Rowery na tory! Czy to dobry pomysł?

Fot. Towarzystwo Entuzjastów Kolei

Coraz częściej mówi się o wykorzystywaniu nieczynnych linii kolejowych do budowy tras rowerowych. Dlaczego to kolej ma cierpieć w związku z promowaniem ekologii i zdrowego trybu życia? Pośród całego transportu, to właśnie kolejowy uważany jest za ten ekologiczny, więc dlaczego go zastępować? Czy naprawdę nie ma innej alternatywy na zamknięte linie kolejowe?


Na początku grudnia ubiegłego roku, w budynku Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego odbyła się konferencja dotycząca adaptacji nieczynnych linii kolejowych na trasy rowerowe. Dla nas ekologia jest równie ważna, ale czy kosztem czegoś co mogłoby nam w jakimś innym celu posłużyć?

Odpowiedź na to pytanie proponuje nam Towarzystwo Entuzjastów Kolei (TEK), które od kilku lat zajmuje się utrzymaniem nieczynnych odcinków linii kolejowych, w szczególności LK192, LK176 i LK177. To dzięki ich czujności linie nie zostały rozebrane przez „kolekcjonerów” złomu. Towarzystwo specjalizuje się również w budowie niskobudżetowych drezyn, gdzie niskobudżetowy wcale nie oznacza tandetny. Każda drezyna, która wychodzi z ich warsztatu ma ciekawą konstrukcję, a w nawiązaniu do tematu przerabiania torów na ścieżki rowerowe, przyjrzyjmy się jednej z nich.

Od jakiegoś czasu po nieczynnych liniach kolejowych naszego regionu porusza się drezyna TEK o napędzie podobnym do tego w rowerach. Pomysł nie jest może rewolucyjny, ale za to konstrukcja ciekawa, a koszt wyprodukowania takiego pojazdu porównywalny z ceną dwóch rowerów „z marketu”. 3-biegowa przekładnia, od 1 do 3 miejsc siedzących (zmienny układ foteli), nośność 0,4t, masa własna 80kg, prędkość podróżna 20km/h (maksymalna zmierzona 35km/h przy jednej osobie napędzającej i 2 pasażerach, choć trzeba uczciwie przyznać, że tory szły z górki)

Chcemy udowodnić, że można tanio budować drezyny, które pozwolą bezpiecznie i wygodnie podróżować po zamkniętych liniach kolejowych, czyniąc je atrakcją turystyczną – komentuje Jan Psota, wiceprezes TEK.

Fot. Katarzyna Przypadło

Myślę, że Towarzystwo Entuzjastów Kolei będzie podobnego zdania jeśli powiemy, że koszt budowy od podstaw całego szlaku kolejowego jest bardziej pracochłonny i kosztowniejszy od drogi asfaltowej. Znamy przypadki, wznawiania ruchu kolejowego na torach gdzie wcześniej inni uznali te trasy za nierentowne, dlatego należy pozostawić to co zostało już wybudowane przed latami i spróbować wykorzystać ich potencjał, jeśli nie do celów przewozów pasażerskich czy towarowych, to do celów turystycznych jako lokalna atrakcja turystyczna.

Fot. Katarzyna Przypadło

Sam mieszkam na wsi i używam roweru częściej niż samochodu – po prostu dobieram środek transportu do potrzeb, a do przebycia od kilkuset metrów do kilku kilometrów rower jest optymalny. Uważam jednak, że każdy powinien mieć prawo poruszać się tym, czym lubi, a nie ma takiego miejsca, w które – jeśli zechce – rowerzysta nie dojechałby rowerem. Kolej zaś pod względem „wybredności”, co do warunków terenowych, jest druga po transporcie wodnym, głupotą więc jest się jej pozbywać jeżeli ktoś już ją dla nas zbudował. Lepiej po prostu korzystać – dodaje Jan Psota.

Kolega Sławek Fedorowicz z TEK zauważa, że – nikt jakoś nie chce budować ścieżek rowerowych na torowiskach, z których nawierzchnia została dawno zdjęta, chcą za to likwidować linie, na których szyny są kompletne lub z drobnymi brakami. Przypadek? Warto zauważyć, że samorządy i tak dostaną działki ogołocone z nawierzchni, naprawdę więc trudno doszukać się w tym postępowaniu logiki.

Czy naprawdę pomysł na zagospodarowanie takich linii przerasta lokalnych samorządowców i jedynym co przychodzi im do głowy to trasy rowerowe? Jakie Waszym zdaniem może być zastosowanie takich linii?

Proces powstawania drezyny napędzanej siłą mięśni
 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Fot. Towarzystwo Entuzjastów Kolei

3 komentarze

  1. Na pewno śmiesznym i żałosnym jest fakt likwidowania linii kolejowych gdzie szlaki są odrutowane ( na prąd ) to po pierwsze. Jeśli na szlaku mieszka ponad 100 tys ludzi, to także trzeba się zastanawiać, czy faktycznie można likwidować linie kolejowe.
    Faktem jest że samochody wypierają kolej, ale to wynik braku inwestycji i pogarszającego się oferty PKP sprawił że nikt normalny nie pojedzie pociągiem 20-30km/h kiedy można śmigac samochodami 3-4x szybciej niż koleją i jeszcze bez przystanków i stacji kolejowych.
    Na pewno problem się zacznie kiedy paliwo zacznie drożeć na stacjach benzynowych, czy to z powodów spekulacyjnych czy politycznych. Samochody nie zdominują ( na zawsze ) świata jako środka transportowego a zwłaszcza te oparte na paliwa ropopochodne. Trend się może niedługo odwrócić! Zwłaszcza że nowe technologie nie są dopuszczane do produkcji masowej.
    Warto też pamietać, że PKP którzy maja całą mase kłopotów mogą nie wykorzystać 66 miliardów złotych na inwestycje w infrastrukturę kolejową a te pieniądze nie są przewidziane na dotacje dla lokalnych szlaków III kategorii. Jedynie minister finansów w rządzie PiS, może zaproponować w budzecie państwa na 2018 rok środki rzędu kilku miliardów złotych aby można było odbudować jak nie wszystkie to część zawieszonych szlaków kolejowych. Ale warunki muszą byc następujące: lobbing za połączeniami lokalnymi ochrona środowiska ) odrutowanie linii kolejowej ) oraz odpowiednia ilość ludzi mieszkająca w okolicy linii kolejowych aby te linie były opłacalne w sensie, że nie robimy inwestycji dla średnio 10-20 pasażerów.

  2. Dlaczego nie bierze się pod uwagę, ułożenia w tych miejscach toru o rozstawie 1000(?) mm i zastąpienia pociągów szybkim tramwajem (kolejką dojazdową)???

  3. Jak już robią ścieżki rowerowe z tych szlaków kolejowych, to jak w artykule powinno to być z możliwością udziału też takowych drezyn rowerowych. Może TEK-owi pomysłe podsunąć by uruchomić coś w rodzaju wypożyczalni lub obsługi ciekawych linii tymi drezynami – zawsze to jakaś forma ciekawego transportu.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *