Osiem godzin na czterech kółkach

Niezbyt przyjemne dla mnie okoliczności losowe sprawiły, że przez osiem godzin w środę zmuszony byłem korzystać z samochodu w Katowicach. Rzecz działa się w godzinach porannego i popołudniowego szczytu. Mam nadzieję, że w zwykły roboczy dzień i więcej nie będę musiał tego czynić. To historia o tym jak ze zwykłych osobników przekształcamy się w demony.


Status prywatnego samochodu w Polsce. Coś pomiędzy bogiem a pełnoprawnym członkiem rodziny. W ekstremalnych przypadkach przedmiot kultu i w zależności od posiadanej fury, powód do dumy bądź wstydu przed rodziną czy sąsiadami. Wypicowany przedmiot wyższości na rodzinnej imprezie lub pochowana na sąsiednim parkingu zakała. Znam przypadki, że od takiego „samochodziarza” nie dowiesz się co u jego dzieci ale za to usłyszę, że ostatnio zajechał z Wrocławia do Katowic w półtorej minuty. I, uwaga, nikt go nie wyprzedził. Inna kasta, to ci którzy samochodem wjechaliby najchętniej do własnej sypialni i za pomocą katapulty trafili prosto do własnego łóżka. Problem, to jak zamontować wyrzutnię w łóżku by umożliwić teleportację w kierunku powrotnym. Z innej beczki. Kilka tygodni temu geniusz podjechał pod jeden z cieszyńskich bankomatów tak, że potem, nie umiał otworzyć drzwi, żeby do ściany z pieniędzmi się dostać. O wiele łatwiej byłoby wypłacić kasę przez okno pojazdu.

Nie będę polemizował z funkcjonującą obiegową teorią o wpływie pojazdu mechanicznego na wzrost ego pewnych jednostek, natomiast niewątpliwie dla wielu moment gdy siądą za kółkiem i ich motor „zagada”, powoduje natychmiastowy spory wzrost własnej wartości. Kowalski czy Nowak staje się w tym momencie Kubicą, Rosbergiem czy innym Hamiltonem. Zbieżność nazwisk jest jednak tutaj zupełnie przypadkowa,  bo ci goście ścigają się na zamkniętych torach. Kowalscy i Nowaki ścigają się natomiast z nami. Czy tego chcemy czy nie.

Nie będę opisywał wszystkich zdarzeń z tych środowych ponad ośmiu godzin za kółkiem bo po prostu nie warto. Tylko jedno. Szczyt szczytów osiągnął zawodnik, który na Kościuszki na podwójnej linii ciągłej rozpoczął wyprzedzanie kolejnych pojazdów. Z przeciwka pojawił się jednak obiekt potencjalnego crash-testu, więc zawodnik po prostu wcisnął się przed mój bolid, zmuszając mnie do dość ostrego hamowania. Na mocy tego co śpiewał Kazik Staszewski – głupi nie wie że jest głupi a mądry to wie – uznałem, że zachowam milczenie. Jednak gdy na przednim siedzeniu zobaczyłem 6-7 letniego szkraba, który przez okno podziwiał wyczyny taty-idioty uznałem, że właśnie znalazłem się w czasoprzestrzeni, w której kolejne granice zdrowego rozsądku zostały przekroczone. Bo tego zdrowego rozsądku już po prostu nie ma.

Generalnie z tych ośmiu godzin z trzy spędziłem w korkach,  nawet na autostradzie A4. Patrząc na to wszystko, no bo miałem czas stojąc zamiast jechać, naszła mnie taka zagadka, której pewno nie rozwiążę. Odpowiedź jednak dużo by dała nie tylko mojej zepsutej i opętanej przez kolej osobie. Jaka jest wartość, w polskich złotych, benzyny, ropy i czego tam jeszcze, spalonej tylko jednego dnia w samych Katowicach wyłącznie podczas stania w korkach. Stawiam, zupełnie w ciemno, że około ćwierć nowoczesnego autobusu miejskiego. Pomijam to, co wydostaje się w tym czasie z naszych rur wydechowych i jak przyczynia się to do naszego zdrowia.

Nasz portal jak każda inna firma ponosi wszystkie opłaty wynikające z naszego jestestwa. To sprawia, że jako przedstawiciele wolnej woli mamy prawo żądać zorganizowania nam sprawnej i nowoczesnej komunikacji zbiorowej. Nie jestem zainteresowany braniem codziennego udziału w surwiwalowych wyścigach,  którego nagrodą jest tylko 10-minutowe spóźnienie do roboty. Dlatego każdego dnia będziemy się domagać podejmowania działań w tym kierunku, by kiedyś faktycznie zbiorkom osiągnął w naszym regionie zadowalający poziom. 

Niechybnie, być może już w najbliższych dniach,  znowu spadnie na nas smog i znów rozpoczną się dziwne akcje nakłaniające kierowców do pozostawienia swoich pojazdów i skorzystania z pociągu czy autobusu. Nastąpi nagłe przebudzenie.  Popatrzcie, mamy kolej czy tramwaje. Szkoda tylko, że od ostatniego czasu gdy nie było czym oddychać nie zrobiono niczego,  by przekonać takiego Kowalskiego czy Nowaka, by zostawili samochód i skorzystali z komunikacji publicznej. Bo szalony wyścig trwa…

Jerzy Gościński

6 komentarzy

  1. Pan redaktor niby człowiek w sile wieku, a „odkrywa” rzeczy dla każdego mieszkańca aglomeracji oczywiste. Nie inaczej jest w KR, DW, PO, GD o Wx nie wspominając. Niestety kult samochodu jest bardzo głęboko zakorzeniony u urzędników, którzy nawet jeśli suweren każe to pomęczą się z tymi centrami przesiadkowymi (ale zaplanują je tak żeby wszystkim się odechciało). Za to potem z głębokim oddechem ulgi i radości zaplanują kuriozum w postaci parkingu piętrowego utyskując jaka ta kolej zła, że nie chciała oddać rezerwy terenu pod ich jakże cenne miejsca parkingowe…

  2. Rozmawiałem ostatnio z taksówkarzami. Twierdzą, że ostatnio sytuacja poprawia się bo kierowcy zauważyli, że jadą szybciej z mniejszą prędkością i są wobec siebie życzliwsi.

  3. Mieszkając w największym mieście bez kolei pasażerskiej w Polsce chcąc dojeżdżać do pracy w Wodzisławiu Śl jestem skazany na samochód – jak zresztą wielu ludzi mieszkających poza dużymi miastami i aglomeracjami. Niby mam do dyspozycji autobusy E-3, 131 i 130, ale tylko ten ostatni przejeżdża przez moje osiedle (notabene w godzinach grubo po rozpoczęciu moich zmian). Pozostałe 2 wyjeżdżają z centrum i teoretycznie dałoby się dojechać nimi punktualnie do pracy, ale musiałbym codziennie odbywać spacer po 3 km w jedną stronę. Z rana do centrum pierwszy autobus odjeżdża ode mnie niedługo przed/po tym, jak z dworca wyruszy 131 lub E-3. Gdyby miało to jeszcze choć niewielkie uzasadnienie ekonomiczne, to w cieplejsze dni mógłbym wybrać się na własnych nogach – nawet kosztem pobudki o godzinę wcześniej. Ceny biletów w MZK są jednak na tyle wysokie, że różnice w dojeździe autobusem, a samochodem są praktycznie zerowe.

    Chciałbym móc bezstresowo dojechać do pracy/z pracy autobusem. Niestety, fatalny rozkład jazdy dostoswany jedynie pod uczniów szkół oraz pracowników kopalni (którzy w większości i tak jeżdżą prywatnymi samochodami bowiem przeprowadzili się z wielkich osiedli, na bardziej przyjazne do życia obrzeża) oraz wysokie ceny biletów uniemożliwiają mi to. Codziennie mijam w większości puste, jeżdżące stadami jastrzębskie autobusy, i zastanawiam sie tylko, jak długo trwać będzie to marnotrastwo publicznych pieniedzy.

    Uważam, że w regionie da się stworzyć efektywną, odpowiednio gęstą i atrakcyjną dla pasażera sieć autobusową tylko trzeba chcieć. Z mojego punktu widzenia jest to o wiele ważniejsze, niż to jakim taborem będę jechał. Jeszcze kilka late temu zdarzało mi sie jeździć do Rybnika zapełnionym do granic możliwości przegubowym MAN-em linii E-3. Dziś na tej linii widzę zwykłe 12-metrowe Scanie, a z rozkładu wypadło co najmniej kilka kursów. Czyżby nawet i na tej linii frekwencja już niedopisywała?

    Niestety nie mam możliwości pozwolić sobie na taki luksus, jak dojazd do pracy autobusem i jestem zmuszony jeździć samochodem.

    Pozdrawiam!

    Piotr

  4. Powiedziałbym, że jest to pewnie kwestia niewykształconej kultury prowadzenia samochodu, ale potem przypomniałem sobie rondo pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu i uznałem, że nasi kierowcy wcale tacy źli nie są.

  5. Może nie wszyscy jesteśmy tego świadomi, ale podstawą funkcjonowania przyrody jest równowaga wszystkich elementów. Przy wszelkich jej zachwianiach włączają się mechanizmy korygujące na rzecz powrotu do równowagi. Nasza techniczna cywilizacja ma z tym problem, bo zadufanie w osiągnięcia techniczne i pragnienie wygody za wszelką cenę i zabija w nas świadomość ekologiczną.
    Motoryzacja indywidualna jest dobrem i nie mam nic przeciwko, ale powinna być zachowana równowaga a tej u nas już dawno nie ma.
    Przyczyny:
    – nie ma komu egzekwować prawa w ruchu drogowym, policja działa aktywnie tylko do zdarzeń lub w ramach akcji. Efekt jest taki, że kierowcy nie czują bata i robią na drodze co chcą.
    – pokłosiem powyższego i problemów z dostępnością komunikacji zbiorowej jest to, że ruch pieszy jest systematycznie „zabijany’ (pieszy nie chcąc czuć się dyskryminowany przesiada się do samochodu)
    – koncerny samochodowe zalewają nas coraz bardziej agresywnymi reklamami sugerującymi, że samochodem można dotrzeć wszędzie prawie bez ograniczeń. Jest to ogłupiające. Brak jest w nich informacji o choćby podstawowych ograniczeniach, że samochód to również określone problemy.
    – organizatorzy transportu zbiorowego często odwalają przysłowiową pańszczyznę. W planach transportowych piszą, że ich celem jest osiągnięcie zrównoważonego transportu 50 / 50, a w realu nic nie robią, żeby to faktycznie osiągnąć. I to właśnie widzimy na co dzień.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *