy w domu, do grobu ich nie zabiorę, ale do muzeum… Hmm czemu nie??? Jednak nie. Pierwsze spłonęła lokomotywownia w Bielsku-Białej, teraz w Katowicach.

O ile w Bielsku-Białej nie było żadnych planów, o tyle w Katowicach mówiono szumnie o zagospodarowaniu lokomotywowni, ale tylko na gadaniu się skończyło. Dla każdego było to miejsce jakby wstydu. Tak jak gdyby kolej nie miała wpływu na historię regionu, pracę ludzi. Po prostu zostawić, porzucić, jak nikomu niepotrzebną rzecz…. Lokomotywownia, huta, kopalnia i wiele innych jest częścią historii regionu, kultury. Zostawiając samemu sobie takie obiekty, skazujemy na niebyt samych siebie. Jednak chyba jeszcze zbyt mało osób to rozumie. Hmm, a może nie chce zrozumieć?

Dobrze, to może inaczej. Zlikwidujmy kolej wąskotorową z Bytomia do Miasteczka Śląskiego, zlikwidujmy Kopalnię Gudio, a może Muzeum Śląskie. Tak! Stawiam tutaj znak równości. Bo bez litości i bez niczyjego nadzoru niby „przypadkiem” spłonęły dwie lokomotywownie? Może ktoś uzna, że insynuuję, ale jednak. Są pieniądze na dziwne inwestycje ale nie ma pieniędzy na przekaz kultury regionu? Przecież kolej, podobnie jak kopalnie, odegrała dużą rolę w kulturze i historii naszego regionu. Hmm, a może to kolej  nie jest według niektórych częścią tej kultury. Dla mnie zawsze będzie, choćby przez wczasy w wagonie salonowym, który za dziecka dopinany do pociągów kursujących do wielu kurortów nad polskim morzem woził mnie na wakacje. Później wagon ten niszczał na bocznicy lokomotywowni, później niszczały obie lokomotywownie, później obie spłonęły. Teraz wszyscy mówią, chcieliśmy, ale nie udało się. Jednak czy oby na pewno, a może nikt nie mówił poważnie, a może nie traktował kolei jako poważnego filaru naszej kultury lub historii? To do oceny zostawiam Wam – czytelnicy…

Tekst: Konduktor Przemek

Parowozownia w Katowicach

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *