Napęd medialny

Rozwój środków masowego przekazu sprawił, że informacja stała się wszechobecna. Nic dziwnego, że wielu z nas poczuło się na siłach by własnym sumptem spróbować (wy)kreować rzeczywistość. Jednak jak wszystko co ogólnie robimy i co nas ogólnie otacza, trzeba liczyć się też z tym, że przyniesie to ujemne konsekwencje. Szczególnie, gdy w mediach chcą zabłysnąć ci, którzy gdyby mieli odrobinę przyzwoitości nie powinni nawet pomyśleć by na coś takiego się zdecydować.


Prowadzenie takiego portalu jak nasz to również śledzenie tego co piszą inni. Z racji bardzo dużej naszej niszowości, wiele stron w gazetach czy witrynach „przelatuję”, bo prawdopodobieństwo znalezienia czegoś z naszej bajki jest równe zeru. Nie ukrywam, czasem, ja jako ja, po prostu przeczytam dobry artykuł czy ważną informację. A co tam? Powiem to. W naszych redakcyjnych rozważaniach ulubioną rubryką są „Listy od Czytelników”, szczególnie (a tak bardzo często się zdarza) gdy ludzie skarżą się na transport zbiorowy. Oczywiście, wiele skarg czy zgłaszanych problemów jest jak najbardziej racjonalnych i wymagających interwencji czwartej władzy czy wskazanych podmiotów. Ale są też i takie, które nas kładą na łopatki. I taki właśnie krzyk rozdartej i zranionej persony w minionym tygodniu dotarł do jednego z naszych największych dzienników regionalnych.

Stoi tam, że pewna kobieta przeżyła kilka dni temu prawdziwy koszmar. Więc wywaliła tekst do gazety, tytułując się „zlekceważoną” w całej historii. A doprowadziły ją do takiej frustracji na spółę pociąg i ludzie Kolei Śląskich. Nie będę tu opisywał w szczegółach splotu zdarzeń, że ostatecznie naszej bohaterki pociąg nie zabrał z przystanku Będzin Ksawera, bo trzeba by dość szczegółowo wejść w komitywę z przepisami. Mamy jednakże weekend, więc nie ma sensu niczego komplikować. Generalnie chodzi o to, że stojący na peronie pociąg nie zabrał pani, choć ona twierdzi, że robiła wszystko by dać do zrozumienia wszystkim wokół, że chce nim pojechać. I jeśli nawet spróbować zrozumieć quasi poszkodowaną, to po przeczytaniu pewnego fragmentu gorzkich żali czar prysł.

„Pragnę zaznaczyć, że mój marsz wzdłuż dwóch wagonów był powolny, bo byłam na obcasach i miałam błędne 100 proc. pewności, że konduktor przed odjazdem wysiądzie jak zwykle”.

Negacja negacji to fajna rzecz. Ale tylko w poezji. Proza jest nieco inna. Jak ja się gdzieś spieszę, to lecę z jęzorem na wierzchu by zdążyć tam gdzie zamierzam i na pełnej prędkości walczę do końca o sukces, a nie chadzam, w tym wypadku po peronie, jak żółw na wakacjach. Również nigdy nie zdarzyło mi się myśleć, że konduktor wysiądzie przed odjazdem, bo dla mnie konduktor wysiada na peron po przyjeździe pociągu, wsiadając do niego po daniu sygnału do odjazdu. Nie ogarniam jak po wykonaniu tych czynności ma teraz nieszczęśnik jeszcze wysiąść zanim pociąg ruszy?

Dalej nie byłoby tu już nic godnego uwagi, a już na pewno ten tekst w ogóle nie znalazłby się dzisiaj w tej rubryce, gdyby przydarzyło się to osobie zatrudnionej w jakimkolwiek zakładzie pracy czy firmie nie mającej żadnego związku z transportem zbiorowym. Nie wszyscy muszą się na tym znać. Kolejowe meandry to trudne meandry. Ale pani przyznaje się (o zgrozo!), że jest pracownikiem zakładu linii kolejowych. Nieważne którego, w każdym razie pracuje w organizacji, która z zasadami podróży koleją ma bardzo wiele wspólnego. W pewien sposób nawet je tworzy. Więc wyszło trochę tak jakby fryzjer zaalarmował świat, że wbił sobie nożyczki w rękę.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czy gdyby pociąg zabrał panią w obcasach to byłby powód pisać do mediów? A nawet gdyby tak się zdarzyło, to czy w takiej sytuacji gdyby akurat w pobliżu znalazł się ktoś z Urzędu Transportu Kolejowego to oberwałaby nasza pani czy obsługa? Bo przecież owa potwierdza, że słyszała gwizdek konduktora jeszcze zanim znalazła się w bezpośredniej bliskości pociągu. A taki gwizdek oznacza, ze trzeba się jak najszybciej pakować do pojazdu, bo to tak naprawdę początek procedury jego odjazdu ze stacji czy przystanku, a nie informacja dla dostojnie zmierzających w wysokich bucikach, że byłoby miło gdyby rozpatrzyli pozytywnie ewentualność zaszczycenia swoim jestestwem pojazdu szykującego się do odjazdu. I nie mam tu błędnych 100 procent pewności, że tak jest.

Czasy mamy takie, że w mediach może zaistnieć każdy. Dosłownie. Sami od trzech lat stajemy na rzęsach żeby budować pomimo wielu przeciwności pozytywny wizerunek kolei. I wierzcie mi, że nie ma nic bardziej irytującego jak to, że czasem psują ten wizerunek sami… pracownicy kolei.

Jerzy Gościński

 

 

 

7 komentarzy

  1. „Jak ja się gdzieś spieszę, to lecę z jęzorem na wierzchu by zdążyć tam gdzie zamierzam i na pełnej prędkości walczę do końca o sukces, a nie chadzam, w tym wypadku po peronie, jak żółw na wakacjach.” – ooo tak ! zgodzę się tym jak również z CAŁYM powyższym tekstem 🙂
    Pozdrowionka 🙂

  2. Panie Jerzy piękny tekst. Zresztą nie widzi pan że ten nie wymieniony z nazwy … nie lubi KŚ-ów. A dlaczego? Bo wymagają te KŚ-e bezczelne tego czego wymaga klient który za coś płaci? Dlatego są złem koniecznym. Pani ta reprezentuje świat znany z roszczeniowość, która jest taka naturalna w branżach bez konkurencji.

  3. Tekst (tej pani) ma typowo na celu wywołanie sztucznej afery i wylanie żali oraz pokazanie całemu światu jakichś wewnętrznych kompleksów, choć to ona sama ma ze sobą kłopot. Nie chodziło tu o dotykanie rzeczywistych problemów. Jako pracownica kolei powinna wiedzieć kilka rzeczy. Jak należy wsiadać do pociągu, co oznacza gwizdek, gdzie należy kierować skargi na świadczone usługi no i że KŚ nie mają wagonów tylko człony, choć to może akurat był skrót myślowy. Tak czy inaczej, chciała wyraźnie dopiec komuś, tymczasem na zdrowy rozsądek ośmieszyła samą siebie…

  4. Przepisy to jedno a życie to drugie, ktoś tu nie rozumie żalu tej pani i się wyśmiewa, skoro bylo po gwizdku a maszynista resetowal komputer pokładowy to podrozna liczyła na to ze po resecie te około 20 sekund niezbawi nikogo, otworzą sie dla niej drzwi, po czym odjazd. Nie mi to oceniać bo jestem bacznie obserwowany w komentarzach jednak meritum sprawy dotyczy sie mediów bazujących tylko na złych doniesieniach i krytyce uważając ze zła wiadomość to dobra wiadomość bo sie sprzeda, a może by tak donieść coś pozytywnego ze np. jechałem pociągiem i był punktualnie i bylo miło, sympatycznie itp. przecież to coś niecodziennego według podróżnych, według mediów itd. a jednak NIE, nikt o tym nie napisze nie wiedzieć czemu.

  5. A może tak napisać o tym, że…
    ilość pasażerów kolei spada!!!
    Tylko samorządowym rośnie! I dlatego z centrum dobiegają groźne pomruki o konieczności likwidacji „samorządnej samowolki” i centralizacji „demokratycznej”!!!!!!!!!!!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *