Pokrętne losy linii do Trzebnicy

Fot.Przemysław Szczepanek

Dzisiaj kolejna ciekawa historia autorstwa niezmordowanego w poszukiwaniu kolejowej prawdy Przemka Szczepanka. Tym zapraszamy Was na Dolny Śląsk i opowieść o linii o której można powiedzieć, że to właśnie od niej w nowoczesnych czasach zaczęło się przywracanie do życia wydawało się bezpowrotnie zarośniętych i zapomnianych szlaków.


Linię kolejową nr 326 z Wrocławia Psiego Pola do Trzebnicy wybudowano w 1886 roku. Liczba par kursujących na linii pociągów oscylowała w graniach 5 par. Taki stan rzeczy nie zmienił się po wojnie, gdy szlak przeszedł spod niemieckiego pod zarząd Polskich Kolei Państwowych. Wszystko toczyło się dobrze tylko do roku 1967. To właśnie LK 326 stała się, wbrew temu co wydarzy się za kilkadziesiąt lat, jedną z pierwszych linii kolejowych na sieci PKP na której zaczęło się wygaszanie zarówno przewozów pasażerskich jak i towarowych.

Budynek dworca w Trzebnicy

W roku 1967 z Wrocławia do Trzebnicy kursowały już tylko trzy pary pociągów. Ograniczenie oferty przewozowej miało związek z drastycznym zmniejszeniem prędkości do 20 km/h. Do lat 80 ruch na trasie był niezmienny. Po roku 1980 wykonano remont linii, podnosząc jednocześnie prędkość do 50 km/h. Nic dziwnego, że pomiędzy Wrocławiem a Trzebnic a pojawiło się więcej połączeń. Dokładnie 7 par, które kursowały w latach 1984 – 1988. Jednak w roku 1988 ponownie zaniechano uruchamiania większej ilości pociągów pomimo panującej dość przyzwoitej prędkości i zapotrzebowania na to połączenie.

Od rozkładu jazdy 1990/1 do Trzebnicy kursowały już tylko dwie pary ciągów z czego tylko jedna para miała jakiekolwiek znaczenie w ruchu pasażerskim. Pierwszy pociąg z Wrocławia wyjeżdżał o godzinie 3.39 meldując się w Trzebnicy o 4.57. Był to typowy podsył na pociąg wyjeżdżający z Trzebnicy o 5:53 i meldujący się w stolicy Dolnego Śląska o 6:48. Pociąg dojeżdżający do Wrocławia na 6:48 i wyjeżdżający o 15:23 do Trzebnicy były jedną parę, która woziła jakichkolwiek ludzi których nie wystraszyła jeszcze oferta kolei. Skład zwroty z 15:23 wracał do Wrocławia o 17:55, ale aby obrzydzić potencjalnym podróżnym jeżdżenie tym pociągiem skrócono jego relację do Wrocławia Nadodrza. Tym sposobem wiadomo było, że ten rozkład jazdy będzie ostatnim na linii co też się stało.

Do 1999 roku na linii kursowały pociągi towarowe, a ostatni pociąg pasażerski (pielgrzymkowy) pojawił się w 2002 roku. Przez parę lat linią opiekowały się Dolnośląskie Koleje Regionalne organizując przejazdy turystyczne. Jednak PKP było bardzo zapobiegliwe i… wypowiedziało firmie dzierżawę linii. Nie po to jednak, by przeprowadzić remont trasy, ale dokonać jej rozbiórki. Przed tym dramatycznym losem linię kolejową nr 326 uratował Dolnośląski Urząd Marszałkowski, który przejął ją na własność 11 października 2007 roku.

W latach 2008 – 2009 trasę wyremontowano, a z końcem roku 2009 wprowadzono trzy pary pociągów osobowych. Dziś dzięki przejęciu linii przez Urząd i jej remontowi Koleje Dolnośląskie uruchamiają na niej 15 par pociągów w dzień roboczy, co jak na linię boczą jest niemałym sukcesem, biorąc pod uwagę, że przez prawie 20 lat pociągi się na niej w ogóle nie pojawiały.

Wartym odnotowania jest fakt, że aktualnym zarządcą linii kolejowej jest
PMT Linie Kolejowe Sp. z o.o, które zajmują się nie tylko utrzymaniem linii, ale także drukowaniem rozkładów jazdy pociągów wywieszanych na stacjach i przystankach na trasie.

2 komentarze

  1. W MIB jest Departament Rozwoju Kolei. Życie czyli praktyczne działania PKP a obecnie PLK wobec części linii lokalnych takie jak w wyżej opisanym przykładzie, czy u nas L190 wskazuje, że w Centrali działają ludzie, którzy robią dużo, żeby tych lokalnych linii kolejowych ubywało. Dobrze, że są jeszcze ludzie odważni z wizją tacy jak w Dolnośląskim U.M.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *