Koparki bez wyobraźni

Kiedy w ubiegłym roku pod Bielskiem-Białą jedna z jednostek EN76 Kolei Śląskich uderzyła w koparkę biorącą udział w trwającej wówczas tam modernizacji linii kolejowej nr 139 wydawało się, że z tego zdarzenia zostaną wyciągnięte jakiekolwiek wnioski. Nic z tego. Dzisiaj podobne zdarzenia miało miejsce w Poraju na linii kolejowej nr 1.


Tym razem ciężki sprzęt budowlany dał w Poraju po oczach, a może bardziej po kolanach, jednostce 27WEb-005. Sprawa numer jeden i najważniejsza. Żadnemu z podróżnych i obsłudze pociągu nic się nie stało. Ale przewoźnik ma znowu problem. Bo jednostka, choć o własnych silach dotarła do Raciborskiej, po kontakcie z tym czymś, to aktualnie jest dokładnie oglądana i szacowane są uszkodzenia  powstałe w wyniku zdarzenia. Jak się dowiedzieliśmy, tym razem w miarę się udało i wyłączenie jednostki z obsługi pasażerskiej, na szczęście, nie będzie zbyt długie. Dodajmy, że jednostka jest dosłownie kilka tygodni po przeglądzie piątego stopnia. Lepiej koparka trafić nie mogła.

Gdy wracaliśmy w sobotni wieczór z Częstochowy z jubileuszowego przejazdu z okazji urodzin KŚ, jadąc linią 131 tuż przed Kaletami mieliśmy gwałtowne hamowanie, skutkujące niemal całkowitym zatrzymaniem pociągu. Powodem była sarna, która znalazła się na torach. Na szczęście w tym wypadku wszystko zakończyło się jak należy. Ale sarny czy inne zwierzęta na torach to rzecz, której maszynista jak najbardziej spodziewać się może. No bo to żywe stworzonka i czasem zdarzy im się przekraczać szlaki kolejowe w miejscu do tego nie uprawnionym.

Ale koparka? To przedmiot, którego maszyniści raczej nie oczekują prowadząc pociąg. Tymczasem w naszym województwie te urządzenia wpadają na tory ze średnią wynoszącą jeden raz w roku. Właśnie 12 miesięcy wstecz pisaliśmy, że po takim nietypowym zdarzenia na południowych krańcach Bielska-Białej, gdy EN76 (też bodajże 005) został wyłączony na kilka miesięcy z eksploatacji. Wiadomo, czyją matką jest ponoć nadzieja, ale mieliśmy takową, że nie rozdrapując ran po tym co się stało, więcej o czymś takim nie usłyszymy. Okazuje się jednak, że na polskich torach poruszają się jeszcze firmy, które nie dość, że mają w głębokim poważaniu bezpieczeństwo, to wychodząc na tory zostawiają aplikację „myślenie” w barakach czy szatniach. Mamy nadzieję, że wykonawca remontu linii nr 1 dostanie fakturę na kwotę, którą trzeba będzie wydać na naprawę pociągu. Bo tylko tak, w formie odpowiedzialności finansowej, można dotrzeć do tych mózgów, w których brak wyobraźni. Poza tym, podziękujmy Opatrzności. Bo dwa razy przez ludzką niefrasobliwość omal nie doszło do tragedii. Na szczęście dwukrotnie nikt nie ucierpiał. Nikt jednak nie powiedział, że trzeci raz też się uda.

Spójrzmy też na przypadek EN71AKŚ-100 stojącej aktualnie w Mińsku Mazowieckim. 6 lutego podczas realizacji kursu do Zakopanego uderzyła ona w busa, który choć nie powinien, znalazł się na przejeździe kolejowym w Szaflarach. Tu też, chwała Bogu, nie ucierpiała żadna z osób, ale KŚ nie mogą z pojazdu korzystać do dzisiaj. I jeszcze tych dzisiaj będzie z pewnością kilkadziesiąt. Bo ciągle nie do końca jest uregulowane wiele spraw tzw. papierkowych, łącznie z informacją dla potencjalnego wykonawcy remontu o budowie kilku elementów, które trzeba odtworzyć by pojazd mógł wrócić do służby. A przypomnijmy, że pojazd w momencie zdarzenia w Szaflarach był, podobnie jak obecnie 27WEb-005, dosłownie kilkanaście tygodni po przeglądzie P5. Świeży, odnowiony, elegancki…

One comment

  1. W torach często pracują firmy zewnętrzne nie mające pojęcia o pracy w torach. O nieogarniętych pracownikach z łapanki nie wspomne. Robią co chcą i tak to kończy. Szkoda tylko, że zawsze w kraksach uczestniczy nowszy tabor. Na stare trupy-kible nigdy nie trafi.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *