Gdy w górach gór nie widać

W sobotę pewna uroczystość rodzinna kazała nam udać się do Wisły. Ten wyjazd pomógł nam naocznie przekonać się z jak wielkim zanieczyszczeniem mamy aktualnie do czynienia w naszym powietrzu i gdzie spróbować poszukać rozwiązania tego coraz poważniejszego problemu.


Dokładniej jechaliśmy do pewnej karczmy w Głębcach. Słowo jechaliśmy przestało być aktualne zaraz za miejscem, gdzie w Ustroniu „wiślanka” znowuu staje się drogą jednopasmową. Od tego miejsca potrzebowaliśmy 55 minut by dotrzeć do punktu docelowego. Auto za autem. Jeden wielki korek.

Gdy się stoi w korku, to robi się w samochodzie różne dziwne rzeczy, których normalne się nie robi. Hasło „podziwiajmy widoki” było jednak nieaktualne, bo Czantoria czy Równica były spowite biało-kremowym mlekiem, i choć na niebie nie było ani jednej chmury, dostrzeżenie choćby charakterystycznego punktu widokowego na Czantorii było po prostu niemożliwe. Ten przykry smog to już nie jest niestety zjawisko medialne. On już jest między nami, a dokładniej na pasie transmisyjnym naszego procesu oddychania.

Tymczasem zanim pokonaliśmy odcinek Ustroń Polana – Wisła Obłaziec w kierunku Katowic przejechał koło nas ED161, czyli Dart na stanie PKP Intercity, a kilka minut później EN57-892 Kolei Śląskich z Wisły Głębce do stolicy województwa. W oknach ludzie patrzyli na nas z politowaniem, ciesząc się zapewne, że wybierając kolej pozbawili się „atrakcji” z którą, chcąc nie chcąc, my musieliśmy się zmierzyć.

Dzisiejsze rozwiązanie polegające na darmowym udostępnieniu pociągów KŚ tym, którzy zdecydują się zostawić samochód, jest tak naprawdę, rozwiązaniem doraźnym, wprowadzonym przy obecnych możliwościach naszego lokalnego przewoźnika kolejowego. Cieszy natomiast fakt, że zaczyna się w końcu dostrzegać kolej jako środek mogący skutecznie pomóc w przypadku wystąpienia takiej niedogodności, z jaką mamy aktualnie do czynienia.

Może czas zastanowić się, czy nie zainwestować jeszcze więcej w ten środek transportu, by umożliwić dalszy rozwój „pociągom”. Przecież niejednokrotnie na naszych łamach informowaliśmy o rosnącym potencjale kolei w naszym regionie, w postaci odnowionych linii kolejowych, na których jednak nie ma planów uruchomienia regularnych połączeń pasażerskich.

Przykład niedzielnego pociągu Olza Katowice – Cieszyn – Katowice pokazuje, że jak się ludziom stworzy połączenie komuś służące, to siłą rzeczy pasażerowie będą z niego korzystać. Przecież Olzą nie jeżdżą pasjonaci podniecający się jak to fajnie jest pojechać sobie bezpośrednio z Cieszyna do stolicy województwa czy odwrotnie. Tym pociągiem jeżdżą tym ci, którzy go potrzebują jako środka transportu, a nie w celu realizacji swojej pasji.

Kolej, także taka regionalna, to droga rzecz. Tym bardziej powinna więc zostać objęta specjalną troską ze strony tych, którzy odpowiadają za jej funkcjonowanie. Nie można zostawić jej w połowie drogi, albo przypominać sobie o niej dopiero w takich sytuacjach jak dzisiejsza. Monitorujemy cały czas sytuację po różnych znajomych i okazuje się, że pomysł się przyjął. Spora grupa ludzi skorzystała czy nadal korzysta z wprowadzonego na dzisiaj rozwiązania.

Czy nie warto się zastanowić, co trzeba zrobić, by ci, którzy zdecydowali się w poniedziałek zostawić samochód, kiedyś ponownie skorzystali z pociągu? Nawet jeśli nie będzie to za darmo, jak nie będzie (miejmy nadzieję) już smogu. warto by uczynili to w przeświadczeniu, że to najszybszy i najbardziej bezpieczny sposób dotarcia z domu do pracy czy na uczelnię.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *