Funkcjonalna pasja cyklisty

  • Mateusz Lysek przejeżdża dziennie rowerem 64 kilometry. To dużo. Ale nie dla rekreacji. W każdy dzień roboczy w ten sposób pokonuje drogę z Jaworzna, gdzie mieszka, do Chorzowa, gdzie pracuje. I z powrotem.

Miłość do tego środka lokomocji tkwiła w panu Mateuszu od zawsze. Dokładnie od czasów gimnazjum. Jak mówi nasz bohater – na rowerze jeździł od zawsze. Rower. Rzecz najważniejsza. Do tego stopnia, że gdy składał aplikację do zakładu pracy gdzie aktualnie jest zatrudniony, pierwsze co chciał wiedzieć to nie wysokość ewentualnego wynagrodzenia ale to, czy przed zakładem pracy jest miejsce gdzie można zaparkować jednoślad. Dystans pomiędzy miejscem zamieszkania a zatrudnienia jest gdzieś na kolejnych pozycjach.

Nie ukrywajmy. Rowery stały się modne. Cyklistów nie brakuje. Generalnie jednak ta forma transportu ma silnie rekreacyjny wydźwięk. Jeździ się dla relaksu czy na krajoznawcze wypady. Nie do roboty. Choć znany nam jest pewien były prezes pewnej spółki, który w sprzyjających warunkach atmosferycznych jeździł do pracy rowerem. Ale musiała być odpowiednia aura. No i dystans znacznie krótszy.

Rodzi się pytanie, czy na rowerze w naszym klimacie można jeździć zawsze. Choćby podczas ostatnich mrozów.

– Nie. Mrozy na tyle nie przeszkadzają. Gorzej z opadami. Szczególnie w czasie intensywnego deszczu trzeba się jednak zatrzymać bo widoczność jest zerowa – mówi pan Mateusz.

Ciągłe podróżowanie na tym samym odcinku może doprowadzić do rutyny i znudzenia. Pan Mateusz uważa jednak, że mu to nie grozi, tak silna jest jego rowerowa pasja. Dlatego nie rozstaje się z rowerem także w czasie wolnym. Za nim już wyjazd do Ostrawy, natomiast w realnych już planach, wyprawa na dwóch kołach nad Bałtyk. Tu, przy jej wizji, stykamy się z dość często omawianym zagadnieniem czyli relacja rowerzysta – kierowcy samochodów.

– Nie spotkałem się jak dotąd z jakimiś objawami wrogości ze strony kierowców pojazdów. Nie miałem też jak dotąd żadnej niebezpiecznej sytuacji grożącej nieszczęściem. Pewną część codziennej drogi do pracy pokonuje drogami publicznymi więc mam tu spore doświadczenie. Raz czy dwa zdarzyło się, że kierowcy wyprzedzając mnie uruchomili płyn do spryskiwania szyb. Jeżdżę w okularach więc nie wyrządziło mi to żadnej krzywdy – podkreśla Mateusz Lysek.

No i rzecz ostatnia. Drogi dla rowerzystów…

– Uważam, ze są już, nie tylko na Śląsku, są trasy w wymaganej ilości i odpowiedniej jakości. Myślę, że powoli czas się zastanowić nad pewnym rozgraniczeniem ich uczestników. Wydzieleniem pasów dla wolniejszej czy szybszej jazdy. Bo zupełnie inaczej poruszają się całe rodziny a inaczej ci którzy lubią szybka jazde na rowerze. A jednym czy drugim nie wolno zabronić uprawiania swojej pasji. To nie sprawa czyjegoś widzimisię tylko ogólnego bezpieczeństwa – podkreśla pan Mateusz.

To samo tyczy się pokonywanego codziennie odcinka od Jaworzna do Chorzowa i z powrotem. Stworzone są tam dobre warunki dla rowerzystów a jedynym miejscem w którym pan Mateusz musi zejść z pojazdu jest… katowickie Rondo, które jest kompletnie nieprzystosowane dla cyklistów. A przecież tunelem pan Mateusz nie pojedzie…

One comment

  1. Mając 50 lat jadąc na rowerze Ural , przegrałem z nim o grubość opony na dystansie 500 m . On jechał na Giant 28 cali . Dzisiaj po ponad dekadzie mogę powalczyć przez miesiąc – nocując na dziko – bez nawigacji – tylko na mapy i limit 30 PLN dziennie .

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *