Kolejowy Pan Nikt

Życie pisze najlepsze scenariusze i tak było jakiś czas temu podczas jednej ze służb, których wiele w
grafiku. Po raz kolejny mogłem się przekonać, że ludzi dziś jednak niewiele interesuje z tego co się
dzieje z innym człowiekiem. Szkoda, bo my – obsługa pociągu – dalibyśmy wiele, aby nasi podróżni
bezpiecznie dojechali do celu. Co jednak wtedy, gdy sama obsługa może z poważnym zagrożeniem własnego bezpieczeństwa, jeśli w ogóle, dojechać do celu? Jak wtedy zachowują się podróżni. O tym dzisiaj.


Nic nie zapowiadało, że służba zaczynająca się o 12:40 będzie jakiś spektakularnym wydarzeniem, bo co
się może przecież stać na popołudniówce. Gdybym jechał o 4 rano, albo grubo po 22, to muszę mieć
się bardziej na baczności, bo przecież różni dziwni ludzie jeżdżą pociągami o tych porach, a podczas weekendu to jeszcze bardziej. Jednak to nie był weekend a zwyczajne, upalne popołudnie jakich wiele w lecie. Niby  biały dzień, a jednak od rana coś mnie męczyło, że coś się może na tej zmianie przydarzyć. Ten wewnętrzny niepokój już ileś tam razy towarzyszył mi w pracy i prawie zawsze kończyło się to jakimś wydarzeniem i zazwyczaj było to coś nieciekawego, coś czego chcielibyśmy w pracy uniknąć. Ale nie unikniemy, bo przecież pracujemy z ludźmi, a ludzie… Ludzie są tylko ludźmi no właśnie, ale jak złożonymi…

Przyjechałem do Tychów Lodowiska i miałem parę minut (niecałe 15) na przejście przez pociąg,
odprawienie podróżnych z Lodowiska i powrotną jazdę do Katowic. Kiedy odprawiałem z przodu
podróżnych maszynista przyszedł i powiedział, że z tyłu siedzi osoba, którą niestety trzeba wyprosić
składu, bo rozwaliła swoje kończyny – cuchnące niemiłosiernie na siedzeniu. Poszedłem do tyłu i
okazało się, że zapach faktycznie zatykał wszystkie możliwe drogi oddechowe, ale nie tyle same
kończyny je zatykały, ale ogólnie powiedzmy „zapach” tego człowieka.

Na początku zszokowało mnie to, że nikt z podróżnych nie podszedł do obsługi i nie zgłosił tego faktu,
a sam maszynista, ale pal licho. Poprosiłem pana o opuszczenie składu, no co posypał się na mnie stos
inwektyw więc poprosiłem o bilet okazało się, że też go nie ma. Pan, dość rosły powiedział, że składu
nie opuści, a ja jestem taki i siaki (wyrazy potocznie uznane za wulgarne). Używał też i innych, ale nie warto tu o tym pisać, bo to nie czas i miejsce na używanie takich słów.

Do kiedy człowiek jeszcze mnie wyzywał było OK, ale kiedy zaczął zamachiwać się na mnie puszką z
piwem, a potem swoim plecakiem to już ciekawie nie było. Pan wydzierał się wniebogłosy, duża część
podróżnych będących z tyłu składu wszystko słyszała, ale najwyraźniej uznali, że to nie ich sprawa.
Pozostało zachować zimną krew i być z panem w pewnej odległości. Licytacja pana, który chciał
jechać, roznosząc przy okazji niemiłosierny smród trwała w najlepsze. Dalej leciały różne dziwne
słowa, dalej zamachiwał się to puszką lub swoim ciężkim plecakiem. Kiedy wreszcie stanął obok drzwi
myślałem, że przejdę do przodu, ale było jedno ale. Kiedy ja bym przechodził on zapewne jednak
rzuciłby czymś ze swojego ekwipunku z moją stronę. Pomyślałem sobie, no cholera, najwyżej nie
pojadę i będę czekał. Jednak był taki moment kiedy jegomość staną za drzwiami i poprosiłem
maszynistę o zamknięcie i zablokowanie drzwi. Udało się! Pan jeszcze parę razy skopał drzwi i udał się
w nieznaną stronę

Kiedy dosłownie minutę przed odjazdem przechodziłem przez pociąg zaczepiła mnie pani mówiąc –
Dlaczego ten pan się tak wydzierał, dlaczego pan go nie wyrzucił szybciej z pociągu, nie życzę sobie
​takich zachowań. Znalazła się jeszcze jedna pani, która jej wtórowała. Co zostało mi? Mi zostało
powiedzieć, że następnym razem to warto by to właśnie ona w takiej sytuacji zadzwoniła
na policję, bo ja nie mogłem. Nie trudno się domyślić jak zakończyłaby się cała akcja z mężczyzną
gdybym w jego obecności wyjął telefon i zadzwonił na policję.

Do teraz jestem niestety w szoku, ze kiedy ja usuwałem niechcianego podróżnego, a ten wygrażał mi
NIKT, dosłownie NIKT nie zadzwonił na policję. Czy nikt się nie przejmuje w takich sytuacjach obsługą.
A co by było gdyby mężczyzna skoczył do mnie z nożem i dźgnął, a następnie uciekł? Też zero reakcji?
Podróżni nie zdają sobie sprawy jaki poziom stresu czasami przeżywamy. Nie było mi do śmiechu, a
zaraz chwilę później musiałem prowadzić pociąg do Katowic, a mogłem równie dobrze odmówić, bo
szczerze nie nadawałem się do dalszej jazdy, ale co tam wszystko wyszło planowo

Tylko co z tym ludźmi? Czy dla innych jesteśmy w takiej sytuacji tylko obsługą czy może człowiekiem. Sądzę, że tylko obsługą, patrząc na zachowanie pań z pociągu, a raczej nikim? Jest taka książka Tomka Tryzny
„Panna Nikt” w której okazuje się, że dla najbliższych przyjaciółek inna przyjaciółka była nikim i zauważano ją tylko wtedy gdy była okazja się z niej ponaśmiewać czy wykorzystać. Czy my więc też jesteśmy nikim? Czy byłem wtedy w pracy Kolejowym Panem Nikt?

Przemysław Szczepanek

12 komentarzy

  1. Podrozni maja dzwonic po sluzby bo ktos ci grozil? Grozby sa scigane na wniosek pokrzywdzonego, wiec jak az tak bardzo Cie to zabolalo, to zloz zawiadomienie, masz nagrania i swiadkow. Czego tu oczekujesz?

    1. Przykro mi Rysiu ale jesteś niemądry. Należało wystukać 112 i zgłosić fakt dewastacji pojazdu – to wszystko!

  2. Przyznam szczerze że jako pasażer dwukrotnie interweniowałem w podobnej sprawie u obsługi pociągu i dwa razy się nie zawiodłem. Raz awanturnik na widok nadchodzącego kierownika wysiadł (a raczej uciekł z pociągu) na najbliższej możliwej stacji (co ciekawe opis wyglądu i zachowania tego typa się pokrywa, a i w okolicy Tychów się to działo więc kto wie, może to ta sama osoba…), drugim razem inny jegomość po rozmowie z konduktorem się uspokoił choć ciągle coś burczał pod nosem i wzdychał dopóki nie wysiadł. Ale czemu o tym piszę? Bo drażniły mnie też reakcje innych podróżnych. Odsunęli się od miejsca gdzie dany awanturnik się znajdował ale resztę mieli gdzieś. Słuchawki w uszach, oczy zapatrzone w ekran smartfona… A gdy powiedziałem pasażerom siedzącym obok mnie, że idę zgłosić fakt konduktorowi, usłyszałem że mam sobie darować, „jakoś wytrzymamy albo siądziemy gdzieś indziej jeszcze dalej od niego” i że „nie ma sensu wszczynać awantur”. Potem gdy pisałem o tym do znajomego to stwierdził „ale po co ty się takimi ludźmi przejmujesz, przecież nie bił ciebie ani nic, przesiadasz się do innego przedziału i masz to gdzieś”. No sorry, wy płacicie za przejazd, życzycie sobie przyjemnej podróży a takie zachowanie wam nie przeszkadza? Z perspektywy pasażera w pełni rozumiem frustrację autora felietonu. Wiem że nie każda błahostka wymaga interwencji, ale trzeba umieć pewne rzeczy ocenić i nie cierpieć na znieczulicę. Nie czuje się jako kapuś bo kapusiami są małe dzieci w szkołach albo tacy, którzy dzwonią na policję bo sąsiadowi tylko jedno światło w samochodzie nie świeci (zamiast wprost mu to powiedzieć). A tu chodzi o bezpieczeństwo a w dalszej perspektywie o życie i o zdrowie.

  3. To nie jest znieczulica . Ludzie nie chca mieszac sie w podobne sytuacje a to, aby- nie oberwac przyslowiowa puszka piwa i obawiaja sie ze z powodu telefonu 112 naraza sie na jakies zeznania ,przesluchania itd. Sam monitoring w pociagu nie jest lekiem na cale ” ZLO” Za malo jest patroli SOK na podrzednych trasach, wrecz ich wogole nie ma. Taki patrol jest wyposarzony we wszelkie srodki przymusu zaczynajac od kajdanek poprzez paralizatory po bron ostra . Widzialem podobna akcje w IC do Gdanska. Awanturujacy sie obywatel zostal szybko ” spakowany w paczke” i wystawiony w Tczewie na peronie tym samym sluzbom SOK , po chwili pociag ruszyl dalej w planowanym kierunku. Ale znalezli sie tez tacy pieniacze ktorym to sie nie podobalo ze lamanie demokracji ze to nie ta metoda, ze panstwo policyjne. Kolejarska brac w swojej pracy ma naprawde ciezki kawalek chleba!!

  4. Przemku to nie pierwsze i nie ostatnie takie zajście. Kiedyś na S5 był taki stały klient który jeździł zawsze na kredycie,i czasem bywało to kilka razy dziennie,z puszeczka wsiadał w Kat zdrowo podchmielony. Jak najmniej takich gości i pozdrowienia dla ciebie Przemku 🙂

    Rysiu kierownik/konduktor w pociągu to ich praca ale to tez ludzie są i czasem wystarczy własnie taki 1 telefon by pomoc. Kierownik czy konduktor nie będzie się szarpał z takim człowiekiem ,a takiemu to wszystko jedno i jak się napompuje adrenalina to może spowodować wiele złego.

  5. Odchamianie ludzi nie jest proste, ale żeby transport zbiorowy zachęcał do podróży a nie odwrotnie, przewoźnik powinien mieć procedury umożliwiające sprawne eliminowanie z podróży osób, które w sposób rażący łamią przepisy obowiązujące w tych środkach transportu.

    1. Kierownik/konduktor w pociągu nie jest od tego by szarpac sie z takimi ludzmi . Jesli jest taka sytuacja i pasazer dobrowolnie nie chce opuscic pociagu to jedynym wyjsciem jest wezwanie policji. Wiadome jest ze potem za taki przestoj skladu dostaje do zaplacenia odpowiedni kwit,ale w wiekszosci takie osoby nie posiadaja stalego meldunku i nie przejmuja sie takimi rzeczami.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *