Autobus to nie polopiryna

Dwa składy EN 57 jako pociąg Tychy - Tychy Lodowisko. Liczba pasażerów nie przekroczyła 10
Dwa składy EN 57 jako pociąg Tychy – Tychy Lodowisko. Liczba pasażerów nie przekroczyła dziesięciu

Jeszcze do 7 lipca trwał będzie pasażerski koszmar, który rozgrywa się pomiędzy Katowicami i Tychami. Właśnie tu można się przekonać, jak fatalna jest próba zastąpienia pociągów autobusami, jeśli nie jest to absolutnie konieczne.


Tak się złożyło, że od dwóch tygodni na linii 139 Katowice – Zwardoń trwają dwa bardzo duże remonty, i to aż na dwóch odcinkach jednocześnie. Pierwszy, między Kobiórem a Pszczyną, drugi między Mąkołowcem a stacją Katowice Ligota. Szczególnie te drugie prace dotyczą odcinka newralgicznego dla jakości komunikacji Katowic z południową częścią regionu. Utrudnienia są poważne, ale w trakcie obu remontów przez cały czas zachowana zostaje drożność przynajmniej jednej nitki i opóźnienia z racji przygotowanego na tę sytuację rozkładu jazdy nie przekraczają kilkunastu minut. Pamiętajmy ponadto, że z tej linii oprócz KŚ korzystają także PKP Intercity i cała gama firm towarowych i przepuszczenie wszystkich kursów wymaga wykonania ciężkiej pracy i sprawności. Jednak dopóki akcja rozgrywa się wyłącznie między przewoźnikami kolejowymi a zarządcą infrastruktury, to, jak to się trywialnie określa, sytuacja jest „do ogarnięcia”.

Ktoś jednak postanowił skomplikowaną sytuację zagmatwać jeszcze bardziej i wymyślił, że ratunkiem na kolejowe korki będą… autobusy, które pomogą przy transporcie podróżnych. Stworzono takie linie-kwiaty jak Tychy Lodowisko – Katowice Dworzec PKP bez ani jednego przystanku pośredniego, czy Katowice – Tychy w godzinach największego ruchu na drogach. I zaczął się bałagan. Od razu informujemy, że ten plan nie powstał w biurach Kolei Śląskich, lecz w gabinetach ciała znacznie wyższego szczebla, tego decydującego o funkcjonowaniu całej komunikacji w naszym województwie. Koleje Śląskie, jak wiadomo otrzymują dotację na swoje funkcjonowanie i sytuacja wyglądała mniej więcej tak, że na Wita Stwosza w Katowicach, gdzie jest siedziba śląskiego przewoźnika dotarła informacja, że na czas remontu linii 139 istnieje konieczność stworzenia alternatywy dla niedrożnych pociągów w postaci szybkich i sprawnych autobusów. Nie będzie autobusów, nie ma dotacji. I tak stworzono dziwoląga, który się w ogóle nie sprawdza. Cięgi zbierają jednak kolejarze, bo to oni są na pierwszej linii strzału ze strony tych, o których tutaj w ogóle nie pomyślano, czyli podróżnych. A przecież wystarczyło skrócić relacje pociągów z Bielska–Białej, Żywca czy Wisły Głębce do Tychów, a linię S4 (Sosnowiec/Katowice – Tychy Lodowisko) dokapitalizować w postaci rozszerzenia pojemności taboru i stworzyć rozkład dostosowany do pociągów obsługujących południe i ani jeden autobus nie byłby potrzebny do rozwiązania problemu.

Przykład? We wtorek, 23 czerwca pociąg relacji Tychy – Wisła Głębce wyjechał ze stacji początkowej z 55-minutowym opóźnieniem, a powinien o 16.32. Z Katowic autobus miał zabrać pasażerów o 15.40, lecz już na przystanku początkowym odnotowano kilkunastominutowe spóźnienie. Konieczność odwiedzenia wszystkich stacji pośrednich w godzinach szczytu na śląskich drogach sprawiła, że do dworca w Tychach autobus dotarł o 17.20. Tymczasem część podróżnych chcących dotrzeć w Beskidy, wsiadła do pociągu przyspieszonego z Katowic do Bielska-Białej, odjeżdżającego ze stolicy województwa o 15.52 i kwadrans po szesnastej zameldowała się w Tychach, nie wiedząc, że po przesiadce w pustym składzie spędzą następną godzinę zanim ruszą dalej. Wczoraj (piątek, 26 czerwca) wyjazd z tych samych powodów opóźnił się o niespełna 40 minut, a na pokładzie pociągu doliczono się nie więcej niż 30 pasażerów. Poprzedni pociąg do Wisły wyjechał z Katowic dwie godziny prędzej, a znalezienie a nim wolnego miejsca graniczyło z cudem. Tutaj jednak nie było konieczności skorzystania z autobusu.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *