Zombie ekspres

Będąc w Pradze z racji pierwszego kursu Leo Express do Polski, przez przypadek znaleźliśmy się pośrodku zdarzenia, które obserwowaliśmy z nieukrywanym zdziwieniem i ciekawością. Spróbujcie sobie wyobrazić taki scenariusz, a może bardziej brak reakcji w takim momencie tłumu w Polsce. Choćby na katowickim dworcu.


W Czechach też kopią na torach. Podobnie jak u nas. Nie ma co prawda czterech korekt rozkładu jazdy w związku z tym, ale pociągi są poopóźnianie. I to czasem sporo. Nasz Flirt wjechał na praski dworzec 60 minut po czasie. Około godziny 14.40. Jak wszyscy, opuściliśmy skład a naprzeciw nas stała spora (ponad 60) grupa osób chcąca do „naszego” Flirta wejść. Okazało się, że jednostka o 14.10 miała odjechać do Koszyc (według rozkładu w czeskiej stolicy mieliśmy być o 13.39). Gdy ostatni pasażer opuścił pojazd wyświetlił się napis „Nie wsiadać”. I… nikt nie wsiadł.

Tymczasem jak gdyby nigdy nic do jednostki weszły ekipy sprzątające, a jedna z pań z wiaderkiem i długą kijoszczotką przedefilowała przed przyszłymi pasażerami i ze stoickim spokojem zabrała się za czyszczenie z losowo przybranych w drodze do Pragi komarów, wbrew własnej woli przylepionych na przedniej szybie Flirta, która za kilka minut miała stać się szybą tylną. W sukurs „czyścikom” przyszła elektroniczna tablica, która bezdusznie w rubryce „opóźniony – minut…” wyświetliła liczbę 55.

I co? Właśnie, że nic. Żadna z ponad 60 osób czekających na wejście do pociągu nie wyraziła swojej dezaprobaty dla zaistniałej sytuacji. Nie padł żaden wulgaryzm. Część przyszłych pasażerów poszła zapalić papierosa, inni spokojnie stali i patrzyli jak sprzątacze czynią swoją powinność. Kolejni rozsiedli się na peronowych ławkach. Sytuacja była tym bardziej dziwna, że w pobliżu krzątały się już ważne osoby w strukturach Leo Expressu, przygotowujące się do oficjałki związanej z wyjazdem pierwszego pociągu do Polski. A tu zero pretensji. Zero krzyku. Żadnego negatywnego gestu.

Tymczasem „czyściki” ogarnęły jednostkę. Pani z kijoszczotką zmusiła przyklejone owady do opuszczenia Flirta i po upływie kwadransa ludziska wsiedli i odjechali. Przyszło nam do głowy, że może trafiliśmy na plan jakiegoś powstającego filmu o zombie. Praga to atrakcyjne miejsce dla wielu reżyserów, więc może jakiś kandydat do Oscara zawitał do czeskiej stolicy ze swoją wizją umieszczenia w niej właśnie tych postaci. Niestety. Pudło. Nasi potencjalni zombie się normalnie poruszali, coś tam podjadali zamiast pić krew, rozmawiali ze sobą tak całkiem jak zwyczajni śmiertelnicy a i stopień zsinienia postury nie przekraczał dopuszczalnych norm. Ludzie jak nic. Z krwi i kości.

Teraz wyobraźcie sobie taką sytuację u nas. Wczoraj pasażerowie niedzielnego pociągu Kolei Śląskich z Zakopanego do Katowic poskarżyli się w jednym z naszych głównych tytułów prasowych na sposób działania klimatyzacji w tymże. Nie dalej jak w sobotę, w tekście Do Łeby na głowie pisaliśmy w jak sensacyjny i irracjonalny sposób przedstawia się u nas w mediach jakiekolwiek niedociągnięcia na żelaznych szlakach. Nie minęły trzy dni i…

Dlaczego nikt nie histeryzuje, że tylko w naszym regionie ileset ludzi usmażyło się wczoraj we własnych samochodach, stojąc w korkach ponownie tworzących się po wakacyjnej przerwie? „Pojechać” po kolei to szczyt pseudokozactwa i kilka stopni za mało bądź za dużo w pociągu jest zawsze tematem wartym nagłośnienia. Natomiast 50 czy 60 stopni w saunochodzie jest dla nas rzeczą normalną. Sami wczoraj dwukrotnie na dość długim dystansie jechaliśmy miejskimi autobusami, w których nie było klimatyzacji. Racja, wkurzające i przy dzisiejszych standardach nie pasujące do oczekiwań podróżnych. Ale żeby robić z tego publiczny powód bólu i cierpienia. To nam do naszych przepoconych głów nie przyszło.

Może to upał, a może inne powody sprawiają, że przewraca się nam w mózgach. Przekraczamy kolejne granice abstrakcji. Nas irytuje inne pytanie. Czemu każde przewinienie na kolei jest natychmiast piętnowane publicznie? Jakby wokół nas nie działy się setki innych rzeczy. Często, o wiele, wiele gorszych.

2 komentarze

  1. Ta notka jest żałosna. Oparta na retoryce w stylu „jak śmiesz poskarżyć się na spalone jedzenie w knajpie kiedy w Afryce dzieci głodują”. Kolej jest sowicie dotowana z publicznych pieniędzy i jej „przewinienia” są sprawą publiczną.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *