O psie, któremu koleje (śląskie) pomogły

Oto bohater całej historii

Piątkowe popołudnie. Na pokładzie pociągu Kolei Śląskich z Częstochowy do Katowic znikąd pojawia się pies. Jak się okazuje jest sam. Bez właściciela. Do wszystkich chce się łasić. Nie jest agresywny. Sytuacja jest nietypowa. I nagle zaczyna się ogólnospołeczna chęć pomocy nieszczęśnikowi, który przez jakiś nieszczęśliwy splot zdarzeń nagle znalazł się w pełnym ludzi pociągu.


– Prawdopodobnie pies wsiadł do pociągu wraz ze sporą grupą ludzi i został niezauważony przez obsługę – wspomina Jagoda Pietraszko, kierownik pociągu podczas tego kursu – Jak tylko poinformowano nas o „nietypowym” pasażerze, rozpoczęliśmy poszukiwania sposobów pomocy nieszczęśnikowi. Nie chcieliśmy się go pozbyć, no bo jak? Ale zdawaliśmy sobie sprawę, że trzeba działać, bo nie jest to standardowa sytuacja. Poinformowałam dyspozyturę, katowicką straż miejską, nawet zadzwoniłam na policję. Wszyscy potraktowali mnie poważnie, nikt nie odmówił i każdy dorzucił jakąś wskazówkę, co robić. No i skontaktowałam się ze znajomymi, by pomogli, opisali zdarzenie i poszukali rad gdzie to tylko możliwe.

Okazało się, że grono dobrych ludzi natychmiast przystąpiło do działania. Zanim pociąg dojechał do stacji docelowej, udało się zorganizować „przejęcie” psa przez przedstawicieli katowickiego schroniska. Jednak nie zdążyli oni na dworzec w Katowicach, ponieważ kolejowa machina nie przewiduje takich wypadków i nie zatrzymuje się z tylko po to, by się zatrzymać. Postanowiono więc, że piesek zostanie zabrany w dodatkowy kurs w postaci zjazdu jednostki z dworca do bazy KŚ przy ulicy Raciborskiej i tam trafi w ręce odpowiedzialnych służb. Co też się stało.

Natychmiast ruszyła też zakrojona na szeroką skalę akcja, mająca ustalić komu zgubił się czworonóg o kolejarskim zacięciu. Wszystko wskazywało, że pies wsiadł do pociągu w okolicach Myszkowa i tam skierowano szczególny nacisk w rozpowszechnianiu informacji o zaginionym. Wiadomość publikowali wszyscy. Znajomi pani Jagody. Z pracy i nie tylko. Także inni pracownicy KŚ. Koniec tej historii, szczęśliwy, miał miejsce dwa dni później. Do pani Jagody zadzwoniła inna pracownica naszego kolejowego przewoźnika, również kierownik pociągu.

Koleżanka powiedziała mi, że skontaktowała się z nią sąsiadka, której kilka dni temu zaginął młody pies i na jednym z portali na zamieszczonym zdjęciu rozpoznała swojego pupila. Postanowiła się upewnić u znajomej, czy chodzi właśnie o „naszego” psa. Oczywiście, że się ucieszyłam, jak dowiedziałam się, że chodziło właśnie o niego – podkreśla J. Pietraszko.

Po kilku następnych godzinach nasz czworonożny bohater został odebrany z Katowic i wrócił do swojego domu. Jeśli myślicie, że ta historia gości na naszych łamach dzisiaj, bo to taki szczególny dzień, obfitujący w zmyślone historie czy podstępne żarty, to nic z tego. To prosta, banalna opowiastka o prozie życia. Warta jednak publikacji, bo okazuje się, że zarówno personel jak i pasażerowie w Kolejach Śląskich okazują się być ludźmi w prawdziwym tego słowa znaczeniu i stanąć w nietypowej sytuacji na wysokości zadania. Bo, co więcej…

Trudno w to uwierzyć, ale nie znalazł się nikt w pociągu, kto zażądałby od nas usunięcia zwierzaka. Wszyscy chcieli mu pomóc – dodaje J. Pietraszko

One comment

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *