Koleją po Bałkanach czyli w grupie siła

Osoby śledzące fun page „Konduktor KŚ” z pewnością zauważyły, że jego autor, Przemek Szczapanek był na urlopie, dokładniej, na południu Europy, gdzie pojechał i skąd wrócił oczywiście koleją. Wrócił, cały i zdrowy i teraz w kilku odcinkach na naszych łamach przybliży Wam to, co zobaczył na Węgrzech, Serbii czy w Czarnogórze. Zaczynamy…


Część I – Kocioł Bałkański

Kocioł Bałkański to określenie sytuacji politycznej Półwyspu Bałkańskiego szczególnie w II połowie XIX wieku oraz lat 90 wieku XX, gdy dochodziło do częstych sporów politycznych o dominację poszczególnych krajów byłej Jugosławii nad sąsiadami. Jak się okazuje, sytuacja ta doskonale oddaje obecny układ sił, kiedy Jugosławia już dawno się rozpadła, ale sukcesorka byłej Federalnej Republiki Jugosławii – Serbia świetnie radzi sobie robiąc kocioł bałkański na kolei, wplątując w to przy okazji kraje Unii Europejskiej (Węgry i Czechy) Okazuje się, że łatwiej dziś dojechać z Węgier do Bułgarii, aniżeli nad Adriatyk….

Kiedy w 2015 roku bez problemów dojechałem z Budapesztu do Burgas kupując bilety do czarnogórskiego Baru nad Adriatykiem w czerwcu 2017 myślałem, że też pójdzie gładko. Dwa miesiące przed wyjazdem udałem się do kasy w Czeskim Cieszynie kupując bilet tam/powrót z oferty „CityStar” w relacji Bohumin – Budapeszt – Bar. Cena biletu w obie strony pomimo zakupu miejscówki na wagon sypialny od Budapesztu do Baru nie była zbytnio wygórowana i wyniosła w przeliczeniu na złotówki około 330 zł w jedną stronę.

Skład pociągu Metropol (13 wagonów) z Pragi/Berlina/Warszawy i Krakowa dojeżdża do celu

20 czerwca wsiadałem w pociąg „Chopin”, który do Budapesztu po przełączeniu wagonów w czeskim Brzecławiu dojechał jako pociąg „Metropol” z Berlina/Pragi/Warszawy i Krakowa. Po spędzeniu miłego przedpołudnia nad Dunajem o godzinie 11:50 zameldowałem się ponownie na dworcu Keletii oczekując na pociąg „Avala” relacji Wiedeń – Budapeszt – Belgrad. To właśnie do tego składu w Budapeszcie koleje węgierskie MAV doczepiają w wakacyjne wtorki i czwartki wagony relacji Budapeszt – Bar. Planowo wagony te od składu „Avali” odczepiane są na pierwszej stacji po serbskiej stronie granicy i po niespełna trzech godzinach kontynuują 19 godzinną jazdę z pociągiem relacji Subotica/Novi Sad – Belgrad – Bar. W Nowym Sadzie poza wagonami z tego miasta doczepiane są autokuszetki o czym będzie w innej części.

Po przyjeździe „Avali” do Budapesztu, który jest dworcem czołowym po drugiej stronie składu dołączono lokomotywę, ale trzech wagonów Budapeszt – Bar (sypialny, kuszety oraz wagonu 1 klasy już nie) Sadziliśmy wraz z innymi podróżnymi z Czech i Słowacji, że to chwilowe zamieszanie i wagony zaraz zostaną podstawione, ale tak się nie stało…

Jakież było nasze zdziwienie kiedy w punkcie informacyjnym pani powiedziała nam, że z powodu prac torowych w Serbii tamtejsze koleje odwołały skład Subotica – Bar na dzień przed uruchomieniem wagonów MAV-u relacji Budapeszt – Bar. Okazało się, że możemy jechać „Avalą” w wagonie 1 klasy z Budapesztu do Belgradu, a tam teoretycznie mamy 2 minuty na przesiadkę na pociąg drugi nocny pociąg Belgrad – Bar, którego Serbowie już nie odwołali…


Wagon 1 i 2 klasy Kolei Serbskich. Większość wagonów w składach ekonomicznych jest w takim stanie

W przypadku gdyby jednak skład nie czekał będziemy musieli koczować w Belgradzie do 9 rano na autobus komunikacji zastępczej do stacji Lajkovac (około 2 godziny jazdy od stolicy Serbii) i następnie jechać pociągiem IC „Tara” do samego Baru. Swoją drogą dzięki tej kombinacji kolejnego dnia rozczarowali się koledzy jadący z Czech, bo Koleje Czeskie odwołały dwa wagony sypialne Praga – Bar jadące od Belgradu w składzie IC „Tara”, właśnie z powodu autobusu komunikacji zastępczej.

 

Krótko mówiąc uznaliśmy, że w kupie siła i ruszyliśmy w stronę byłej Jugosławii. W Suboticy Serbowie dali popis siły pokazując, że mają gdzieś bardzo głęboko rozkład jazdy, odprawa paszportowa + odebranie składu przez obsługę z Serbii opóźniło nasz skład o 20 minut. Kolejne 20 minut w stolicy dołożyliśmy przez nieśpieszność obsługi pociągu, dyżurnych ruchu oraz nieplanowanych postojów w polu, które określić możemy jako „przystanki na żądanie”. Do tego należy dodać niesprawne rogatki,a przepisy w Serbii są bardzo obostrzone i w takim przypadku to skład przed przejazdem musi się zatrzymać, podać sygnał baczność i dopiero ruszyć…

Mimo wszystko Serbowie przez naszą niezłomną postawę (po prostu zrobienie awantury) zadzwonili do Belgradu i okazało się, że skład do Baru czekał przy peronie obok. Mało tego Serbowie specjalnie dla osób, które jechały do Baru nieistniejącymi wagonami z Budapesztu dołożyli na szybko wagon 1 i 2 klasy (taki wyciągnięty z krzaków – foto powyżej). Pomogli nam także przenieść bagaże.

Później zaczęła się teoretyczna 16 godzinna jazda do Baru, ale tylko teoretyczna, bo rozkład jazdy w Serbii jest teorią (o której w innej części), a jazda zajęła nam 18,5 godziny, jednak okraszona była widokami „Kolei Snów” o której już w następnej części.

Tekst i zdjęcia – Przemysław Szczapanek

3 komentarze

  1. Jak to za granicą jest wspaniale, nie to co nasze brudne, spóźniające się PKP nie liczące się z prawami pasażera itd bo przecież tak nam do głów TV tłukła i jeszcze tłucze (na szczęście mniej). Polski mit . Rodacy opamiętajcie się i miejcie swoje zdanie a nie tą mentalność że jest źle bo za komuny tak było. Artykuł obrazuje nie podróż życia a jazdę przetrwania.

  2. Też miałem w tym roku nieprzyjemną przygodę z kolejami serbskimi. W założeniach 9 czerwca miałem jechać nocnym pociągiem nocnym 1137 „Panonija” z Nowego Sadu do Sutomore. Oczywiście przed wyjazdem sprawdziłem na stronie kolei serbskich rozkład. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy na plakatowym rozkładzie jazdy na dworcu w Nowym Sadzie znaleźliśmy informację, że pociąg ten na odcinku Subotica – Belgrad jest odwołany. No więc po upewnieniu się w informacji że „Panonija” z Belgradu do Baru kursuje, szybciutko udaliśmy się na postój taxi i w ciągu godziny byliśmy pod dworcem Beograd Centar z którego nasz pociąg miał jechać. „Miał” bo jak się okazało nie jechał, a na tym oraz na dworcu głównym o odwołaniu na rozkładach nie było nawet słówka. Skończyło się jak napisał autor „koczowaniem w Belgradzie do 9 rano na autobus komunikacji zastępczej do stacji Lajkovac”

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *