Konduktor – wróżbita

Pomysł tego felietonu zrodził się dwa tygodnie temu, kiedy przyszło mi obsługiwać niedzielnym popołudniem dwie pary pociągów z Katowic do Tychów Lodowiska. Nie sądziłem, że po ponad sześciu latach pracy zdarzy się taki moment kiedy ktoś o mały włos nie wyprowadzi mnie z równowagi. Jednak sytuacja, którą opiszę doprowadziła mnie do takiego zdenerwowania, że przez parę minut nie mogłem opanować drżenia rąk. Wszystko przez to, że wobec podróżnego obsługa zawsze musi być w 100% profesjonalna, a efekty uboczne zawsze zostawiamy sobie na boku, kiedy podróżnych już nie ma w zasięgu wzroku.


Po przyjeździe z Bielska-Białej do Katowic mój skład obsługiwał pociąg do Tychów Lodowiska, planowy odjazd o godzinie 17:13. Podróżni mili, jak zwykle można było porozmawiać, pożartować. Po przyjeździe do Tychów Lodowiska i odjeździe o 18:20 nic nie wskazywało na to, aby dobry humor, który tego dnia mi dopisywał miał się popsuć.. Zawsze wychodzę z założenia, że w relacjach w pociągu poza zachowaniem proklienckim należy zachować trochę empatii wobec tych, których się wiezie, ale okazuje się, że ludzie wymagają także daru jasnowidzenia…

Wracając z Tychów Lodowiska i odprawie podróżnych nadal z dobry humorem za Tychami przystąpiłem do kontroli biletów. Jakież było moje zdziwienie gdy z tyłu składu ujawniłem podróżnego bez ważnego biletu na przejazd. Okazało się, że podróżny miał bilet ważny 60 minut od godziny 17:13 tak więc jechał ze mną z Katowic do Tychów, a teraz chciał wrócić.

Zacząłem tłumaczyć podróżnemu spokojnie, że jego bilet jest już nie ważny na co pan obruszony odpowiedział, że jego bilet jest jak najbardziej ważny. Zapytałem więc spokojnie w jaki sposób? Pan odpowiedział, że jechał na tym bilecie z Katowic do Tychów Grota Roweckiego i tam wysiadł, a jego bilet ważny jest od momentu odjazdu pociągu z Katowic do przyjazdu na przystanek Roweckiego. A tu mijają 24 minuty.

Szybko załapałem o co chodzi podróżnemu. Z jego wyliczeń wynikło, że bilet na którym przyjechał na Grota Roweckiego będzie ważny jeszcze przez… 36 minut. Czyli Pan myślał, że jak wsiądzie w pociąg powrotny o 18:23 i dojedzie na TYM SAMYM BILECIE ważnym przecież przez 60 minut od godziny 17:13 do Katowic.

Oczywiście gdyby każdy tak robił to teoretycznie mógłby jechać np z Katowic o godzinie 6 i wracać o 18, a obsługa trzymając bilet używać nadprzyrodzonych mocy, aby móc określić ile minut z danego biletu zostało wykorzystane w danej godzinie.

Niestety na nic zdały się tłumaczenia, ale chcąc zachować się fair, bo w końcu może facet faktycznie nie wiedział i nie kombinował więc zaproponowałem sprzedaż nowego biletu, a nie wystawienia wezwanie do zapłaty. Kiedy bilet zaczął się drukować usłyszałem tylko – Co drukuje mi pan nowy bilet? Odpowiedziałem, że tak, bo ten który pan posiada stracił już ważność. Podróżny na chwilę zamilkną, wystawiłem bilet więc sądziłem, że dalej to już pójdzie gładko. Podróżny uiścił opłatę za bilet , a ja udałem się w stronę miejsca służbowego.

Po chwili, na wysokości Ligoty podróżny wrócił i zaczął wyrzucać z siebie, że jestem młody, niekompetentny i on chce rozmawiać z moim przełożonym tu i teraz. Poskrobałem się po głowie i po chwili odpowiadam, że w pociągu, którym jedzie ów podróżny obsługą jest maszynista no i ja, a moje stanowisko to kierownik pociągu więc sam sobie jestem tutaj przełożonym no i okazało się, że to rozsierdziło jeszcze bardziej podróżnego.

– Pan tu się panoszy! Pan sam sobie stanowi prawo. Proszę o pana numer identyfikacyjny! Zgodnie z prośbą udostępniłem panu swój numer. Pan nawet wykonał jego zdjęcie i na koniec dodał – Będę na pana pisał skargę! Pan tu już długo nie będzie pracował. Mam nadzieję, ze ktoś mi odpowie za pana zachowanie!

I tym razem zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że w przypadku reklamacji czy skargi podróżnego odpowiedni dział przesyła wpierw tą skargę obsłudze pociągu, która się do tego ustosunkowuje, a następnie zdanie w tej sprawie zabiera spółka po przesłuchaniu osoby zainteresowanej.
– Pan jest idiotą i taki debil jak pan nie będzie odpowiadał na takie rzeczy – usłyszałem! W tym momencie moja cierpliwość skończyła się i udałem się (za Brynowem) w miejsce z dala od podróżnego i w zdenerwowaniu przeczekałem całą sytuację… bo nic innego nie mogłem zrobić.

Od tamtej pory sztuki wróżenia i jasnowidzenia jeszcze nie opanowałem, ale podróżny skargi też nie napisał, bo dochodzenia nie miałem, więc może miał zły dzień, a może chciał pokazać, że jest lepszy niż szara i niczemu winna obsługa pociągu. Trudno powiedzieć. Jedyne czego mi żal to moich nerwów…

Przemysław Szczepanek

8 komentarzy

  1. Było blisko granicy wytrzymałości, dlatego ostrożnie na przyszłość… nigdy nie wiadomo, co się zadzieje za ów granicą! (^_^) A póki co pozytywna ocenka za kolejny zdany test na cierpliwość 🙂

  2. Megi – zdany test cierpliwości ? a co to jest egzamin nagminny ?, kiedyś jeden kierowca autobusu miejskiego nie wytrzymał i zaatakował podróżnego nożem bo ten bez powodu jemu ubliżał. Kultura i opanowanie to swoje ale nikt nie robi kompani typu Podróżny masz prawa ale i obowiązki a więc uszanuj pracę innych. To pierwszy taki artykuł który mówi jacy są ci którzy w sklepie nie wyszykują że coś jest drogie a konduktorowi będą ubliżać bo myślą że 4, 50 gr za bilet uprawnia do wszystkiego.

    1. Damian, wyluzuj!
      Oczywiście obrażanie kogokolwiek nie jest w porządku, a już tym bardziej bezpodstawne – rozumiem zdenerwowanie pracownika kś – jednak zachowanie zimnej krwi jest bardzo cennym i rzadkim darem. Uważasz, że autor felietonu powinien trzepnąć natręta po głowie tylko dlatego, że ten mu ubliżał? U innego przewoźnika kierownik zamachnął się na podróżnego, a ten ani nie drgnął. Spokojnie próbował się porozumieć, a dostał po głowie i parę razy po rękach… plus obelgi i agresja. Analogicznie – bycie kierownikiem daje prawa do używania przemocy?
      Obydwie strony powinny zachowywać się w porządku, ale czasami nerwy biorą górę, choć nie ma ku temu powodów – nieważne czy jest się pracownikiem czy klientem.

  3. Absolutnie nie uważam aby tu kogoś próbować ustawiać do pionu w sposób nieprzyzwoity ale nie dawno w pewnej komunikacji miejskiej gdy jeden z wulgarnych podróżnych który naublizał publicznie obsłudze i to przy normalnych pasażerach został spisany przez Policję i później ukarany sądownie za psucie dobrego imienia pracownika a zakład pracy trzymał stronę pracowników, nagłosniono ten fakt i pomogło, dało to troche do myślenia bo podobno przez kwartał był spokój od wyolbrzymionych skarg i zarzutów wobec obsługi przewoźnika.

  4. Przemku wiesz o tym doskonale ze wszedzie sie tacy ludzie znajda,i nie tylko na S5 ale na twoich blizszych rejonach tez tacy bywaja wiec zadna nowosc. Poprostu sa ludzie ktorzy mysla ze to im sie szacunek nalezy a nie tobie. Mimo wszystko duzo dobrego humoru. Pozdrawiam 🙂

  5. Sam pracowałem bezpośrednio z ludźmi przez parę lat (przede wszystkim jako kelner) i wiem, że zazwyczaj po prostu nie warto wchodzić w niuanse z ‚lepiej wiedzącym’ klientem. Szkoda nerwów, czasu…

    Ale Pan – panie Przemku – z tego co zdarza mi się obserwować na trasie do Katowic, to jest raczej lubiany przez pasażerów. Dlatego tym bardziej bym się nie przejmował 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *