Przerwany rejs Ornaka

Nie tak miał skończyć się niedzielny kurs Ornaka z Katowic do Zakopanego. W Szaflarach rozpędzony pociąg wpadł na busa, który znalazł się na torach na przejeździe kolejowym i zamiast w stolicy Tatr, jazda skończyła się 20 kilometrów przed stacją docelową.


Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nikomu ze 160 pasażerów pociągu i jego obsłudze nic się nie stało. Także na szczęście bus potrącony przez pociąg nie wiózł pasażerów.  Skończyło się na poskręcanym żelastwie i interwencji Opatrzności nad kierowcą pojazdu, którego zabrano do szpitala. Tam okazało się, że urazy nie są groźne i szofer może mówić o górze szczęścia..

W takich przypadkach, gdy już opadną emocje okazuje się, że z problemem pozostaje przewoźnik. Bo jednostka EN71AKŚ-100, która brała udział w zdarzeniu nie nadaje się do dalszej eksploatacji. Trzeba oddać, że KŚ szybko uporały się ze ściągnięciem pociągu do Katowic, bo udało się to zrobić w godzinach nocnych z niedzieli na poniedziałek. I wczoraj rano uszkodzony pociąg był już na Raciborskiej.

Przód jednostki EN71AKŚ po zdarzeniu w Szaflarach Fot. Koleje Śląskie

Najbardziej przykre jest to, że EN71AKŚ-100 zaledwie kilka tygodni temu wróciła z przeglądu P4. Teraz znów jest do naprawy. Kiedy wróci na tory? Dzisiaj trudno to ustalić. W czasach kiedy przewoźnik z mozołem kompletuje swój tabor rozsiany po całej Polsce nie tylko z powodu koniecznych przeglądów lecz również innych napraw po zdarzeniach podobnych do niedzielnego (np. zderzenie z koparką pod Bielskiem-Białą), każdy taki incydent komplikuje życie nie tylko przewoźnikowi, ale i nam pasażerom. No bo coś w kolejny kurs wysłać trzeba.

Niedzielny wypadek pokazał też inną rzecz. Do Szaflar w miarę szybko dotarły zamówione przez KŚ autobusy by przetransportować pasażerów do stacji docelowej. Pokazuje to, że, choć to daleko od „domu” to przewoźnik jest przygotowany na zorganizowanie komunikacji zastępczej w oparciu o miejscowe firmy, bez konieczności dostarczenia autobusów z naszego regionu.

Również decyzja by na kurs powrotny z Zakopanego wysłać tabor zastępczy (EN76) miała znamiona natychmiastowej. Nie udało się z powodu olbrzymiego zamieszania panującego w rejonie Szaflar, zarówno na torach jak i na zakopiance, podstawić pociągu aż na stację początkową. Ale do Nowego Targu skąd ruszył ostatecznie elf do Katowic, to z Zakopanego daleko już nie jest. Co przewoźnik mógł zrobić w tej niespodziewanej sytuacji – zrobił.

W najbliższą sobotę i niedzielę Ornak pojedzie do Zakopanego po raz kolejny. Zamierzamy zabrać się pod Tatry by pokazać, że mimo wszystko to nadal najbezpieczniejszy środek transportu z którego dane jest nam dzisiaj korzystać. Poza tym lubimy Ornaka i chętnie po raz kolejny wybierzemy się na Podhale.

Bo pozostaje nam też nadzieja, że historia którą tu opisaliśmy zdarzyła się po raz ostatni…

* Fot. Tygodnik Podhalański

6 komentarzy

  1. Szanowni redaktorzy te wszystkie teksty czyta bardzo wielu ludzi z poza branży kolejowej ,może zachęcić kogoś z PLK który wyjaśni zasady działania sygnalizacji przejazdowej co może uchroni kogoś od śmierci albo uratuje tabor .

    1. Pana Zenka powożącego busem niestety ten, ani żaden inny tekst nie uchroni. Doskonale wiadomo, że powinien się zatrzymać, tym bardziej przy takiej pogodzie. A i tak zignorował bezpieczeństwo. Rozwiązanie jest w takich przypadkach tylko jedno: fizyczna likwidacja przejazdów.

  2. Oczywiście szkoda EN71 zwłaszcza że był ledwo co po serwisie, a brak kolejnej długiej jednostki będzie szczególnie uciążliwy na kilku liniach w godzinach szczytu… Z drugiej strony może i dobrze że nie przytrafiło się to nowemu Elfowi czy np Impulsowi.

  3. Mam nadzieję że KŚ wyegzekwują od tego kretyna z busika całą kasę na naprawę tej jednostki i pokrycie kosztów akcji z transportem zastępczym

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *