Dawno temu na Dzikim Zachodzie

Codzienny widok na głównym wrocławskim dworcu.
Fot. Przemysław Szczepanek

Wykorzystaliśmy w nagłówku tytuł pięknego filmu, ale już na wstępie musimy poprawić samych siebie. Rzecz, o której piszemy poniżej nie dzieje się „dawno temu” tylko teraz. I nie na Dzikim Zachodzie, tylko w położonych w zachodniej części naszego kraju ościennych województwach. Przedstawione poniżej dane zebrał dla nas nieoceniony Przemek Szczepanek, który w ubiegłym tygodniu bawił przez kilkanaście godzin we Wrocławiu i jego okolicach.


Dane

W ubiegłym roku przeciętny mieszkaniec województwa śląskiego jechał pociągiem 4,3 raza w ciągu roku. Mieszkaniec Dolnego Śląska 6,4 a Opolszczyzny, czyli również części Śląska,
5,3 raza. W województwie śląskim mieszka 4,5 miliona mieszkańców, dolnośląskim 2,9
miliona, a opolskim milion. Spróbujmy wskazać główne powody dlaczego w naszym województwie korzysta z kolei mniej osób niż w województwach opolskim i dolnośląskim.

Powód 1 – Modernizacje

Województwa dolnośląskie i opolskie mają już za sobą boom modernizacyjny. Główny ciąg Opole – Wrocław – Zgorzelec dostosowany jest do jazdy z prędkością 160 km/h. Ze środków RPO wyremontowano także boczne linie reaktywując na nich ruch do Trzebnicy czy granicy państwa w Jakuszycach. W naszym województwie ten proces tak naprawdę dopiero się rozpoczyna. Na razie najwyższą prędkością z jaką poruszają się u nas pociągi osobowe to 130 km/h na fragmentach linii 139 Katowice – Bielsko-Biała – Żywiec – Zwardoń.

Tymczasem na Dolnym Śląsku są fragmenty tras kolejowych gdzie nawet pociągi OSOBOWE jeżdżą z prędkością 160 km/h. Tak się dzieje na liniach Wrocław – Legnica czy Wroclaw – Opole.

Powód 2 – Tabor

W rękach urzędników z Wrocławia znajduje się obecnie 46 sztuk jednostek, które w całości eksploatowane są przez Koleje Dolnośląskie. Śląski Urząd Marszałkowski może pochwalić się tylko 23 pojazdami, które są jego własnością. Dokładniej 24, bo SA138 został Kolejom Śląskim przekazany aportem celem zwiększenia kapitału zakładowego. Pozostałe nowe składy oraz zmodernizowane, które nie są własnością UM należą do KŚ. Nawet po zakupie nowego taboru nasz stan posiadania nie osiągnie poziomu województwa dolnośląskiego, bo łącznie tu zakupione zostanie 34 sztuk taboru, wobec 54 na Dolnym Śląsku. Ta ostatnia liczba ostatnio została zaktualizowana, ponieważ dosłownie parę dni temu podpisano umowę na zakup 13 nowych składów.

Sąsiednie Opolskie w tym roku będzie właścicielem 18 jednostek taborowych, a więc połowę tego co posiada województwo śląskie. Ponadto, Kolejom Śląskim wytyka się wyższą stawkę za przejechanie kilometra. Jednak zauważmy, że KŚ muszą utrzymać 15 sztuk taboru nie będących całkowicie ich własnością, bądź będącą obecnie w leasingu. Tymczasem dolnośląski tabor utrzymuje w całości tamtejszy urząd, dotując
osobno kolejowe przewozy pasażerskie. Obciążeniem KŚ jest jeszcze dzierżawa EN57, która cała na szczęście będzie coraz mniejsza wraz z napływem nowego taboru.

Taboru takiego jaki można podziwiać na dworcu we Wrocławiu, gdzie codziennością jest, co widać na załączonych obrazkach, widok 3 składów typu Impuls w peronach jednocześnie.

Powód 3 – Rozkład Jazdy

Województwo Dolnośląskie i Opolskie z roku na rok zwiększają pracę eksploatacyjną. W tym roku Opolszczyzna może pochwalić się jej wzrostem o 8 procent w porównaniu z 3 procentami wzrostu pracy przewozowej Kolei Śląskich.

Dolnośląski rozkład jazdy opiera się na dwóch podstawowych zasadach, które jak na razie na Śląsku są nie do zrealizowania. Takt i częstotliwość. W przypadku naszego województwa obie te zasady nie mogą być zrealizowane, bo raz, że trwają modernizacje torów, a dwa UMWŚ nie może na chwilę obecną pozwolić sobie finansowo na uruchamianie większej ilości pociągów.

Oczywiście, nie jest tragicznie bo „nasze” linie S1, S4, S5 i S7 mogą pochwalić się dobrą
częstotliwością ale są połączenia w naszym regionie, które trzeba „dokapitalizować” większą ilością kursów, by stały się bardziej atrakcyjne dla mieszkańców.

Pociągi w szczycie na wszystkich liniach wylotowych z Wrocławia wyjeżdżają z frekwencją od 200 do nawet 500 osób. Na Dolnym Śląsku największym popytem cieszą się trzy linie – legnicka (odpowiednik naszej S1), opolska i poznańska. Na tych szlakach frekwencja 500 osób w pociągach nie jest niczym nadzwyczajnym. Coraz więcej pasażerów, wraz z zakończeniem remontu, korzysta także w ostatnich miesiącach z i w kierunku Wałbrzycha i Jeleniej Góry.

Dolnośląską ciekawostką jest również to, że w mało popularnych godzinach jak 10 przed południem czy godzina 22 setka podróżnych w pociągu to normalka. To samo późnym wieczorem czy wczesnym rankiem. Ostatni skład z Legnicy do Wrocławia przyjeżdżający do stolicy regionu w ubiegły czwartek o 23:38 przywiózł do stacji docelowej 68 osób! Natomiast pociąg wyjeżdżający o 4:58 z Wrocławia do Lubania Śląskiego dnia następnego zabrał 44 pasażerów. We Wrocławiu Leśnicy liczba podróżnych wzrosła do… 65.

Liczba pasażerów w granicach samego Wrocławia jest ogromna. W porannym szczycie na stacji Leśnica w kierunku stacji Wrocław Główny do pociągu wsiada od 30 do 45 osób. Natomiast poranny pociąg Wrocław – Lubań z 7:40 przywiózł na wrocławski Muchobór 42 osoby. Gwoli ścisłości to następna stacja za głównym dworcem. Oczywiście część podróżnych to osoby, które wcześniej dojechały do Wrocławia Głównego z innych miejsc.

Do pociągów przyjeżdżających do Wrocławia z kierunku Głogowa w granicach Wrocławia wsiada nawet 40 osób. Natomiast stację przed Wrocławiem w Brzezince Średzkiej, w której mieszka 575 osób do pociągu o godzinie 7 rano wsiada 35 osób. W przeliczeniu to 6% mieszkańców wsi. A to tylko jeden pociąg. Z posiadanych przez nas informacji tylko jednego dnia pociągami z tej malowniczej miejscowości między godzinami 6 a 8 wyjechało do Wrocławia 10% jej mieszkańców!

Przyszłość naszej kolei

Oczywiście, nie mamy intencji rysowania czarnego scenariusza transportowego dla naszego województwa. Raczej chcemy, by spojrzeć, to żaden wstyd, na ościenne regiony jak tam rozwija się kolejowy transport pasażerski i, być może, spróbować podpatrzeć to i owo, co z pewnością ma szanse sprawdzić się i u nas. Jak wiadomo nasz portal ”zawsze patrzy na jasną stronę życia” i wierzymy głęboko, że w województwie śląskim takie potoki pasażerskie jak 200 kilometrów na zachód od nas będą kiedyś normalnością. Trzeba tylko tego chcieć i spojrzeć na kolej częściej niż tylko w wypadku przekroczonych norm jakości powietrza w regionie.

3 komentarze

  1. W takim regionie, jak Górny Śląsk, zakup 13 pociągów powinien odbywać się co roku. W samej aglomeracji częstotliwość 10 minut powinna być niezbędnym minimum. No i do tego bilety – wspólne na pociąg, tramwaj, autobus, trolejbus. Ale póki co – NIEDASIĘ 🙁

  2. Po prostu na Śląsku nigdy nic się nie opłaca. Oferta kolejowa jest zła, niezgrana często z połączeniami w zakresie KŚ, nie mówiąc już o braku skomunikowań z pociągami IC. A brak pociągów Katowice – Cieszyn to kpina (Olza pokazuje, że linia ma potencjał. Co z tego, jakby wszyscy mają to w głębokim poważaniu). Uważam, że ciężko będzie dogonić Dolnośląskie pod względem oferty, jeśli z naszymi władzami to w ogóle możliwe.

  3. Słabe to porównanie.

    1) Podstawowy błąd analityczny – BRAK INFO, ŻE WE WROCŁAWIU BILETY MPK OD 24 h i MIESIĘCZNE SĄ WAŻNE W KD I PR.

    2) LIczba posiadanych jednostek tez niewiele mówi … bo większośc nowego taboru we Wro o Opo to spalinowe szynobusy.

    3) Dolnośląskie ma po po prostu dobry rozkład – pociągi do późnego wieczora, Opolskie – niekoniecznie, bo dopiero w tym roku wzrost pracy przewozwej, która latami ograniczano.

    4) 160 km/h na trasie Opole – Wrocław dot. tylko wybranych pociągów, bo nie jest obsługiwana wyłącznie Impulsami (a moglaby, gdyby Impuslów nie marnowano między Opolem a Kędzierzynem)

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *