Zastępcze zło konieczne

Cieszę się, że i w naszym regionie zarządca infrastruktury na poważnie wziął się za, jak to pisze w swoich komunikatach, „poprawianie komfortu i bezpieczeństwa podróży koleją”. Remontów i modernizacji jest sporo. Co jednak się z tym wiąże, jeśli nie ma możliwości przejazdu po torach, to kursy kolejowe „przerzucane” są na drogi. A tam czeka na nas kosz pełen niespodzianek. Najczęściej niezbyt przyjemnych.Wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach, że to zło konieczne i doświadczenia z ostatnich tygodni pokazują, że tak jest.


Nie dalej jak w środę, jadąc według rozkładu ZKA z Zebrzydowic do Cieszyna, w Marklowicach zostaliśmy zawróceni z powrotem do Pogwizdowa, skąd znacznie dłuższą drogą musieliśmy przebijać się do centrum Cieszyna. Powód? Zablokowana na długi okres droga z powodu tragicznego wypadku. Biorąc pod uwagę, że jeden z cieszyńskich traktów, ulica Katowicka, też jest w czasie solidnego remontu, to dotarliśmy pod dworzec przy ulicy Hajduka ponad 40 minut po czasie. Było to także kilka minut po tym, gdy autobus miał zabrać w powrotnym kierunku do Zebrzydowic ludzi, którzy chcieli Olzą dostać się do Katowic. Tyle (około 10 – 12 minut) wystarczyło, by na autobusopociąg nie czekał już nikt.

To może nieco przejaskrawiony przykład tego jak zdarzenie zupełnie nie związane z koleją wpłynęło na spore opóźnienie kolejowego kursu, bo nawet w fornie ZKA, to jednak jest to kurs według rozkładu jazdy pociągów. Generalnie, może głupio to brzmi, jesteśmy przyzwyczajeni do tego, Taką niepisaną cezurą gdy zaczyna się zanosić na burzę to 15 minut. I tu dochodzimy do sedna sprawy.

Niemal każdorazowo gdy opóźnienie ZKA przekraczało ten magiczny kwadrans, społeczeństwo zaczyna reagować. Społeczeństwo eksploduje. Nasza hierarchia jest jednakj zbudowana tak, że nie wszyscy ruszamy hurtowo z pretensjami, tylko samozwańczy nasi przedstawiciele. Szukanie winnego nie trwa długo. To ten w żółtej koszuli i stalowym kubraczku. Czyli ci z kolei, w naszym wypadku, śląskich.  Dla kobiet, zgodnie z równouprawnieniem, nie ma taryfy ulgowej. Funkcjonuje jedyna zasada – brak zasad.

Werbalny lincz okraszony gestykulacjami z filmu „Wejście” Smoka” to wspaniałe widowisko. Niestety, nie dla kubraczków. Nie podam też osób czy instytucji, które według naszychg samozwańców zostaną poinformowane o niedogodnościach które właśnie ich spotkały. To rezydenci Bardzo Ważnych Biur i Stanowisk. „Ja panu pokażę”  to najczęstsze co słychać pod adresem obsługi. Czasami patrząc na autorów(ki) tej groźby to człowiek myśli sobie – może lepiej nie? Lista proponownch nieszczęść i złych rzeczy jaka ma przydarzyć się ludziom z kolei, przeniesionych wbrew ich woli na asfalt, naprawdę wygląda groźnie. Póki co, nie widziałem jeszcze reralizacji tych mrocznych zapowiedzi ale przyznaję, że czasem jestem pełen podziwu dla obsługi, jak zdają egzamin z samozaparcia i próby przetrwania werbalnej agresji.

Tak, tez mnie denerwuje gdy coś nie funkcjonuje jak należy. I też święty nie jestem i zdarzyło mi się wystartować do kogoś z pretensjami. Ale zawsze była to osoba,  przez którą niedogodność wyniknęła, a nie pierwsze ogniwo pewnego łańcucha. Tutaj jest inaczej. Obsługa relizuje tylko to co, gdzieś zostało ustalone w biurach. Stawiam pięć do jednego że ludzie pracujący w pociągach również cierpią gdy przychodzi im realizować kursy ZKA. Bo oprócz tego, co społeczeństwo denerwuje na torach, to tu jeszcze dostają bonus w postaci wszelkich przeciwności, które spotykamy na drogach  Różnica jest jednak taka że wszyscy ci świadomie zdecydowali się korzystać samochodów tkwią w korkach z własnego wyboru i przyjemności,  a autobusy ZKA wraz z ich obsługą tylko i wyłącznie z konieczności.

Jerzy Gościński

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *