Likwidacja to nie likwidacja?

Linia kolejowa 177 / Fot. Katarzyna Przypadło
Fot. Katarzyna Przypadło

Polskie Linie Kolejowe opublikowały wykaz linii kolejowych przeznaczonych do fizycznej likwidacji. Wyrok został wydany na ponad 443 kilometry szlaków położonych w 9 województwach. Wskazano łącznie 33 odcinki o różnych długościach, stanowiących łącznie i ponad 2% sieci kolejowej kraju. Niestety, do ostatecznego unicestwienia wskazano też szlaki z terenu naszego województwa.


U nas „oberwało” się (nie wiedzieć czemu) Raciborzowi. To wokół tego miasta zarządca infrastruktury zaplanował największe oczyszczanie okolicy z torów i szlaków kolejowych. Linia nr 192 Syrynia – Pszów (długość odcinka przewidzianego do rozbiórki – 7,8 km), linia nr 176 Racibórz Markowice – Olza (ponad 19 km), oraz fragment linii 177 (niespełna 1,5 km) Racibórz – Głubczyce znalazły się w tym, nie przynoszącym chluby zestawieniu, jeśli chodzi o województwo śląskie.

Całkiem niedawno Łukasz Bordo pisał o tym ostatnim szlaku jako o zapomnianej linii. Lokalne, raciborskie organizacje samorządowe i społeczne szykują się (pisaliśmy o tym i napiszemy jeszcze nie raz) do przygotowania planu ratowania i zagospodarowania tego odcinka infrastruktury. Do wielu problemów, które należy w tej materii przezwyciężyć, należy dorzucić wobec tego jeszcze jedno trudne pytanie: Czy starczy czasu na powstrzymanie egzekucji?

Generalnie, jak podaliśmy wyżej, niemal 450 kilometrów tras kolejowych ma ostatecznie zostać rozebranych na obszarze Rzeczpospolitej. Największe spustoszenia szykują się w województwie dolnośląskim. Mirsk, Świeradów Zdrój, Miejska Górka, Góra Śląska, Karpacz, Mysłakowice, Kowary i Gniew to tylko niektóre z ośrodków w których kolej pozostanie już tylko nostalgicznym wspomnieniem i, być może ciekawym, elementem lekcji historii.

PKP PLK S.A. twierdzi co prawda, że postępowanie likwidacyjne nie musi oznaczać ostatecznej likwidacji. Tłumacząc na nasz ojczysty. Gdyby np. lokalny samorząd znalazł chętnych do zainwestowania i zagospodarowania skazanej na niebyt linii kolejowej, wtedy procedura zostanie wstrzymana. Pytanie jednak brzmi: Jak nakłonić do inwestowania czy stworzenia biznesplanu lub objęcia opieką, czegoś, na czym ciąży wyrok śmierci. Dlaczego nie dano vacatio legis na czas np. 5 lat dla realizacji tych założeń? To wystarczający okres, dla samorządów i stowarzyszeń na terenie których problem występuje, do znalezienia skutecznego rozwiązania bądź przyjęcia do świadomości, że linia zostanie rozebrana.

Nic dziwnego, że zaczęły się już pierwsze protesty organizacji i stowarzyszeń zajmujących się promowaniem transportu kolejowego, np. w stanowisku Fundacji ProKolej podkreślono, że nawet niewykorzystywana obecnie linia kolejowa, czy wręcz pas terenu przez nią zajęty, to unikalna rezerwa pod przyszłe inwestycje infrastrukturalne. I ignorowanie tego potencjału dla przyszłej mobilności społecznej i efektywności gospodarczej przyległych terenów jest nieodpowiedzialne.

I dalej: – Odcięcie od linii kolejowych miejscowości uzdrowiskowych, takich jak Karpacz czy Świeradów Zdrój albo położonego nad Zalewem Wiślanym kopernikowskiego Fromborka jest sprzeczne z wizją rozwoju tych terenów. Rynek pracy i gospodarka zależą tu bowiem ściśle od dostępności i liczby odwiedzających. Co więcej, eliminacja kolei w każdej miejscowości odbiera jej cząstkę potencjału rozwojowego, a uzależnienie wyłącznie od samochodu jest sprzeczne z podstawowymi założeniami polityki transportowej Unii Europejskiej. Dlatego plan należy wstrzymać.

Fot. ProKolej
Fot. ProKolej

One comment

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *