Cudze chwalicie, bo… go nie znacie?

Niejednokrotnie czytając komentarze na temat naszej rodzimej kolei czy szerzej transportu,
można napotkać komentarze, że „w Polsce to ciągle średniowiecze”, że „do Zachodu to nam
daleko”, że my to „ciągle zaścianek Europy” itd. Stąd też wybierając się w tym roku do
Paryża z niecierpliwością czekaliśmy, aż będzie nam dane zobaczyć wreszcie ten zachodni
system transportowy, który swoją nowoczesnością rzuci biednych Polaków na kolana.
Obyśmy tylko umieli sprostać wszystkim technologicznym wyzwaniom…


Tymczasem w praktyce okazało się że zachwyca… tylko jedno. Mianowicie siatka połączeń. Faktycznie jest to coś, czego nam w Polsce – a na Śląsku z pewnością – brakuje. Możliwość przesiadki z jednej linii metra na drugą, czy też z kolei na metro, a potem na tramwaj itd. jest niemalże nieograniczona. W Paryżu nie ma sensu sprawdzać żadnego rozkładu jazdy – ot, przychodzisz na stację i czekasz zazwyczaj 3 minuty. Gdy rozpieszczeni taką częstotliwością trafiliśmy na mniej popularną linię, gdzie trzeba było czekać na kolejny kurs 8 minut, wydawało nam się, że to długo…

O rozkładzie jazdy można zatem zapomnieć, za to niezbędna jest mapka metra – wszystkie inne mapy Paryża można zrzucić na dalszy plan, ale to jest absolutny niezbędnik, bez którego człowiek się czuje co najmniej jak bez ręki. No dobrze, ale skoro zachwyca jedno to, co w takim razie z całą resztą? Ano tutaj okazuje się, że wszystkie tęsknoty do Zachodu, które Polacy snują w komentarzach na temat rodzimego transportu pochodzą chyba od osób, które niewiele z tego Zachodu miały okazję widzieć… Podczas, gdy u nas zdarza się narzekać, że w pociągu klimatyzacja jest za mocna, w Paryżu za klimatyzację w pociągu podmiejskim robiły okna, która można otworzyć tylko na ok. 5 cm. Metro w godzinach szczytu aż by się prosiło o japońskich „upychaczy” (przy czym gwoli sprawiedliwości byliśmy tam w szczycie sezonu turystycznego, może w pozostałych miesiącach tłumy są nieco mniejsze). O klimatyzacji można tutaj w ogóle zapomnieć.

Tak samo jak o udogodnieniach dla niepełnosprawnych. W większości przypadków wagoniki metra są otwierane samodzielnie na coś w rodzaju skobla, co wymaga sporo siły. Podobnie bramki wyjściowe z metra – słabsze osoby muszą się całkiem nieźle wysilić, żeby je otworzyć. Nie mówiąc już o tym, że wszędzie – nie tylko w metrze, ale również na przystankach kolejowych – są schody i na próżno by szukać jakichkolwiek podjazdów dla wózków, wind dla niepełnosprawnych czy szyn do prowadzenia roweru. Nawet światłom na ulicy nie towarzyszy charakterystyczny dźwięk sygnalizujący zielone dla osób niewidomych (a sama sygnalizacja jest w Paryżu traktowana raczej jak sugestia niż nakaz – ot, jak nic nie jedzie, to można przechodzić).

Może jednak jest to coś z czym Francuzi walczą? Może każdego dnia w paryskich gazetach pojawiają się artykuły, że transport jest niedostosowany do osób niepełnosprawnych, a ludzie w upały mdleją w metrze? Jak to jest w przypadku sytuacji kryzysowych mieliśmy okazję sprawdzić już pierwszego dnia. W ramach chrztu bojowego tuż po przyjedzie spotkał nas bowiem pożar w metrze. Wszędzie snuje się gryzący dym, zarządca stacji wygania do wyjścia, zamyka drzwi na kłódkę… i koniec. Żadnego komunikatu, żadnego przekierowania na inną linię, żadnego sprawdzenia, czy przypadkiem ktoś gdzieś nie został itp. Smaczku dodatkowo nadaje temu wszystkiemu fakt, że wśród podróżnych znalazł się na tej stacji niewidomy mężczyzna. Zignorowali go absolutnie wszyscy, dopiero my – wychodzący jako ostatni – wyprowadziliśmy i jego. W Polsce moglibyśmy się po takim zdarzeniu spodziewać nagłówków gazet w stylu „Chaos w metrze”, „bezradni kolejarze”, stratowany niewidomy” i oczywiście „kto nam odda pieniądze za bilety”. A jak naszą opowieść skwitowała francuska gospodyni? Wzruszeniem ramion i hasłem „Standard”.

Albo zatem Polacy stali się w ostatnim czasie narodem bardzo roszczeniowym albo Francuzom wszystkie pozostałe niedostatki transportu wynagradza fakt jego częstotliwości. Prawda jest zapewne po środku. Wiemy natomiast już teraz, że każdemu, kto zawoła, że „w Polsce to średniowiecze, a na Zachodzie…”, polecimy wybrać się do Paryża…

ZDZZ

ppz: Czy u nas naprawdę w transporcie jest tak źle? Czy tylko tak jest za sprawą ogólnej tendencji do narzekania?

6 komentarzy

  1. Jak w Paryżu odwołają pociąg to za 3 minuty jedzie kolejny, a jak u nas odwołają pociąg to okazuje się, że to jedyne połączenie w tym dniu i wiemy, że dziś już niegdzie nie dojedziemy.

  2. Brawo. Aż na usta ciśnie mi sie tekst jakiś aby odpowiedzieć jednemu z drugim zwłaszcza studentowi który jedzie za pół darmo i narzeka, zachwalając zachód. Mam okazje od lat podróżować tylko po kraju naszym jak i Czeskim i Skowackim, co do naszego mamy za to sporo promocji biletowych, co do południowych sąsiadów niby lepiej komunikacyjne ale za to nikt tam nie nieniańczy sie z podróżnym w razie draki. Na Słowacji brudno i drogo w pociągach, w Czechach żadnych kanapek, napojów czy odszkodowań za spóźniony pociąg. To od lat stereotyp w mediach dominuje ze u nas wszytko złe powtarzamy po 100 kroć jeden ten sam incydent wydaje sie setnym juz incydentem.

  3. Tylko ze kolej to siec naczyń połączonych musi byc dobra prędkość dobry tabor i dobra siatka połączeń i dobra oferta. Gdy jednego z tych elementow nie ma – polaczenie sie sypie. Świetnym przykładem jest S4. Padl element o nazwie oferta ponieważ autobusen jest taniej i w dodatku można podjechać takze w Katowicach dalej. Bilet pomaranczowy tego nie daje. Rozklad tez jest cieniem tego z 2009 roku… efekt jest taki ze w ciagu ostatnich dwóch lat spadła drastycznie liczba pasażerów. Ludzie nie beda korzystac z kolei bo jest. Poza tym opóźnienia i odwolania kursów w przypadku takiej linii S4 oznaczaja duze spóźnienie do pracy czy na zajęcia. Na zachodzie jest inne podejście do spóźnien. U nas pracodawcy czesto grożą nagana lub dyscyplinarka za spoznienia czesto spowodowane właśnie zbiorkomem.

  4. Polecam S i U w Berlinie urozmaiceniem dla podroznych jest zebractwo. Doslownie- Panie i panowie jestem bez srodkow do zycia prosze o dobrowolne datki!

    1. Czepianie się zbierających datki w berlińskich pociągach w kontekście polskiego malkontenctwa jest o tyle nietrafione, że niestety część z nich to właśnie… Polacy. A w kontekście porównywania jakości i oferty transportu zbiorowego to już w ogóle zabawne. Jakby w śląskim oferta kolei regionalnej była przynajmniej taka jak w Berlinie i Brandenburgii, to nikt by pewnie nawet nie zwracał uwagi na proszących o wsparcie.

  5. Ale u nas jakby była idealna siatka połączeń, punktualność co do sekundy i każdy autobus/pociąg byłby komfortowy to też by narzekali!!! Zawsze komuś się będzie coś nie podobać i tyle. Wyremontowali dworzec w Katowicach – źle bo „za mało peronów i tą galerią zeszpecili miasto”. Jeździ Ornak do Zakopanego – źle bo „strasznie długo i o złej godzinie”. I moim zdaniem najlepsze. Kilka województw w tym nasze utworzyło własną spółka kolejową. To się podniosły żale że „narobili tysiące przewoźników i tysiące stanowisk dla biurokracji a pasażer cierpi bo musi kupować tysiące biletów, za komuny było lepiej”. No dobra, a gdyby tak dalej były wszędzie PKP PR to niby byłoby w porządku? Też by narzekali że „Warszawka wszystkim steruje i w regionie nie ma nikt wpływu na kolej a Śląsk jak zwykle jest najbardziej pokrzywdzony”. Mógłbym mnożyć przykłady malkontenctwa. O ile pojawiają się zarzuty słuszne i trafne, to wiele uwag jest zwyczajnym bełkotem i jakimiś jednostkowymi iluzjami, bo wielu jakoś potrafi daną rzecz akceptować i nawet być zadowolonym.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *