Ta niedziela to nie kiedyś tam

Na razie do Bogumina pociągiem tylko z Raciborza
Na razie do Bogumina pociągiem tylko z Raciborza

Wczorajsze oświadczenie PKP PLK S.A., przy którego publikacji przyjemności nie mieliśmy żadnej, sprawiły, że pojutrze zamiast planowanej promocji kolei będzie po raz kolejny w naszym regionie wstyd. Wstyd przed pasażerami. Niestety, zamiast cieszyć się, że ED250 pojadą do Gliwic i Bielska-Białej premiera rozkładu jazdy będzie wspominana znów nie z racji tych pociągów, które pojadą (i świetnie), tylko tych które, choć miały, nie pojadą. Podobnie jak trzy lata temu, z tą jedynie różnicą, że wtedy samobójczego gola strzeliły sobie Koleje Śląskie, teraz pod sztandarami PKP PLK S.A. skuteczne zaniechanie na kolejowej infrastrukturze, dokładniej na linii 158 z Rybnika do Chałupek, wykonali spece z hiszpańskiej firmy budowlanej.


Znamy wielu ludzi z PKP PLK, którzy kochają kolej i kochają to, co robią. To zresztą oni poinformowali nas, że w niedzielę na torach pomiędzy Wodzisławiem Śląskim a Chałupkami dalej będzie hulał wiatr zamiast tak długo oczekiwanych pociągów. Zrobili to niemal ze łzami w oczach, mając świadomość, że konsekwencje takiego rozwiązania tak naprawdę poniosą osoby, które z ich firmą wspólnego mają niewiele. Szkoda, że tej świadomości nie mieli ci, którzy za tym projektem stali, realizowali i nadzorowali go. Nie nam oceniać, czy w środowisku zarządcy infrastruktury podjęte zostaną jakiekolwiek decyzje personalne za wpadkę numer 158. Ponadto, pieniądze, które mają zostać wydane za robotę (bo na razie nie ma za co) miały pochodzić z Unii Europejskiej, a koniec roku się zbliża i jak ten pasztet rozliczyć. Wracając jednak na nasze śląskie podwórko, lista tych, którzy na tym ucierpią jest długa i na jej szczycie akurat na pewno nie jest PKP PLK S.A.

Wprowadzenie nowego rozkładu jazdy jest zawsze pretekstem do wprowadzenia nowych rozwiązań, szczególnie w ruchu pasażerskim. Są kamery, jest medialny szum. Przypomnijmy sobie, jak wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne rok temu pokazywały niemal każdą sekundę pierwszych kursów Pendolino. W niedzielę też tak miało być. Koleje Śląskie miały spijać krem ze śmietanki pod tytułem – jedziemy POCIĄGIEM do Czech. Miał być koniec trwającej kilka ostatnich tygodni pracy nad taryfą (bez względu na wszystko, dzisiaj po południu przedstawimy wszystkie jej założenia) i wszystkich innych działań. Zarząd KŚ wraz z Marcinem Watrasem i Michałem Wawrzaszkiem włożyli wiele energii i przysłowiowego serducha w to, by na najbliższą niedzielę ze strony organizacyjnej było wszystko gotowe. I było. Żal nam jest również nas, ponieważ także dołożyliśmy swoją małą cegiełkę do tego projektu. Dziesiątki telefonów, maili, żeby wszystko było jak należy. I tak jak wszyscy, czekaliśmy na ten dzień, by na dworcu w Chałupkach wspomóc projekt odpowiednio przygotowaną kampanią, która miała zwieńczyć dzieło. Niestety, to dziecko tak naprawdę przyjdzie na świat nie pojutrze, a kiedyś tam…

No właśnie, kiedyś tam… Dzisiaj nie ma już znaczenia, czy pociągi pojadą z Chałupek do Wodzisławia 18 stycznia, 20 czy 30 lutego. Kiedyś te pociągi tam pojadą, ale to już będzie bez znaczenia czy będzie to w środę czy w piątek. Mleko rozleje się już pojutrze. Owszem, zgodnie z rozkładem będą obsługiwane dwa połączenia relacji Bogumin – Racibórz, ale przy całym szacunku do raciborzan, realizacja dwóch z czterech połączeń nigdy w tym przypadku nie będzie stanowić połowy. Cała idea i działania marketingowe były podjęte, by wciągnąć do gry mieszkańców GOP czy Rybnika. Opcja dojazdu pociągiem do Wodzisławia Śląskiego, przesiadka na autobus i dojazd do Czech rujnuje cały plan, który tak naprawdę wejdzie w życie, ale jego realizacja tak naprawdę póki co, będzie przeczyć jego założeniom. Bo najważniejszy w tym całym planie miał być pasażer. Zamiast atrakcji, w niedzielę na peronach w Wodzisławiu czy innych miejscowościach na linii 158 będzie słychać mnóstwo zapożyczeń z łaciny wypowiadanych podniesionym głosem, bo nie przyjechał pociąg tylko autobus. Ich autorami będą pasażerowie, których miano przyciągnąć do kolei wyremontowanym szlakiem. Zamiast tego znów będą nerwy, krzyki i nie wiadomo co jeszcze. I trzeba będzie tym ludziom przyznać rację.

Na szczęście Kolejom Śląskim i wszystkim zaangażowanym w ten projekt pozostało małe wyjście awaryjne. Paradoksalnie, znajduje się ono w pomijanym przez kolejowe bractwo Cieszynie. Na mocy porozumienia z Českymi Drahami nasz regionalny przewoźnik partycypuje także w uruchomieniu kolejowych połączeń Cieszyn – Frydek-Mistek. Obsługiwać je będą pociągi CD, ale zasługa KŚ w ich uruchomienie jest taka sama jak tych, które nie pojadą linią 158. No, ale dla wszystkich w niedzielę o 8.20 na dworzec przy ul. Hajduka przyjadą Czesi. My postaramy się zwrócić uwagę tych, którzy zdecydują się na kolej w Cieszynie, że będą mogli wyjechać za granicę również dzięki KŚ. Bo co nam zostało.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *