Protest tam. Skutki tu…

O godzinie 10.50 w Parzniewie koło Pruszkowa został zablokowany ruch kolejowy na linii kolejowej nr 1 pomiędzy Grodziskiem Mazowieckim a Pruszkowem. Protestowali pracownicy i podwykonawcy jednej z firm wykonującej zlecenia na rzecz PKP PLK. Akcja skończyła się o 14.01, gdy protestujący opuścili przejazd. Skutki protestu odczuli jednak podróżni w całej Polsce, bo akcję zorganizowano na jednym z najważniejszych szlaków kolejowych w Polsce.


Co ciekawe – skutki protestu były odczuwalne i w naszym regionie i co jeszcze ciekawsze – nasze problemy zaczęły się, gdy na Mazowszu akcja właśnie dobiegła końca.  Bo to właśnie wtedy zaczęły do nas docierać pociągi, które zostały zatrzymane bądź skierowane okrężną trasą przez blokadę. A tak się złożyło, że trzeba było je wpuścić w naszą regionalną sieć połączeń w godzinach szczytu, gdy większość mieszkańców wraca akurat ze szkół czy zakładów pracy.

Ostatecznie udało się jakoś przeprowadzić przez nasz region takie pociągi jak IC Kormoran z Olsztyna do Wrocławia czy IC Ondraszek z Białegostoku do Bielska-Białej. Oczywiście, nie obyło się opóźnień kilku lokalnych połączeń, ale można stwierdzić, że zarówno nasi lokalni przedstawiciele zarządcy infrastruktury jak i ludzie z KŚ odrobili zadanie domowe. Bo byli przygotowani. Aktualnie składy z Warszawy docierają do nas już bez żadnych przeszkód i punktualnie. Inną sprawą jest fakt, że PKP PLK na szczeblu centralnym praktycznie nie zrobiły nic, co można nazwać informowaniem społeczeństwa o zaistnieniu niedogodności. A przecież działo się to niemal pod nosem centrali. Owszem, pojawił się jakiś komunikat o tym, coś tam się dzieje i pociągi pojadą objazdami. W dobie Windowsa 10 i innych Facebooków można chyba jednak oczekiwać nieco więcej. Tym bardziej, że w „środowisku” krążyły smsy z centralnej dyspozytury PLK, informujące o bieżących opóźnieniach pociągów i listą tych, które zostały odwołane.

Z drugiej strony, nie znamy dokładnie powodów, dla których ludzie, być może sfrustrowani ze słusznych przesłanek, zdecydowali się na formę protestu polegającą na blokowaniu jednej z najbardziej uczęszczanej linii kolejowej w naszym kraju. I bez znaczenia to jest, że w kierunku naszego regionu, bo problem tak samo dotyczył mieszkańców Małopolski, Wielkopolski czy regionu łódzkiego, dokąd jeżdżą z Warszawy pociągi linią kolejową nr 1. Problem w tym, że ucierpieli podróżni, którzy gdzieś się spieszyli i wybrali pociąg, jako gwarancję, że dojadą na czas tam, gdzie sobie zaplanowali. Awarię czy usterkę składu w jakiś sposób można jeszcze wytłumaczyć. Ale jak przekonać kogoś po czymś takim jak dzisiejszy protest do szynowej formy transportu, nieważne czy blokowanie szlaku było zorganizowane w słusznej intencji czy tylko czyjąś fanaberią. Też mamy za sobą różne formy protestów w obronie choćby niektórych szlaków kolejowych. I nigdy nie przyszło nam do głowy, by wychodzić z tym na ulicę czy kręcić się tam i z powrotem po pasach. I nie chodzi nawet o sam prawny aspekt sprawy. Ale o skutek odwrotny do zamierzonego. Bo w takim działaniu nie ma gwarancji, że się kogoś przekona do swoich racji. A na pewno wielu zrazi…

3 komentarze

  1. Ta sytuacja dowodzi po raz kolejny, że prawne ustawienie zarządcy infrastruktury nie dyscyplinuje tej instytucji do należytej dbałości o klienta kolei.

    1. W obecnej sytuacji organizacyjnej i prawnej klientami PKP PLK są przewoźnicy, a nie pasażerowie. Inna rzecz, że tych klientów (czyli przewoźników) też mają gdzieś.

  2. W tej sytuacji wyszla BEZSILNOSC ZARZADAJACYCH,teraz byle podwykonawca z byle powodu bedzie bezkarnie urzadzal sobie blokady na przejazdach kolejowych. A mozliwe ze zacznie rozkrecac tory skoro nie uznaje sie tej sytuacji jako Zagrozenie komunikacyjne!!!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *