Mania opóźniania

Jeśli kiedyś w przypływie frustracji będziecie chcieli się wyżyć na obsłudze pociągu za zwiększające się opóźnienie, postarajcie się jednak powstrzymać od wybuchu agresji. Ci goście wcale nie muszą mieć z tym cokolwiek wspólnego.


Jak zrobić kwadrans z niczego? Już odpowiadamy. Trzeba było skorzystać wczoraj z pociągu nr 44240 relacji Cieszyn – Czechowice-Dziedzice. Z Zebrzydowic wyjechaliśmy planowo, jednak do Czechowic-Dziedzic dotarliśmy wspomniane 15 minut później niż zakładał rozkład jazdy. Na odcinku Drogomyśl – Zabrzeg staliśmy kilka razy pod różnymi semaforami, również na kolejnych stacjach i przystankach postoje trwały dłużej niż zwykle. Na koniec jeszcze tylko wyminięcie torem niewłaściwym pociągu towarowego na odcinku Ochodza – Czechowice-Dziedzice i udało się dotrzeć do stacji docelowej.

Widząc co się robi, czym prędzej zerknęliśmy na komunikatory informujące o aktualnym ruchu pociągów. Jest odnotowane opóźnienie, jednak bez żadnej informacji skąd ono. Jak tylko nie domkną się drzwi w jakimś ezecie czy wagonie zaraz wyświetlane jest „Awaria taboru” albo coś w ten deseń. Bo to można przypisać przewoźnikowi. A tu nic. Cisza. Bez powodu kwadrans w plecy? Zagięcie czasoprzestrzeni.

Dodajmy, że nie stało się nic sensacyjnego, oprócz tego, że szlak nie był przygotowany na przepuszczenie pociągu osobowego jadącego zgodnie z rozkładem jazdy. Tu czy tam trzeba było tylko usunąć pociągi towarowe. Wiemy, że na linii 93 panuje spory ruch, ale rozkład jazdy chyba dokładnie pozycjonuje, kto kiedy ma jechać przed kim, za kim i dlaczego. Nie podejrzewamy nikogo o samowolkę czy nieczyste zamiary, ale jeśli takie będzie podejście do pasażerów przez organy zarządzające ruchem kolejowym, to żadne działania marketingowe nie przekonają ludzi do wyboru tego środka lokomocji. Bo to właśnie na podstawie rozkładu jazdy, chcąc korzystać z kolei, podróżni realizują swoje życiowe potrzeby. Wygląda na to, że nie wszystkich to obchodzi.

Pośrednio w wyniku tej sytuacji ucierpieli również pasażerowie pociągu nr 49718 relacji Zwardoń – Katowice, który czekał w Czechowicach-Dziedzicach na nasze przybycie. Ostatecznie EN57 wyjechał z trzyminutowym opóźnieniem, które na szczęście, po drodze do Katowic udało się obsłudze pociągu zlikwidować.

O tym, że są różne odmiany sztuki opóźniania przekonaliśmy się organoleptycznie 11 grudnia ubiegłego roku podczas debiutanckiego przejazdu pociągiem Olza z Katowic do Cieszyna. Na odcinku Pszczyna – Zabrzeg pociągiem wybitnie przyspieszonym sunęliśmy całe 20 km/h, bo siedzieliśmy na ogonie jadącego przed nami pociągu towarowego. Efekt? Pięciominutowe opóźnienie kursu, które zostało zniwelowane dopiero podczas postoju w Zebrzydowicach.

4 komentarze

  1. PLK często odwala taką fuszerę, nieważne którego przewoźnika jest pociąg. I nie ma na nich bata.

  2. Problem w tym, że jeśli tego bata się nie znajdzie to nie będzie lepiej.
    U nas jest źle ustawiona prawnie relacja pasażer/przewoźnik a zarządca infrastruktury. Powinno być tak, że każdy przejazd pociągu powinien być potwierdzany przez przewoźnika. Jeśli wystąpiło opóźnienie z winy zarządcy opłata za udostępnianie szlaku powinna być zmniejszana automatycznie na podstawie danych z przebiegu pociągu.
    W aktualnie obowiązujących unormowaniach PLK może zmniejszyć opłatę, ale uznaniowo jeśli przewoźnik zainterweniuje z udokumentowanym uzasadnieniem.

  3. A może by tak pan redaktorek zasiegnal języka u zarządcy infrastruktury i przewoźnika co było przyczyną tego opóźnienia a potem pisał artykuł, bo tak to ja mogę porozmawiać z innym podróżnym na peronie stojąc i czekając na ten pociąg.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *