Ekssspresss Intersiti Burak

Na ten weekend mamy dla Was opowieść, w formie felietonu, zaprzyjaźnionej z naszą redakcją osoby, która kilka dni temu miała, jak stoi poniżej, okazję jechać pociągiem pendolino znad morza na „naszą” ziemię. Przyznajemy, że kiedy otrzymaliśmy ten tekst, to trochę się nam zrobiło nieswojo. Bo to taki nasz obraz własny. W niezbyt sympatycznych barwach.


Opisywane onegdaj na portalu SIT wakacyjne pociągi do Łeby to już przeszłość. Ale teraźniejszość w wykonaniu – wydawałoby się – najbardziej „topowym” także może być przyczynkiem do opowieści. Tytułowy pociąg, o przewrotnie zmienionej nazwie, odjeżdża ze stacji Gdynia Główna w dni wolne po godzinie 15. Planowo. Bo w rzeczywistości czeka na skomunikowanie. Bardziej naiwni zapytają „jak to?” przecież te pociągi mają bezwzględny priorytet. Ano pewnie mają. Ale 10 minut mogą poczekać… I ciągną falę zakłócenia przez całą Polskę dojeżdżając do Bielska Białej z prawie godzinnym opóźnieniem… Ale nie o samym pociągu dziś będzie, tylko o ludziach. I to nie kolejarzach. A konkretnie – o pracownikach bufetu o nazwie kojarzącej się starszym z wodą kolońską oraz o pasażerach. Stąd właśnie nazwa.

Na co dzień w pociągu tej klasy zdarzają się gadatliwi biznesmeni, których słychać po całym wagonie, tudzież osobnicy płci obojga tak skoncentrowani na własnym ego, że pozostałe 300 osób nie stanowi dla nich żadnego problemu.

Ale za to niedziela …. Trasa znad Bałtyku pod Beskidy obfituje w typy ludzkie wydawać by się mogło wyjęte z filmów Barei lub jeszcze starszych, dotyczących perypetii mieszkańców tzw. wulców czyli hoteli robotniczych.
W przedziale dla dzieci rozgrywają się sceny rodem z reklam proszków do prania – taki Mariuszek czy Agatka skaczą w butach po siedzeniach, a nawet oparciach obdarzeni łagodnym uśmiechem rodziców zapatrzonych głównie w smartfon lub pijących piwo z puszki, niekoniecznie zakupione w pokładowym bufecie. Rozlany na podłodze lub siedzeniu soczek czy pokruszone herbatniki to norma, która budzi przerażenie tylko w pracowniku personelu sprzątającego. Wrzask, bieganie po wagonie – no cóż – dzieci. Tylko odbiega to nieco od obrazu „tata i synek w pociągu” wyświetlanego na monitorze. Tata na fejsie i podchmielony, a synek wariuje.

Ale pasażerowie dorośli też mają się czym pochwalić. Gdzieniegdzie gra muzyka z blutoothowego głośniczka („a co, niech inni też posłuchają”). Oto zaś piątka wytatuowanych dżentelmenów, którzy najprawdopodobniej kontynuują kilkudniową imprezę, szarmancko zaczepia wszystkie przechodzące osoby, komentując strój, słowa czy kształty ciała. Oczywiście pośród wywalonych przez siebie śmieci i rozlanych napojów. Butelki zresztą stoją wszędzie wokół. Ale przejdźmy do baru za jednym z podchmielonych pasażerów, który potrąca piwo gościa baru i wylewa je na jego laptopa, dokumenty i podłogę. Pan sprzątacz znów będzie miał co robić. A tymczasem klienci bufetu przeskakują kałużę lub rozdeptują ją…

Zresztą bufet to osobna historia, gdyż personel (chyba z łapanki) nie ogarnia zamówień, odsyła na miejsce informując, że stamtąd będzie zbierać zamówienia, po czym po godzinie przychodzi ktoś i informuje, że zupa owszem, ale za kolejną godzinę będzie dopiero dostępna, bo „pierwsza klasa ma priorytet”. Po czym jednak bufetowy po kolejnym kwadransie biega kilkakrotnie z dwoma zupami i pierogami po składzie dopytując kto to zamówił. Po czym po kolejnej półgodzinie kolejna przedstawicielka baru każe sobie pasażerom udowadniać na podstawie paragonu, że zamówiło się tylko naleśnik, a nie naleśnik i jeszcze kotlety, bo się nie zgadza lista zamówień….

Pasażer z gatunku spokojniejszych nie musi się martwić zapewnieniem lektury na długą dobrą podróż, gdyż obserwowanie rzeczywistości jest bardzo pasjonujące. Tylko szkoda nowoczesnych, jakby nie było, składów, które są po takim powrocie z wakacji wymęczone niewiele mniej niż owe wagony co do Łeby jeździły…. Dla niektórych przydałby się pociąg do kultury. Takiej zwykłej, pisanej przez małe „k”. Jak kanikuła.

A.

8 komentarzy

  1. … hmm smię twierdzić że nie jeden z tych pasażerów (celowo z małej litery) po powrocie otworzy laptopa i opisze w jakim to syfie raczył ich IC obsłużyć a przecież zapłaciłam/em bilet premium .

  2. Jechałem kilka lat temu pendolino z Warszawy do Gliwic cały czas siedząc w Warsie, choć bilet miałem na drugą klasę. Bo sympatyczna, choć „puszysta” szefowa załogi Warsu w tym pociągu powiedziała mi, że choć zjadłem, to mogę sobie tak siedzieć przy stoliku do końca jazdy (wręcz mnie zachęcała do pozostania). Słyszałem, jak obsługa baru na szynach chwilę przed przyjazdem do Gliwic komentowała, jak ktoś bardzo nasmrodził w pierwszej klasie, nie przejmując się innymi współpasażerami, którzy też zapłacili za jazdę w bardziej wygodnych warunkach.

  3. Przykre, ale prawdziwe. W Leo Express nigdy nie pomylono mi zamówienia, a obsługa zawsze jest miła i ogarnięta. Co do państwa Buraków, ciekawe że w Czechach, podróżując pociągami, nigdy takich nie widziałem. Ktoś wie dlaczego tak jest?

    1. Ta chechofilia TU jest już męcząca. Rok 2017, lipiec, Ex, trasa Praha hln. – Czeski Cieszyn (tak qrwa jest nawet w rozkładzie CD i zapowiedziach głosowych w pociągu) buraki/knedle leżą pijane na korytarzach, ciężko przejśc. A drużyna (skądinąd ładna i sympatyczna pani) wydaje zimne puszki (tu plus) Pisnera nie z lodówki, nie, ze styropianowych skrzynek z jednego z przedziałów. I co? I nic.

  4. Maks Wszędzie ludzie są tacy sami tylko kultura bardziej przestrzegana , ja jak widzę że ktoś ma buty na siedzeniu to celowo na głos zwracam uwagę aby inni z takiego chama się pośmiali lub krzywo patrzyli, w Leo expresie na każdy wagon jest steward i trudno jemu pomylić tylu swoich pasażerów , na to miast uważam że skoro mam zapłacić trzy razy drożej za Pendliono niż za TLK to mam prawo do przeciętnej normalności a ją można utrzymywać np. patrolami Policji spacerującymi przez skład tam i z powrotem co chwilę i gdy nie jeden wpadnie na ostentacyjnym piciu piwa zostaje wylegitymowany i pouczony a przy drugim patrolu za chwilę gdy znów zostanie pod paczony dostaje mandat itd, itp.

  5. Jest takie piekne haslo „róbta co chceta ” i to jest mój komentarz na zachowania ludzi . Nie zmieni sie absolutnie nic gdyż przykład idzie z góry . Szkoda mi tylko tego pieknego czaru jaki mają pociągi i tych podrożnych co sie szanują na wzajem

  6. Jechałem na majowy wypad Katowice-Gdańsk-Katowice. Pociąg nabity do pełna jedyne do czego można się było przyczepić to brak mydła w toalecie. Obsłudze baru szczerze współczułem pracy przy tylu pasażerach. Ale dawali radę, a była jedna starsza osoba i same młode. Czepianie się, że dzieci narusza lub biegają w przejściu koło przedziałów dla rodzin jest bez sensu. A może po prostu trafiłem na wmiare ogarniętych współpasażerów

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *