Pomiędzy D1 a S1

Po poniedziałkowej wizytacji województwa dolnośląskiego warto napisać kilka słów o warunkach podróżowania tam panujących. My skorzystaliśmy z przejazdu linią D1 Wrocław – Legnica – Bolesławiec – Węgliniec – Lubań, obsługiwaną przez Koleje Dolnośląskie. Jechaliśmy tam i z powrotem na odcinku Wrocław – Legnica o długości 65 kilometrów.


Nasza podróż została wykonana pociągiem nr 69651 relacji Wrocław – Lubań Śląski. Na 4 peron stacji początkowej wjechał 31WE (czteroczłonowy Impuls) i powiemy tylko tyle, że wszystkie zalety, które podawane są przy charakterystyce jednostek tej rodziny znalazły potem odzwierciedlenie w jakości przejazdu. Wszystko w porządku.

Pierwsze porównanie z Katowicami było takie, do pociągu linii D1 wsiadło mniej więcej tyle samo pasażerów co w stolicy naszego województwa o tej porze (9.50) zasila jednostki S1, obojętne czy w kierunku Częstochowy czy Gliwic. Podobna wymiana podróżnych miała miejsce na każdym kolejnym postoju. Nie wiemy, co jest w Środzie Śląskiej, ale z naszego impulsa, jak na komendę, wysiadły tam wszystkie osoby podróżujące z rowerami.

Łącznie przejazd zamknął się w rozkładowych 53 minutach. Wracając do naszego regionu – taki sam dystans jest z Katowic do przystanku Żarki Letnisko. U nas przejazd zajmuje 72 minuty. Tyle, że nasze pociągi muszą zatrzymać się na 19 stacjach i przystankach, natomiast pociągi linii D1 mają tylko 11 postojów. No i na linii z Wrocławia do Legnicy pociągi można rozpędzić do 130 km/h. U nas na S1 niestety nie.

Ponadto, na pewno na trasie, gdzie pomiędzy kolejnymi przystankami jest po 7 – 8 kilometrów, zupełnie inaczej jest wykorzystywany potencjał nowoczesnego taboru i wysokiej jakości szlaku. Tutaj jazda 130 km/h a nie 120 km/h ma znaczenie, bo pozwoli szybko i sprawnie przemieszczać się po obszarze charakteryzującym się zupełnie inną gęstością zaludnienia niż w naszym regionie. Np. na pokonanie 10 kilometrowego odcinka pomiędzy Malczycami a Szczedrzykowicami rozkład zakłada 6 minut. Organoleptycznie przekonaliśmy się, że nasz impuls nie miał z tym żadnego problemu.

Reasumując. Nam się podobało. Nie dlatego, że nam się zawsze podoba. KD notują w ostatnich latach rekordowe wyniki jeśli chodzi o rozwój siatki połączeń i przyrost liczby pasażerów. Dlaczego? Do tego jeszcze wrócimy, ale na razie zapewniamy, ze znów wybierzemy się, by zobaczyć jak to robią na Dolnym Śląsku. Bo skoro robią to dobrze, to warto to podpatrzeć i spróbować zaprezentować mieszkańcom naszego regionu przyczyny takiego stanu rzeczy.

Wracaliśmy po południu pociągiem relacji Legnica – Wrocław, który odjechał z pięciominutowym opóźnieniem, bo czekał na kończące tam bieg połączenia z Kłodzka i Żar. Na ich pokładach była całkiem przyzwoita grupa osób chcących podróżować dalej w kierunku największego miasta Dolnego Śląska. A to też ważny pasażer. Jak każdy inny…

ppz: Z Legnicy wyjechaliśmy dopiero gdy pasażerowie innych relacji przesiedli się do naszego pociągu

3 komentarze

  1. A sprawdziliście ruchome schody we Wrocławiu? Bo w Katowicach nie działają. Niudolny rząd ma to w nosie.
    Odcinek Katowice -Zawiercie – Pszczyna powinien mieć cztery tory. Rząd przesunął prace na później czyli nigdy. Ważniejszy przekop Mierzei i CPK. I Łódź Fabryczna – hahahahahahahahahaha.

  2. Koleje dolnoslaskie uwazaja sie za” NAJLEPSZEGO”przewoznika w polsce, co kraj to obyczaj?!

  3. Mam jeszcze pomysł na „powyborach” Koleje Małopolskie Śląskie i Dolnośląskie powinny powołać wspólne przedsięwzięcie: międzyaglomeracyje połączenie Kraków – Katowice – Wrocław. Frekwencja przy czasie przejazdu 3h zapewniona. Będzie to osiągalne po zakończeniu remontu Kraków – Jaworzno.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *