Symbol to nie rewolucja

Rozpoczęcie dzialalności prywatnych firm kolejowych w Czechach miałem okazję obserwować bezpośrednio, gdyż w tym czasie realizowałem się zawodowo za naszą południową granicą. Jako pasjonat interesowałem się wszystkim tym, co niesie za sobą uruchmienie kolejowych połączeń przez „prywaciarzy”. Nigdy nie zastanawiałem się jednak, jak któreś z nich poradziłoby sobie na polskim rynku, bo wtedy myślenie w takich kategoriach było wyłącznie wytworem zbyt wybujałej wyobraźni, bądź pierwszych objawów utraty kontaktu z rzeczywistością. Tymczasem, minęło kilka lat i wszystko wskazuje na to, ze w najbliższe piątkowe popołudnie coś takiego nastąpi, gdy pociąg firmy Leo Express pojedzie z Pragi do Krakowa i co dla nas ważne, zrobi to m.in przez Pszczynę, Tychy czy Katowice.


Jest w Czechach autostrada. Oznaczona symbolem D1. Interesuje nas dokładnie jej 200-kilometrowy odcinek pomiędzy Pragą a Brnem. Prawdopodobnie Czesi zaczęli go remontować jeszcze zanim oddali go do użytku. Jak tam często jeździłem, to radio równie często mówiło, że trzeba uważać na korki mające kilkanaście kilometrów długości powstałe tu czy tam. Do tego by tak się stało, wystarczył praktycznie defekt jednej opony w losowo wybranym pojeździe. Na rozlicznie remontowanych odcinkach nie było miejsca, choćby było to daewoo tico, by takie auto gdziekolwiek usunąć. Naprawa koła odbywała się więc w wersli live na mocno zwężonych odcinkach jezdni. Co to powodowało? Że radio miało o czym mówić, a kierowcy stojąc w powstałych korkach mieli cczego słuchać. A przecież uraz opony to najmniejsza z przykrych rzeczy, mogąca wydarzyć się w samochodzie na trasie.

Czeska kolej szybko zauważyła swoją potencjalną przewagę i wypowiedziała marketingową walkę autostradzie D1. Zupełnie przy okazji rozporawiła się też z lotnictwem chcącym kursować pomiędzy stolicą państwa i województwa morawsko-śląskiego. Pamiętam jedną z kampanii prowadzonych przez ČD kilka lat temu. Radio, telewizor i intenet z dużą intensywnością informowały, że „Z centrum Ostrawy do centrum Pragi tylko pociągiem dojedziesz w 3 godziny”. I była to prawda. Z każdym tygodniem ludzi przybywało. Sam zresztą licząc się z koniecznością wyprawy pod Hrad coraz rzadziej spoglądałem na samochód. Po kolejnych kilku tygodniach Praga w ogóle nie kojarzyła mi się już z motoryzacją. Kolej stała się nie tylko środkiem podróży, lecz również miejscem spotkań biznesowych czy towarzyskich.

Nic dziwnego, że znaleźli się chętni spróbować na kolejowych przewozach pasażerskich zrobić biznes. I tak na tory wyjechały napierw pociagi RegioJet, a od grudnia 2012 LeoExpress. ČD początkowo traktowało to jako mikropodrygi stworzonych naprędce podmiotów, nigdy nie mających szans na zagrożenie imperium. Jednak gdy pociagi RegioJet „wydłużyły” się z pięciu do dziesięciu wagonów, a obaj prywatni przewoźnicy po „dotarciu” się na linii Ostrawa – Praga zaatakowali kolejne szlaki, nie tylko w Czechach ale i na Słowacji, imperium ČD musiało z pokorą uznać, że we wszechgalaktyce nie jest już samo i ma dwóch poważnych konkurentów w barwach złoto lub żółto-czarnych .Pociągi komecyjnych graczy pojawiły się nie tylko na liniach kojarzonych z dużymi potokami pasażerów jak Praga – Brno czy Bratysława – Koszyce, lecz również na kilku „lokalkach” w Czechach i na Słowacji. To pokazuje, że przewoźnicy, którzy żyją wyłącznie według zasad ekonomii jakoś sobie z tym wszystkim radzą. Co więcej, zarówno LeoExpress jak i RegioJet co rusz informują o nowych połaczeniach, które otwierają bądź otworzyć zamierzają.

Pasażerowie też bardzo szybko odczuli korzyść z wolnorynkowej walki na torach z Ostrawy do Pragi. Pamiętam jak Česke Drahy jeszcze bez czarno-żółto-złotej konkurencji zapraszały wszystkich do swojego pendolino, a bilet w jedną stronę kosztował 700 KČ, z czego 200 trzeba było wydać na miejscówkę. Mówimy oczywiście o klasie 2. Pisząc ten feleton sprawdziłem, ile wydałbym jutro na podróż tymże pendolino ČD do Pragi. Uwaga! 330 KČ, a jeśli ktoś zdecyduje się na podróż zwykłym ekspresem to znalazłem ofertę za 209 KČ, czyli 34 zł. W podobnych cenach dostaniemy też bilety na przejazd do czeskiej stolicy w propozycjach RegioJet czy Leo Express. To bezapelacyjnie największa korzyść z istnienia kolejowego wolnego rynku. Ponadto, cała trójka oferuje klasy czy przedzieły ekonomiczne, biznesowe, premium, ciszy czy dla dzieci. A to pewno jeszcze nie koniec tworzenia udogodnień dla kolejnych grup klientów. Ze strony podróżnego zestawienie zalet i wad jest bardzo zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. O ilości połaczeń pomiędzy Ostrawą a Pragą każdego dnia dzięki temu (grubo ponad 30?) i o korzyściach z tego tytułu wynikających już nie wspominam.

Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że jedno połączenie czeskiego przewoźnika niczego w naszym regionie czy kraju nie zmieni. Dlatego pojawienie się Leo Express w naszym kraju potraktujmy jako symbol, że warto próbować działać na przekór wszystkiemu i coś co wydawało się fanaberią umiejscowioną gdzieś za Mleczną Drogą może jednak stać się faktem. Na pewno nie jest to też jednak rewolucja, czy nawet jej zapowiedź. Bo tej jeszcze długo, długo u nas nie będzie…

Jerzy Gościński

Fot. Leo Express

One comment

  1. Samochodem jadę z Gliwic do centrum Ostrawy 60- 70 minut. Samochodem jeżdżę 23 lata i nigdy nie miałem problemu z oponami.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *