Trzy razy na godzinę na S1

Dzisiaj pora na przegląd warunków stworzonych w godzinach popołudniowych przez Koleje Śląskie dla mieszkańców naszego regionu korzystających z pociągów odjeżdżających z Katowic w kierunku Świętochłowic, Rudy Śląskiej, Zabrza i Gliwic. Czyli zachodnia część linii S1.


Od grudnia sieć połączeń na tym bardzo popularnym odcinku została zagęszczona w godzinach popołudniowego szczytu. Łącznie od 14.47 do 17 jest sześć połączeń naszego lokalnego przewoźnika, co daje średnią trzy pociągi na godzinę. Czy to już wystarczająca ilość?

W rozbiciu na poszczególne połączenia wygląda to tak: O 14.47 ze stolicy województwa odjeżdża pociąg nr 40709 relacji Zawiercie – Gliwice. Za 25 minut, o 15.12  do Gliwic kierowany jest skład nr 40621 z Częstochowy. Po upływie kolejnych 21 minut podróżni mogą skorzystać  z pociągu nr 44147 relacji Katowice – Gliwice. Odjazd 15.33. Po kolejnych 20 minutach, o 15.53, kolejne połączenie z Zawiercia do Gliwic, oznaczone numerem 40711. O 16.17 kurs nr 40623, czyli kolejny pociąg z Częstochowy do Gliwic. Cykl popołudniowy zamyka połączenie nr 40713 z Zawiercia do Gliwic, odjeżdżające z Katowic o 16.47.

W kierunku Zabrza i Gliwic, na dworcu w Katowicach ludzie czekają na pociąg „zawsze” i stąd konieczność utrzymywania w miarę częstych i regularnych połączeń, na tej, bądź co bądź, najbardziej prestiżowej linii w ofercie KŚ. Ponadto, na trasie Katowice – Gliwice nie funkcjonują pociągi przyspieszone, więc zainteresowani tymi kursami są mieszkańcy wszystkich miast przez które prowadzi „zachodnia” odnoga linii S1. Oczywiście, jak wszędzie, najwięcej pasażerów jest w omawianych przez nas godzinach popołudniowych.

Tutaj jeszcze warto dodać, że na tym odcinku linii S1 należy spodziewać się stopniowego wzrostu liczny pasażerów. Najlepszy tabor, wyremontowany szlak sprawiają, że podróż na trasie Katowice – Gliwice należy aktualnie do tych najprzyjemniejszych w naszym regionie. No i rzecz chyba najważniejsza. 26 lub 27 minut trwa przejazd z centru Katowic do centrum Gliwic. To czas korzystniejszy o tej porze dnia w porównaniu z samochodem, o pozostałych środkach transportu zbiorowego nie wspominając. Więc czasem nawet warto postać te kilka minut w pociągu z powodu braku miejsc siedzących do Chorzowa Batorego czy Świętochłowic, bo takie przypadki po południu się zdarzają, mając świadomość, że korzysta się z najszybszego środka transportu w tej części regionu.

Warto tu odnotować, że w tych godzinach, w kierunku odwrotnym, z Gliwic do Katowic również notowane są duże potoki podróżnych, głównie studentów wracających z zajęć na tamtejszych uczelniach. Mieliśmy o tym okazję naocznie przekonać się w dość nietypowy sposób niespełna dwa lata temu, gdy z racji remontów na linii 137 część pociągów Gliwice – Katowice została skierowana okrężną trasą przez Bytom. I właśnie tam, kilka minut po 15 przyszło nam wsiadać do pociągu jadącego w kierunku centrum województwa. Znalezienie wolnego miejsca nie było takie proste, choć przejazd realizowany był jednostką 27WEb.

2 komentarze

  1. Tymczasem rzeczywistość jest taka, że nie ma się co nastawiać na wzrost liczby pasażerów w pociągach KŚ bez integracji taryfowej z KZK GOP (oraz solidnego potrząśnięcia tym ostatnim). W najlepszym razie na powrót do przewozów na poziomie sprzed kryzysu i remontów. Sam przejazd z centrum do centrum to nie wszystko, większości potencjalnych dziś pasażerów w ogóle nie ma ani w autobusach, ani w pociągach – jadą bezpośrednio samochodem. Może i nieco dłużej, ale bez uciążliwych przesiadek i równie uciążliwej karty ŚKUP.

  2. To jest opinia racjonalna. Fakty są takie, że jak ktoś zasmakuje swojego pojazdu to mimo stania w korkach i problemów z parkowaniem nie przesiądzie się prędko na komunikację zbiorową. Tym bardziej, że samochód u nas świadczy o możliwościach właściciela. Do tego dochodzi tolerowanie łamania przepisów. Kierowcy czują się bezkarni, ponieważ policja nie jest w stanie lub nie chce na bieżąco monitorować ruch i wyłapywać ewidentne łamanie przepisów ruchu.
    Żeby wsiąść do pociągu trzeba do przystanku dojść a często jest to tor przeszkód. Do tego dochodzi jeszcze u nas brak rzeczywistej ochrony prawnej pieszych na przejściach tak jak to jest w krajach zachodnich.
    W mojej ocenie u nas się dużo mówi ale tak naprawdę za mało robi żeby zachęcić ludzi do komunikacji zbiorowej. Dopóki się nie zacznie egzekwować prawa w ruchu drogowym, żeby kierujący w swoim aucie nie czuł się jak przysłowiowa święta krowa to transport publiczny nadal będzie traktowany niezbyt poważnie.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *