Jak wystraszyć podróżnego

W miniony piątek przyszło nam nieświadomie zagrać w reklamie. Inaczej – w antyreklamie kolei. Jej tytuł to „Jak kolej zraża ludzi do podróży pociągiem z powodu braku kompatybilności samej ze sobą”. Pomijamy, kto w tym spocie zagrał główne role, bo interesuje nas reakcja odbiorców, czyli widzów. Przepraszamy, pasażerów.


Pociąg Kolei Śląskich nr 94454 linii S72 z Wodzisławia Śląskiego do Bielska-Białej wjechał na rybnicki dworzec trzy minuty opóźniony i… już długo stamtąd nie wyjechał. Gdy zakończyła się wymiana podróżnych, z megafonów usłyszeliśmy komunikat o tym, że nasz EN57KM-3001 odjedzie stąd dopiero za pół godziny. Okazało się, że powodem nadprogramowego postoju w Rybniku jest oczekiwanie na mijankę z pociągiem TLK Halny z Bielska-Białej do Bydgoszczy. Informacja była już na starcie o tyle nieprawdziwa, że zakładając, że Halny pojedzie zgodnie z rozkładem, to będzie tu dopiero za 45 minut. Megafony jak tylko zrozumiały, że tylko tak może to fizycznie wyglądać, to za kilka minut ogłosiły, że właśnie tyle będzie wynosić nasze opóźnienie.

Problem jest. Polega on na tym, że miedzy Rybnikiem a Żorami, którędy kursują oba te połączenia jeździ się aktualnie jednym torem. I pomiędzy tymi stacjami nie ma ma aktualnie możliwości mijanki jadących z dwóch różnych kierunków pociągów. I dlatego zdecydowano, że jadący z Bielska pociąg PKP Intercity wjedzie na remontowany odcinek zgodnie z rozkładem. Kosztem plebsu siedzącego w pociągu KŚ.

Jesteśmy przekonani, że jednak można było wypuścić pociąg KŚ z Rybnika i zrobić mijankę w Żorach. Według rozkładu nasz pociąg miał być w Żorach o 15.52, czyli zakładając nawet pięciominutowe opóźnienie bylibyśmy w Żorach o 15.57. TLK Halny ma zaplanowany wyjazd stamtąd na 15.54. Czy nie można było, nawet jeśli byłoby to konieczne, opóźnić o kilka minut pociąg do Bydgoszczy, co pozwoliłoby uniknąć kilkudziesięciominutowego wyjazdu po czasie pociągu Wodzisław Śląski – Bielsko-Biała? Rozumiemy, że duży może więcej, ale czy za każdym razem musi? Żeby było weselej, w piątek Halny przyjechał do Rybnika z opóźnieniem wynoszącym… cztery minuty. Nie powiemy, że wyszło na nasze, bo to w tym wypadku żadna satysfakcja.

A co zaczyna się dziać w naszym EN57KM? Obsługa pociągu jest poddana presji podróżnych, bo okazuje się, że podróż tym pociągiem to dla nich tylko pewien etap zaplanowanej trasy mającej doprowadzić zainteresowanych do wyznaczonych przez siebie miejsc. Kilka osób liczących na przesiadkę w Pszczynie w kierunku Wisły musi rozglądać się za inną możliwością dojazdu w Beskidy, bo pociąg linii S6 nie będzie tyle czekał. Zorganizowana grupa zmierzająca do Bielska-Białej, gdzie czekała ich przesiadka na autobus, zdąży jak się potem okaże w ostatniej chwili. Podobnie jak kilka osób, chcących z Bielska kontynuować podróż autobusem ZKA w kierunku Żywca. To oni mieli czekać na ten autobus ponad pól godziny, a wyszło na to, że dzięki dobrej robocie obu załóg KŚ udało się autobusowi poczekać na nich kilka minut.

Sytuacja na naszych torach jest dynamiczna. Spotęgowana dodatkowo licznymi remontami. Nie zwalnia to jednak osób odpowiedzialnych za organizację ruchu do podejmowania decyzji wynikających z potrzeby chwili. A tak, w piątek wyszło jak zawsze. Dodamy tylko, że my ponieśliśmy najmniejsze straty, bo nasz pobyt w Bielsku-Białej był zaplanowany na dłużej i dzięki udziale w antykolejowej reklamie tylko trochę się skrócił. Ale inni już z takim dystansem tego wszystkiego nie odebrali. I trudno się im dziwić.

10 komentarzy

  1. Najbardziej wkurzajace jest to iż podróżni poc. dalekobierznego nie liczą czasu przejazdu co do minuty bo dłuższa podróż może wypaść różnie czyli jest w stanie nadrobić opóźnienie lub nie raz he zwiększyć kiedy to podróżni z lokalnego poc. liczą na rychły powrót do domowych obowiązków a wiec ktoś tu nie przeanalizował sytuacji a poszedł na zasadność iż należy przepuścić drozszego bo gdy by tak lokalny skład zdefektowal to IC miało by pokrzyzowane połączenia na całej linii przebiegu.

  2. Są pewnie priorytety wyprawianych pociągów, których należy się trzymać.
    Ten artykuł to szukanie afery na siłę.

    1. To trzeba te priorytety zmienić. Po spóźnieniu TLK, o którym tu mowa, w Kędzierzynie nie byłoby już śladu, bo czas jazdy jest zbytnio rozciągnięty, a pasażerowie osobowego nie musieliby kwitnąć tyle dziesiątek minut.

  3. Ktoś kiedyś ustalił jakieś priorytety, które pociągi mają pierwszeństwo i są one egzekwowane, czasami wręcz bezmyślnie, czego dowodzi Wasza historia. Jakby nie można było czasami pomyśleć, wprowadzić jakiś wyjątek który byłby korzystny dla obu krzyżujących się składów. Rozumiem że są pewne reguły, ale w parze powinien iść z nimi zdrowy rozsądek.
    To jeszcze nic – kiedyś miałem koło Pszczyny inną historię. Upał ok. 30 stopni, stary EN57, ścisk w pociągu niesamowity. Jeszcze sobie usiadłem niedaleko miejsca, od którego jednostki te wzięły swoją ksywkę, co w odpowiedni sposób pobudzało zmysł węchu. Stoimy gdzieś po środku niczego, żadnego cienia, słońce daje o sobie znać. Dokładnie 17 minut czekaliśmy. Byłem przekonany że albo jakiś wypadek/awaria no albo jeden tor jest wyłączony i musimy jakieś IC przepuścić. A tu się okazało że musieliśmy ustąpić pierwszeństwa ale „stonce” z kilkoma węglarkami…

  4. Czy ktoś, kiedyś pomyśli o „zapomnianym” miasteczku – Strumień? Stacja Chybie, aż prosi się o stworzenie tam poważnego węzła kolejowego. A KS ze złośliwym (co im zrobił Strumień i Chybie?) uporem, kieruje pociągi na Pszczynę, która leży na głównym szlaku w RP i pociągi jeżdżą tam co godzinę lub częściej, we wszystkie strony świata.

    1. Pretensje do Urzędu marszałkowskiego. Koleje Śląskie chciały jeździć, ale UM się nie zgodził.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *