Kierownica i sześć razy kąt prosty

Ulica Jagiellońska i jazda na „lakier”

Tak się złożyło, że wpadł nam w ręce w minionym tygodniu sporych rozmiarów samochód dostawczy. Postanowiliśmy zamienić go w Katowicach w miejski autobus i przejechaliśmy w godzinach piątkowego szczytu tym niemałym Volkswagenem trasę od dworca do przystanku na ulicy Jagiellońskiej. Wspomnianą trasę pokonaliśmy dwukrotnie. Zdajemy sobie, że mieliśmy do czynienia tylko z namiastką tego z czym musi zmierzyć się kierowca miejskiego autobusu, ale, powiedzmy szczerze, jesteśmy pod sporym wrażeniem.


Zwyczaje naszych kierowców, piesi wchodząc nagle na drogę nie tylko w wyznaczonych miejscach (o rowerzystach będących raz uczestnikami ruchu drogowego bądź nagle zjeżdżających na chodnik lub z niego zjeżdżających nie wspominamy), to nasza codzienność w ruchu drogowym, którą niechętnie tolerujemy, ale jesteśmy zmuszeni zaakceptować. I czy jedzie się autobusem, samochodem dostawczym czy osobówką, w centrach miast oczy trzeba mieć szeroko otwarte, bo niemiła niespodzianka może nas zaskoczyć zewsząd.

Nas jednak interesowało co innego. Jak chłopaki (i dziewczyny już też) za kierownicami autobusów radzą sobie z pokonaniem sześciu(!) zakrętów o promieniu 90 stopni znajdujących się na trasie pomiędzy podanymi wyżej przystankami w ścisłym centrum Katowic. I tu okazało się, że trzeba mieć nerwy ze stali żeby to wszystko pokonać „bez skuchy”. Punktem kulminacyjnym jest wjazd z ulicy Wita Stwosza w Jagiellońską. To miejsce które powinno trafić na trasy wszystkich jazd egzaminacyjnych dla kandydatów chcących prowadzić duże pojazdy. Jak tam dasz radę – to poradzisz sobie wszędzie.

W pozostałych pięciu miejscach też lekko nie było. Naszą metodą było trzymanie się wybranego pasa jazdy. W przypadku ulicy Kościuszki wybraliśmy lewy i za drugim razem wpadliśmy na minę w postaci tramwaju, który postanowił powypuszczać wszystkie auta, które skądkolwiek chciały wjechać na Kościuszki. 90 sekund w plecy. Dodam, że udało nam się pokonać te 12 zakrętów bez żadnych „dodatkowych” atrakcji i zarysowań, ale przyznajemy, że odczuliśmy na własnej skórze często powtarzany policyjny zwrot, apelujący do kierowców o zachowanie „szczególnej” ostrożności.

I jeszcze dodatek. Pozdrawiamy wszystkich „mistrzów” parkowania na ulicy Jagiellońskiej, którzy tak stawiają swoje ukochane pojazdy, że trzeba czekać aż nic z przeciwka nie pojedzie by je wyminąć. Ta ulica sama w sobie jest wąska jak na trakt mający obsługiwać transport zbiorowy, więc dalsze „zwężanie” jej za pomocą bezmyślnego pozostawiania swoich pojazdów, jest działaniem na szkodę nie tylko pasażerów komunikacji miejskiej, ale i wszystkich uczestników ruchu.

Wbrew pozorom najłatwiejsze jest prowadzenie po takich wąskich ulicach autobusu… przegubowego. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak jest. Potem w kolejce jest zwykły dwunastometrowy pojazd. Natomiast czapki z głów przed tymi, którzy w takich rejonach są zmuszeni prowadzić autobus o długości 15 metrów. To artyści – powiedział nam kiedyś przy innej okazji dyrektor jednego z „naszych” PKM-ów.

Tak się składa, że właśnie na interesującym nas odcinku bardzo częstym widokiem jest Solaris Urbino 15 jako autobus linii „910”, a i „12” zdarzy się na takim taborze. Szerokiej Drogi! Szczególnie na Jagiellońskiej.

2 komentarze

  1. Co ciekawe w czasach dużo zwrotniejszych ikarusów (16,5m) i jelczy (11m) ul. Jagiellońska była… szersza niż dziś, nie było zawężeń i wydzielonych tak wielu miejsc do parkowania. Tak jak jest obecnie chyba jednak bardziej pasuje do profilu ulicy w centrum miasta.

    1. Zgoda, kiedyś to była prawie arteria. A teraz zrobiono z niej typową uliczkę z centrum miasta, jednak jak robiono remont to myślano o wszystkim tylko nie o zbiorkomie.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *