Bilety pokonały samochody

Główny dworzec kolejowy w Wiedniu
Główny dworzec kolejowy w Wiedniu

Jak donoszą austriackie media, po raz pierwszy w historii, w stolicy Austrii liczba posiadaczy rocznych biletów uprawniających do korzystania z transportu zbiorowego przekroczyła liczbę samochodów zarejestrowanych w mieście.


Roczny bilet na komunikację miejską w Wiedniu kosztuje 365 euro, co w przeliczeniu na liczbę dni w roku daje 1 euro kosztów dziennie. Uprawnia on do nieograniczonego korzystania ze wszystkich środków komunikacji, z wyjątkiem niektórych autobusów pospiesznych.

W 2016 roku bilet roczny wykupiło 700 tysięcy osób z liczby 1 800 000 wszystkich mieszkańców stolicy Austrii. W ciągu ostatniego roku liczba sprzedanych biletów tego rodzaju wzrosła o 7 procent. Z kolei, według stanu na koniec ubiegłego roku, w Wiedniu zarejestrowanych było 683 tysięcy samochodów osobowych. Dla porównania – osiem lat temu aut było dwa razy więcej niż sprzedanych biletów.

Ze statystyk przytaczanych przez gazetę „Der Standard” wynika, że obecnie wiedeńczycy pokonują za pomocą komunikacji zbiorowej 39 proc. swoich tras. 27 proc. przejeżdżają samochodami, drugie tyle pokonują pieszo, a 7 proc. przejeżdżają na rowerach.

Policzyliśmy te koszty nieco inaczej, pod kątem wykorzystania ich w naszym regionie. 365 euro, przy wysokim kursie tej waluty (4,5 złotego), to 1640 złotych. Dużo, ale jeśli podzieli się to nie przez ilość dni w roku, a miesięcy, to wyjdzie nam, że koszt jeżdżenia po Wiedniu wszystkim i czymkolwiek to 137 złotych miesięcznie. Gdyby w naszym regionie byłby zintegrowany system transportowy to jesteśmy przekonani, że w tych cenach chętnych na zamianę samochodu na transport zbiorowy byłoby wystarczająco wielu do próby zastosowania podobnej taryfy. Pamiętajmy o jeszcze jednym – podane wyżej ceny to koszt biletu pełnego. W naszych warunkach uczniowie, studenci i inne osoby uprawnione do zniżek zapłaciłyby tylko 68 złotych i 50 groszy za miesiąc.

Wyczekujemy więc z niecierpliwością dnia, gdy będzie można na jednym bilecie wsiąść do pociągu Kolei Śląskich, a potem podczas jednej wyprawy skorzystać z tramwaju czy autobusu KZK GOP bez konieczności biegania za miejscami sprzedaży kolejnych biletów. Jeśli w Wiedniu może to funkcjonować za 4,5 zł dziennie, to tym bardziej w dobie tak rozwiniętej elektroniki i systemów informatycznych, może sprawdzić się u nas.

2 komentarze

  1. To się nie uda z mentalnością prezesa Urbańczyka czy prezydenta Frankiewicza, którzy uważają komunikację publiczną za zło konieczne… Tu potrzeba zmiany osób – potrzeba ludzi odważnych z otwartym umysłem!

  2. Informacja budująca, szkoda, że z naszego kraju. Zgadzam się z poprzednikiem, że u nas rządzący deklarują, ale w praktyka nie potwierdza, żeby transport zbiorowy tak bardzo popierany. Jednym z elementów transportu zbiorowego są drożne ciągi piesze, tak żeby pasażer docierał do przystanków bez większych przeszkód. W naszej rzeczywistości pieszy ma pod górkę, ponieważ chodniki są często zajmowane przez parkujące samochody, Dla pieszego zostaję często wąski przesmyk. Najgorsze jest to, że policja albo straż miejska przymykają na to oko, bo kierowca powie, że nie ma gdzie zaparkować a miejsca do parkowania brak. Dochodzi do paradoksu, że ludzie często wolą jechać samochodem, żeby nie czuć się obywatelem drugiej kategorii nie tylko na przejściach przez ulicę, ale również na wąskich chodnikach w hałasie i smrodzie spalin a w czasie deszczu dodatkowo w bryzgach wody spod kół samochodów. U nas tego problemu się nie widzi. Doświadczam tego w swoim mieście Bielsku-Białej, gdzie jest sporo takich miejsc. Znam przypadek, że przy remoncie chodnika, o szer. 1,5 m na którym prawie w osi stały słupy latarni nie przesunięto ich bo koszt byłby zbyt wysoki. A chodnik jest tylko po jednej stronie ulicy. Podsumowując świadomościowo daleko nam jeszcze do tak niedalekiej Austrii.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *