Jak pięść do nosa

Gdy operatorzy komunikacji miejskiej w miarę uporali się z ujednoliceniem taryfy przewozowej na terenie całej metropolii wydawało się, że dziwolągi pod tytułem „Zanim wsiądziesz, dowiedz się jaki tu obowiązuje bilet” odeszły do historii. Nic z tego. Choroba, w majestacie prawa, przeniosla się w naszym regionie na kolej. Przykład z linii S7 Katowice – Rybnik – Racibórz pokazuje, że nadal są czynione działania mające utrudnić życie osobom chcącym bądź muszącym korzystać z komunikacji zbiorowej.


Pociąg nr 34307 relacji Kraków Główny – Chałupki. Z Katowic odjeżdża o 14.22, czyli w godzinie szczytu. Jednak w przeciwieństwie do wielu połączeń linii S7 ten kurs nie jest obsługiwany przez Koleje Śląskie, lecz przez Przewozy Regionalne. Dla przeciętnego podróżnego różnica powinna być żadna, jednak reguły rządzące przewozem pasażerów na kolei sprawiają, że te różnice są. Niestety, na niekorzyść. Do tego, na pierwszy rzut oka są one niewidoczne dla przeciętnego Kowalskiego, który pasjonatem kolei nie jest. Tylko jej klientem.

Pociągi PR od kilkunastu miesięcy pojawiają się na szlaku do Rybnika, ale do tej pory odbywało się to wyłącznie albo późnym wieczorem lub wcześnie rano, więc niedogodności wynikające z racji zasad panujących u tego przewoźnika były znacznie mniejsze, niż ma to miejsce teraz, gdy pociąg pojawia się na jednej z najpopularniejszych linii w regionie w godzinach największego zainteresowania.

Owszem, w tym pociągu są honorowane bilety miesięczne wystawione przez KŚ. Ta grupa pasażerów nie odczuje różnicy, oprócz innej kolorystyki pociągu (choć w przypadku jednostek 36WEa – Impuls, zakupionych w ramach Południowej Grupy Zakupowej nawet pociągi wyglądają tak samo). Choć z drugiej strony i ta różnica aktualnie się traci przy tym kolorowym zawrocie głowy, występującym aktualnie w naszym regionie w związku z oczekiwaniem na nowy tabor z bydgoskiej Pesy.

Problem zaczyna się gdy skorzystamy z promocyjnych ofert będących w gestii KŚ. Mowa np. o EKO-bilecie czy bilecie 10-godzinnym. W tych przypadkach drzwi pociągu nr 34307 są dla nas zamknięte. Chcąc jechać linią S7 na podstawie tych uprawnień, musimy czekać nim z Katowic pojedzie kolejny pociąg, tym razem już pod banderą KŚ. Będzie to miało miejsce o godzinie 15.23. A to w wielu wypadkach sprawi, że czas ważności naszego biletu skończy się gdzieś w pociągu, a nie po ukończeniu podróży, jak być powinno i działo się to często w naszym przypadku np. w Raciborzu. Związek przyczynowy dalszych wydarzeń jest banalny. Jeśli taki bilet nie zaspokoi naszych potrzeb, to go nie kupimy. Ucierpi na tym budżet KŚ, bo ludzie nie będą kupować na tej linii np. EKO-Biletu, nota bene, cieszącego się dużym powodzeniem. Wypada pochylić czoło przed mistrzami finansjery, którzy na to wpadli.

W pociągu PR nr 34307 relacji Kraków Główny – Chałupki honorowane są tylko jednorazowe bilety KŚ wystawione według, najdroższej, taryfy kilometrowej. My zapłaciliśmy za takie uprawnienie 8 zł za przejazd na odcinku Katowice – Orzesze. Gdybyśmy się skusili na bilet PR musielibyśmy wydać 7,20 zł. I zauważyliśmy wczoraj, że podróżni postawieni przed faktem dokonanym, decydują się na to drugie rozwiązanie. My pojechaliśmy na KŚ-iowym i faktem jest, że podczas kontroli obsługa nie zgłosiła do niego żadnych zastrzeżeń. W każdym razie, to kolejny przykład, że kasa znów zamiast do budżetu naszego przewoźnika trafia gdzie indziej. Tymczasem istnieje coś takiego jak bilet liniowy KŚ (L.72) obowiązujący na odcinku Orzesze Jaśkowice – Katowice, który kosztuje 5 zł. Jak się to ma do 8 zł według taryfy kilometrowej KŚ, czy nawet 7,20 zł pobieranych przez PR pozostawiamy bez komentarza. Jednak w tym pociągu tego biletu liniowego jak i każdego innego obowiązującego na tym szlaku okazać nie można. Wszystko pasuje do wszystkiego jak przysłowiowa pięść do nosa.

Przykład z wczoraj. Jedna podróżna zamiast 5 zł za kurs z Katowic Ligoty do Łazisk Górnych Brada musiała zapłacić o 50 groszy więcej. Inny pasażer zamiast 4 zł z Ligoty do Mikołowa zapłacił 4,40 zł. Ludzie w większości zaobserwowanych przez nas przypadków są zdezorientowani. Płacą jednak „zaproponowaną” kwotę, wychodząc z założenia, ze co innego im zostało.

Taki stan funkcjonuje od czerwcowej korekty rozkładu jazdy. Pociąg PR pojawił się w miejsce pociągu KŚ, odjeżdżającego przez pół roku z Katowic o 14.27. Było to jedno z najbardziej popularnych połączeń ze stolicy województwa w kierunku Mikołowa, Orzesza i Rybnika. Słownik języka polskiego mówi, że korekta to „usuwanie błędów, nieprawidłowości” . Tymczasem tuż przed wpół do trzeciej na głównym dworcu w województwie dokonano małego przewrotu, bo w naszej kolejowej rzeczywistości zmiana przewoźnika na jakiejkolwiek trasie nigdy bezbolesna nie była. Jaki był błąd czy nieprawidłowość w kursowaniu pociągu KŚ o godzinie 14.27 by to zmieniać? Najprostszym rozwiązanie byłoby takie, że wszystkie połączenia na danej linii obsługuje jeden przewoźnik. KŚ tu, PR tam. Bez żadnego „mieszania”. U nas jednak najprostsze rozwiązania urastają do rangi próby skutecznego znalezienia ostatniej cyfry w liczbie π (pi).

I na deser. Pociągi zakupione w ramach kontraktu tzw. Południowej Grupy Zakupowej mają obsługiwać m.in. kursy do Rybnika. W przypadku naszego województwa, sześć zakupionych wtedy jednostek 36WEa zostało równo podzielone pomiędzy KŚ i PR. Tymczasem wczoraj pociąg nr 34307 był obsługiwany jednostką EN57. Dla formalnych i nieformalnych grup śledczych, tropiących kible obsługujące połączenia KŚ i głoszących, że to upadek wartości wszelakich, uprzejmie informujemy, że inni też tak mają…

5 komentarzy

  1. To dopiero początek „napadu” PR na Śląsk. Wyobraźcie sobie co się stanie gdy Sejmik opanują ludzie PIS. Grzecznie zlikwidują KŚ i odtworzą oddział PRZEWOZÓW a nowy tabor wyślą do Olsztyna, Lublina, Rzeszowa itd.
    Będzie ludowa sprawiedliwość!!!!!!!!!!!!!!

  2. Podobny problem występował kiedyś w komunikacji autobusowej na liniach gdzie część trasy była obsługiwana np. przez KZK GOP i MZK Tychy. Różnica była taka, że autobusy były wyraźnie opisane, rozkład jazdy umieszczany był na oddzielnych tablicach, no i mimo że MZK miało bilety czasowe a KZK na gminy (miasta), to cenowo wyglądało to podobnie. Na kolei jest ciekawiej… W rozkładzie jest co prawda informacja przy numerze pociągu o przewoźniku, ale większość pasażerów skupia się jedynie na godzinie odjazdu. Dodatkowo, jak słusznie zauważa Redakcja, PR korzystają z taboru zakupionego z południowej grupy zakupowej, wiec raz jedzie „Podkarpacie”, raz „Małopolska”, a raz „Śląskie”. W ostatnim czasie jechałem dwa razy gdzie przewóz był realizowany przez Pol-Regio i dwa razy byłem świadkiem wielkiego zamieszania i zdziwienia cenami biletów wśród pasażerów. Oliwy do ognia dolewało podejście obsługi pociągu (rodem z PRL) w stylu: Ja jestem PAN KEROWNIK i jak się coś nie podoba to wypad z pociągu. Wszystko to chyba po to, żeby jak najbardziej zachęcić do korzystania jednak z prywatnego samochodu.

  3. A gdzie w tym wszystkim jest organizator transportu? Co innego gdyby PR-y jeździły tam komercyjnie, ale jeżdżą 1) w ramach dotacji, 2) taborem użyczonym przez marszałka. Dlaczego urząd nie wymógł na przewoźniku honorowania wszystkich ofert KŚ? Ostatecznie i tak wszystko idzie z tej samej kasy, więc bez różnicy czy zapłaci się nieco więcej PR-om, czy KŚ nieco więcej zarobią. O stratach wizerunkowych nawet nie wspominając, bo pasażer zrażony plątaniną taryfową po prostu więcej już do pociągu nie wsiądzie. A skoro niedasie tak, to może można było zrobić zmianę drużyn KŚPR w Katowicach?

  4. Jedzie pociag z daleka, ani chwili nie czeka, konduktorze laskawy zawiez nas do ….Warszawy!!

  5. Pojawienie się kursu PR na S71 w szczytowej porze możemy zawdzięczać UMWŚ. To właśnie Urząd nie zgodził się wprowadzić kolejny 44 obieg w KŚ zasłaniając się brakami taborowymi. A przecież 138 w BB stoi bezrobotny. P.S. KŚ wzięły w leasing 6 sztuk EN57FPS. Zapewne będą stanowić rezerwę za elfy docelowo.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *