Pomalować to łatwo, ale usunąć…

Wyobraźnia to piękny dar. Szkoda tylko, że czasami jej efektami są czyny, których pobudek nie sposób zrozumieć. I nie chodzi już o przesłanki samego pozbawionego sensu działania, ale o jego następstwa. Fatalne wizerunkowo i logistycznie. W przypadku przewoźnika takiego jak Koleje Śląskie, mowa tu na przykład o manii malowania pociągów przez grafficiarzy.


Przypomnijmy, Koleje Śląskie, kilka miesięcy temu w związku z eskalacją tego zjawiska i sporą krytyką medialną,  podpisały z jedną ze specjalistycznych firm umowę na usunięcie z jednostek (chodzi głownie o EN57) efektów wszelakiej działalności graficiarzy. W ubiegłym tygodniu mieliśmy okazję przyjrzeć się jak wygląda proces usuwania takiego dzieła z jednego z „kibli” stacjonujących w bazie KŚ przy ulicy Raciborskiej w Katowicach.

Po namoczeniu burty jednostki, najpierw wodą, potem z użyciem silnego chemicznego preparatu, ściana pociągu centymetr po centymetrze jest ścierana, ręcznie przez pracowników. Robota nie jest prosta, bo za jednym pociągnięciem całej wstrętnej mazi powstającej po użyciu chemii, dokładnie się nie zbierze. Każde zapaskudzone miejsce musi być w ten sposób potraktowane i płukane kilka razy. Aż do uzyskania pożądanego efektu, czyli powrotu pociągu do przyzwoitego wyglądu. Dlatego nie podamy orientacyjnego czasu oczyszczenia np. jednostki EN57, ponieważ w zależności od powierzchni i stopnia jej „upaprania” są to diametralnie różne wartości. Jednak po tym, co widzieliśmy na własne oczy – nie jest to najprzyjemniejsza praca na świecie.

Wszytko to dzieje się we wszechobecnych oparach silnego środka chemicznego, który jest niezbędny by osiągnąć zamierzony skutek. Co to oznacza dla zdrowia osób, które przy tym zadaniu pracują? Nie trzeba chyba dodawać. I nieważne, że mają za to zapłacone.

Warto pamiętać, że mówimy o pracy, która wcale wykonywana być nie musiała. Gdyby nie czyjaś nieodpowiedzialność, czy chęć zaimponowania towarzysko. Zarówno nasza śląska kolej jak i nasz regionalny przewoźnik mają aż nadto problemów, by takim postępowaniem przysparzać im kolejnych. Tylko, czy ktoś to zrozumie…

16 komentarzy

  1. Zaraz, zaraz. Czegoś nie rozumiem, czyszczące namaczajądz wodą, potem chemia itd. Jak co to myć pociągów nie można w niedozwolonych miejscu tylko specjalnie przeznaczony do tego a graffiti ściąga zmywa się w torach?.

  2. Koszt usunięcia średniego rozmiaru graffiti z pociągu (środki chemiczne + praca osoby myjącej) waha się w granicach 300 – 500 zł. Jest to informacja od właściciela firmy świadczącej usługi czyszczące. Osoba zatrzymana na malowaniu graffiti zazwyczaj jest obciążona kwotą kilku tysięcy złotych, zatem graffiti jest wspaniałym interesem dla kolei, gdyż 1 osoba zatrzymana refunduje czyszczenie na najbliższy rok.
    Nie popieram wandalizmu i uważam, że trzeba ścigać sprawców niszczenia pociągów, jednak społeczna manipulacja „ile to kosztuje” jest stekiem bzdur.

    1. Oczywiście uwzględniłeś w swojej kalkulacji koszt utrzymywania jednostki zastępczej, która jeździ wtedy gdy usmarowana jest odstawiona na czyszczenie i na siebie nie zarabia? Oraz dodatkowych przejazdów na pusto aby ściągnąć ją do bazy? Oraz zajętości stanowiska, na którym można by w tym czasie umyć coś innego stojącego planowo?

    2. A iluż tych, którzy pomalowali pociągi za to zapłacili? Pozwolę sobie odpowiedzieć, bo się o to pytałem – ZERO.

      Przynajmniej jeśli chodzi o KŚ

    3. Tak jak napisał „JG” – ciężko złapać za rękę graficiarza. Ale też kara powinna być dotkliwa, nie tylko koszt usunięcia, ale i nawiązka. Następnym razem się może zastanowi.

  3. Niestety gównażeria typu nie rozumie. Nie potrafi zająć się innymi rzeczami tylko kupuje puszkę sprayu i idzie malować malować bohomazy na pociągi , którymi sam potem jeździ. Z resztą co tu dużo gadać wystarczy przyjrzeć się od Szopienic Płd do Katowic jak wszystko co po drodze człowiek widzi jest pomalowane i to raczej przez jedną osobę/grupę. Dopóki za to nie będą bardzo wysokie kary i pozbawienie wolności to ta plaga będzie rozwijać się cały czas

  4. Właśnie, nikt nie zapłaci takiej kary to raz, metr kwadratowy czyszczenia to około 80 zł a te bazgroły co wypisują na pociągach nie do odczytania. Lepsze były by szczytny hasła ba wagonach biz pseudo graffiti. Np. Radny kradnie a całe miasto na dnie.

  5. Dlaczego! Ta Pani nie nosi maski z pochłaniaczem typu A1 lub A2 ? Pracodawca winien być zobowiazany do zapewnienia bezpiecznego wykonywania pracy przez zatrudnioną osobę

  6. Problem z Kolejami Śląskimi jest taki, że nie usuwają bazgrołów od razu. A to tylko nakręca graficiarzy! Składy są też niedopilnowywane w odpowiedni sposób. Wszyscy którzy jeżdżą po Polsce wiedzą, że najbardziej upstrzone składy można znaleźć w województwie śląskim.

  7. PIP powinien przyjrzeć się kto gdzie i jak usuwa bazgroły mocnymi środkami chemicznymi. Zdjęcie jest dowodem w sprawie. Sprawa zatrucia pracownika kolei śląskich przy prezentacji środka została zamieciona po dywan. Brawo Sowa i spółka

  8. Osoba na fotografiach tylko pozuje do zdjęcia ze niby czyści chemią, takie szukanie afery to kolejna głupota jak i twierdzenie że bazgroły na pociągu to problem kolei a nie społeczeństwa które na nią wydaje podatki. Ps. Dlaczego nikt nie maluje po prywatnych samochodach czy po radiowozach tylko po pociągach.

    1. Dlatego, ze zaczelo sie to jakos w latach ’80 w nowym jorku i byl (nadal jest) to sposob pokazania swojego dziela, czy tez ksywki w ruchu w calym miescie. Dla nich to takie zywe galerie. Moze ciezko zrozumiec, ale mozna tylko trzeba troche wyjsc poza standardowe myslenie lub poznac taka osobe zapominajac o uprzedzeniach. Kazdy kto ma pasje, chce o nia dbac jak najlepiej, wyrazajac to w taki czy innymi sposob. Poza tym samochody to rzecz bardziej osobista, a graffiti nie wyglada na nich wcale dobrze, przewaznie tez z punktu widzenia grafficiarza. Radiowozy natomiast raczej nie zostaja na zbyt dlugo bez opieki w przeciwienstwie do pociagow.

  9. Po pierwsze grafitti usuwala firma ktora juz tego nie robi od dluzszego czasu teraz robia to pracownicy tak zwany (tabor czyszczacy ) czyli brygady 4 osobowe w dobrym przypadku ktore podczas 12 h pracy dzielac sie na 2 brygady bo pracy jest bardzo duzo za najnizsze pieniadze wyglada to tak ze bardzo czesto zlecone jest usuwanie graffiti mycie calego pociagu z zewnatrz oraz od 20 do nawet 30 pociagow a na teksty typu to do zdjecia pani pozowala itd maski haha dobre przy ponad 30 stopniach w masce to bys umarl juz nie mowie o czyszczeniach okresowych gdzie na jednostkach jest po 60 stopni
    Prawda jest taka ze o kolejach slaskich mozna napisac ksiazke
    A na pytanie czemu graffiti nie czysci firma odpowiedz to czekaja na umowe haha przez 4 miesiace prawda jest taka ze po co komus dodatkowo placic jak mozna kazac zrobic to komus za darmo dokladajac mu i tak pracy kiedys to sie tak ladnie nazywalo oboz pracy

  10. Po pierwsze primo :
    Pociągi są ubezpieczone. Koleje zgłaszają szkodę a nastęnie dostają pieniądze na umycie taboru.
    po drugie primo:
    wykorzystuja parobkow ktorzy i tak u nich pracuja a jakby nie myli to by wpierniczali kanapki na kuchni.
    po trzecie :
    Dla kolei to dobry interes – koszt zmycia pociagu to kilkaset zlotych, a kary oraz wycena strat (także dla ubezpieczyciela) wyznaczane sa czesto w tysiacach. I uwierzcie ze wszystko jest na oko, szef idzie do ksiegowej i mowi pani zosiu to bedzie tak z 7 tys. A gówno prawda bo umycie tego co namalowane kosztuje 500 zł. Do obrońców taboru który musi stać : przeciez mnostwo kolejek po prostu stoi rozpieprzonych i do naprawienia na bocznicach, a wy sie przejmujecie ze jakis pociag nie pojedzie w trase tylko zastapi go inny. Chociażby tu : http://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/krakow/a/krakow-zamiast-wozic-ludzi-pociagi-za-miliony-stoja-w-krzakach-zdjecia-wideo,10023676/ a oczywiscie z doswiadczenia wiem ze nie jest to jedyny przypadek. Nakręcanie sztucznej afery ze graficiarze maluja jest zalosne, tani i łatwy sposób na zdobycie poklasku takim artykułem ponieważ ludzie nie maja pojecia o podstawowych faktach i od razu jest darcie mordy uciąc rece. W wielu innych bardziej cywilizowanych od tego grajdołu krajach kolejki jezdzą pomalowane, ładnie, a zwyklym obywatelom to nie przeszkadza – BELGIA HOLANDIA DANIA WŁOCHY . Bo nie sa tak msciwi i ograniczeni jak poldonczycy, tak wy rowniez i ty niedrogi pismaku co stworzyłes to gówno, które napisałby 15 latek do gazetki szkolnej. Wydzwiek – graffiti jest złe. Nauczycielka ci tak kurde zadała czy co…
    Nieograniczony pracownik kolei

  11. Ten co pisał ten artykuł niema pojęcia o czym pisze . Burtę to ma wóz na węgiel a pociąg ma pudło . Sciąganie grafitti polega na procesie ściśle określonym przez producenta preparatu a nie własnego widzimisię .Nie moczy się pudła wodą przed nałożeniem preparatu bo on nie zareaguje z lakierem ! Nakłada się warstwę preparatu,rozprowadza pędzlem czeka 4 do5 minut i farba się rozpływa . Następnie ściągaczką ściąga się rozpuszczony lakier z grafiti po czym spłukuje się słabym strumieniem wody oraz wodą z mydłem dla zakończenia reakcji .Na drugi raz jak coś się pismaku chcesz dowiedzieć to zapytaj ,wejdź na stronę producenta tam się wszystko dowiesz . Myjka na której ściągane jest grafiti ma odpowiedni system ściekowy ,jak i preparat ma atesty a pracownicy mają szkolenie przez producenta . Więc nie bij piany ,dlaczego nie zrobisz zdjęć jak malują elfa za pare milionów .

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *