Starych rozkładów czar – Rok 1946 (cz.2)

W naszym nowym cyklu dzisiaj kolejna część wspomnień dotyczących roku 1946, czyli początków kolei po wojennych zniszczeniach. W tym co poniżej najbardziej podoba się nam stwierdzenie, że normą było pięć czy sześć połączeń na danej linii. Mamy nadzieję, że wśród czytających znajdą się też ci, którzy odpowiadają za organizację aktualnych połączeń i przekonają się, że otwieranie dwóch czy trzech kursów dziennie na liniach lokalnych nie było modne już prawie 80 lat temu.


Mało osób pewnie dziś pamięta, że poza kierunkiem Katowice – Sędziszów ze stacji w Strzemieszycach pociągi rozjeżdżały się jeszcze do Szczakowej gdzie w 1946 roku podróżni mieli dyspozycji pięć par pociągów, a szósta kursowała w skróconej relacji ze stacji Kazimierz.
Wartym zwrócenia uwagi jest fakt, że pomimo braku pociągów z Katowic do Sędziszowa pociągi dojeżdżały do Strzemieszyc do Sosnowca, nazywanego krótko po wojnie Sosnowcem Południowym w tej relacji kursowało także pięć par pociągów. Dodatkowo tyle samo par pociągów łączyło Strzemieszyce z Dąbrową Górniczą przez Gołonóg.

Z Katowic w kierunku Tarnowskich Gór poza pociągami dalekobieżnymi kursowały 2 par pary pociągów z zabójczym czasem jazdy półtorej godziny. Dwie pary pociągów dojeżdżały do Kluczborka w 3,5 godziny z czego jedna w relacji do Wrocławia. Uzupełnieniem oferty były dwie pary pociągów Katowice – Bytom – Gliwice oraz wieczorny Katowice – Bytom. Gwoli ścisłości należy dodać, że z Katowic do Bytomia jechało się bez mała 40 minut, a podróżni z Bytomia poza dwoma parami pociągów z Katowic do Tarnowskich Gór mieli jeszcze pięć par pociągów w kierunku Tarnowskich Gór i Lublińca.
Zwieńczeniem oferty na tej trasie były pociągi Katowice – Hel, Katowice – Łódź – Kołobrzeg, oraz Katowice – Gdynia Główna.

Dzisiejszą obwodnicą GOP-u w 1946 roku przez Siemianowice Śląskie kursowało z Katowic siedem par pociągów i dodatkowe dwie do Chorzowa. Tak więc ta linia przejęła główny ciąg połączeń do Tarnowskich Gór ze stolicy GOP.

Dziś często portale rozpisują się o linii kolejowej do Pyrzowic w kontekście trasy z Zawiercia do Tarnowskich Gór natomiast w 1946 roku na tej trasie można było jeździć czterema parami pociągów z czasem jazdy około półtorej godziny.

Jak się okazuje standardem tamtych czasów było pięć par pociągów lub w porywach sześć. Od czego nie odstępowała trasa do Woźnik Śląskich tyle tylko, że część pociągów zaczynała bieg w Tarnowskich Górach, a część w Kaletach.

Co ciekawe z Lublińca w tamtych czasach nie można było dojechać do Fosowkich, bo stacja nazywała się Wosowska i dojeżdżało do niej, a jakże inaczej pięć par pociągów z Herbów Śląskich i jedna dodatkowa z Lublińca.

Dziś pociągi z Katowic do Zwardonia jadą około trzech godzin, trudno sobie wyobrazić, że w 1946 roku do Zwardonia jechało się nawet 6 godzin czyli raz tyle, a bezpośrednich połączeń do Zwardonia było bardzo mało, bo tylko 4. Dodatkowe trzy pary pociągów jeździły do Bielska, a jeszcze jedna do Żywca. Czasy jazdy na dzisiejszej S5 nie powalały. Do Bielska jechało się około 1,5 godziny do Żywca… 50 minut dłużej. Ciekawostką są dwie pary pociągów „zmianowych” wprowadzonych wtedy między Czechowicami, a Żywcem. Jedna w relacji Dziedzice – Żywiec, a druga do Wilkowic. Ostatni w dobie skład z Katowic po 22 kończył bieg w Dziedzicach.

W obrębie aglomeracji Katowic jeździły także dodatkowe pociągi do Tychów. Loterią było ustalenie tego, którędy jechały pociągi do Tychów, Bielska czy dalej na południe, bo jeździły one zarówno przez Podlesie jak i też przez Murcki.

Co ciekawe pociągi do Żywca i Zwardonia były powiązane ze sobą, bo na linii w kierunku Zebrzydowic kursowało 5 par pociągów, ale dwie z nich były wagonami bezpośrednimi relacji Katowice – Dziedzice – Zebrzydowice odczepianymi właśnie w Dziedzicach.

Tylko cztery pary pociągów kursowały z Bielska Białej do Cieszyna.(W tym jeden w Krakowa) Na dodatkowe pociągi mogli liczyć tylko podróżni jadący z Goleszowa. W rozkładzie nie zabrało porannego pociągu z Bielska do Wisły, który był niczym innym jak podesłaniem składu na relacje Goleszów – Wisła. Co ciekawe pociągi Goleszów – Wisła jeździły w bardzo różnych wariantach, a to z Ustronia do Wisły Głębiec, z Uzdrowiska do Głębiec czy z Goleszowa do Wisły Uzdrowiska czy w końcu z Goleszowa do Ustronia.

Myli się ten kto sądził, że pociągi do Oświęcimia jeździły do zawsze tą samą trasą. Składy te w latach powojennych kursowały z Katowic do Mysłowic przez zapomniane dziś stacje Katowice Ochojec i Katowice Janów.

Zaraz po wojnie nieprzejezdna była linia kolejowa z Wodzisławia Śląskiego do Jastrzębia gdzie podróżujący pięcioma parami pociągów mogli dojechać tylko do Moszczenicy Śląskiej. Podobnie rzecz miała się na trasie z Gierałtowic przez Orzesze do Pawłowic gdzie pociągi dojeżdżały tylko do Warszowic. Tak więc sama stacja Jastrzębie Zdrój i Pawłowice Śląskie zostały na jakiś czas odcięta od reszty sieci kolejowej. Co za tym idzie składy jadące od strony Skoczowa kończyły bieg w Strumieniu.

Pociągiem z Moszczenicy mogliśmy wydostać się także do Zebrzydowic (4 pary) pociągów, a trzema z Zebrzydowic do Cieszyna i tutaj kolejna ciekawostka czwarta para pociągów kursowała z Kaczyc do Cieszyna Wschodniego. Stacja Cieszyn Wschodni była usilnie używana w roku 1946 w nadziei na odzyskanie przez Polskę Zaolzia, a co za tym idzie odzyskania głównego dworca w grodzie nad Olzą.

O 50% więcej pociągów aniżeli teraz mieli mieszańcy miejscowości położonych na trasie Pszczyna – Rybnik tylko czas przejazdu około 1,5 godziny oraz 15 minutowe postoje w Żorach raczej nie były dobrym motywatorem do jeżdżenia pociągami, ale w tamtych czasach innej alternatywy nie było…

cdn…

TEKST: PRZEMYSŁAW SZCZEPANEK

One comment

  1. Dobre zakończenie, że w tamtych czasach innej alternatywy dla kolei nie było. W dzisiejszych czasach tych alternatyw jest aż nadto i dobrze, żeby to codziennie powtarzali sobie decydenci w PLK i jej zakładach np. ZLK Sosnowiec.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *