Bieszczady kiedyś i dziś (1)

  • Dotarcie pociągiem z naszego regionu w coraz popularniejsze Bieszczady zajmuje aktualne około sześciu godzin. Dzięki pewnemu eksperymentowi na które zdecydowało się PKP Intercity od początku obowiązywania tego rozkładu, jazdy w ten na nowo odkrywany region Polski odbywa się w całkiem przyzwoitych warunkach.

Bieszczady. Nadal uważane za najbardziej niedostępne i tajemnicze pasmo górskie w Polsce. Był moment, że uważane były za symbol ucieczki od współczesnej cywilizacji. „A gdyby rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady….” Naszym zdaniem, dzisiaj to hasło trochę nieaktualne bo mieliśmy okazję tam być kilkakrotnie w ostatnich miesiącach i jest to region, który już cywilizacyjnie w niczym nie ustępuje pozostałym częściom kraju. Niemniej jakiś podstępny urok tam nadal jest i kilku naszych znajomych miłośników kolei pojechało tam w niedalekiej przeszłości i po powrocie zaklinają się, że wybiorą się tam znów. I to na dłużej…

Przez długi czas kolejowo w szczególności po czystkach w okolicach roku 2000 była to kolejowa pustynia. A przecież jeszcze 30 lat temu Katowice miały codzienne połączenie z tym regionem, które nazywało się, oczywiście, Bieszczady. W zależności od obowiązującego rozkładu pociąg zaczynał bieg albo w stolicy województwa śląskiego albo w Gliwicach. Więcej, przez kilka lat w składzie pociągu znajdowała grupa wagonów do Krynicy. Podział pociągu następował w stacji Stróże. Bodajże pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku, po wybudowaniu łącznicy pomiędzy liniami Tarnów – Nowy Sącz – Muszyna i Stróże – Jasło – Krosno – Sanok – Zagórz zrezygnowano z „krynickich” wagonów gdyż Bieszczady zaczęły stację Stróże omijać.

Bieszczady zawsze wyjeżdżały zawsze około godziny 5 z Katowic. To pozwalało być np. w Krośnie około godziny 11 a w Zagórzu, w zależności od rozkładu około 12.30. Z powrotem pociąg wyjeżdżał z Zagórza około godziny 14 by być kilka minut po 21 w Katowicach . Potem ktoś wpadł na „genialny” pomysł by wydłużyć jego trasę do Wrocławia. To sprawiło, że wyjazd z naszego regionu przesunął się na godzinę ósmą co z kolei spowodowało, że ci, którzy chcieli się tam wybrać wczesnym rankiem przerzucili się na sprawną wtedy komunikację autobusową. Ta decyzja zbiegła się z rzeziami połączeń, które pamiętamy, choć nie chcemy, z początku tego stulecia i Bieszczady przestały kursować.

Powrót dalekobieżnych połączeń w tamten region trwał dość długo. PKP Intercity dość długo nie wiedziało jak się „dobrać” do tej materii i tak na dobrą sprawę dopiero od tego rozkładu można powiedzieć, że wróciły regularne kursy łączące Bieszczady z resztą kraju. Postawiono do tego celu wykorzystać doskonale nam znane jednostki spalinowe SN84, które przez unicestwieniem, po nieudanej próbie sprowadzenia ich w 2012 do Kolei Śląskich, uratował prywatny przewoźnik SKPL. Wykupił on na Śląsku wszystko co spalinowe (m.in, także jednostki SN82 i SN83 i zaczął nimi służyć usługi podwykonawcy, dostarczając tabor na zamówione kursy takim przewoźnikom jak Koleje Dolnośląskie czy właśnie PKP Intercity.

W ten sposób SKPL zapewnia tabor na dwie pary połączeń dziennie w relacji Kraków – Zagórz. PKP Intercity wynajmuje na potrzeby tego połączenia właśnie jednostki SN84 i po kilku miesiącach jego funkcjonowania można powiedzieć, że jest to trafiony pomysł. Więcej o samych warunkach podróży w Bieszczady napiszemy jutro, natomiast dzisiaj skupimy się na informacjach ogólnych. Pociągi kursują przez Tarnów, Gorlice Zagórzany, Biecz, Jasło, Krosno, Sanok. Mimo, że robi się to jakby na jednym obiegu (jednostki są „podmieniane” w Zagórzu po południu po przyjeździe z a przed odjazdem kolejnego kursu do Krakowa) to godziny odjazdów są dogodne swe wszystkich przypadkach. Nawet pociąg odjeżdżający spod Wawelu krótko przed godziną 20 a przyjeżdżający do Sanoka o godzinie 0.05, cieszy się dużym zainteresowaniem podróżnych. Nasz region? Przy takiej liczbie połączeń pomiędzy Katowicami a Krakowem nie jest żadnym problemem znalezienie dobrego połączenia , które pozwala „skomunikować” się którymkolwiek pociągiem z Krakowa do Zagórza. I to w obu kierunkach. Dlatego z pełną świadomości polecamy ten kierunek jako ciekawą ofertę dla mieszkańców naszego regonu.

Nieco inaczej jest podczas wakacyjnych weekendów gdzie trasa została wydłużona podczas wybranych kursów do Uherzec i Łupkowa. W sobotę pociąg zajeżdża do tych miejscowości podczas kursu z Krakowa natomiast w niedzielę podczas popołudniowego kursu pod Wawel. To jeden z pomysłów godnych pochwalenia ponieważ, w szczególności do Uherc jakiekolwiek pociągi pasażerskie nie zaglądały od wielu, wielu lat. A na takie manewry pozwala wykorzystanie wspomnianych wcześniej jednostek SN84…

(c.d.n.)

One comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *