Miasto mostami podzielone

Polski i Czeski Cieszyn. Tak blisko, a dla komunikacji miejskiej tak daleko...
Polski i Czeski Cieszyn. Tak blisko, a dla komunikacji miejskiej tak daleko…

Polski i czeski Cieszyn liczą razem ponad 60 tysięcy mieszkańców, oba miasta łączą trzy mosty drogowe, a mimo to nie ma ani jednej miejskiej linii autobusowej, która łączyłaby polską i czeską część. I nic się nie zmieni najprawdopodobniej do 2017 roku.


Z jednej strony Zakład Gospodarki Komunalnej, z drugiej DB Veolia. W Cieszynie przewoźnik obsługuje 8 linii i radzie sobie z tym całkiem przyzwoicie. Szczególnie połączenia do sąsiednich miejscowości  jak Pogwizdów czy Hażlach cieszą się sporą frekwencją. W Czechach takich linii jest 5. Przewoźnik ma jednak podpisaną umową na realizację połączeń z sąsiednimi miastami, takimi jak choćby Trzyniec czy Nawsie, stąd większa możliwość korzystania z biletów strefowych czy czasowych. Ponadto DB Veolia należy do ODIS (Ostrawski System Zorganizowanego Transportu) i stąd możliwość korzystania z ciekawych ofert, pozwalających tanio i szybko poruszać się po niemal całym województwie morawsko-śląskim.

Plan założony przez samorządowców zakładał, że będzie sprawiedliwie. Oba zakłady komunikacyjne uruchomią po jednej linii, która będzie zaczynała się w jednym kraju np. po polskiej stronie, ale część jej trasy przebiegać będzie przez terytorium sąsiada. Rejonami o największym zainteresowaniu były z polskiej strony były okolice czeskiego dworca kolejowego, z którego korzysta olbrzymia rzesza naszych rodaków. Czeska wersja miała natomiast obsługiwać handlową część miasta w Polsce, gdzie przybyszów z tego kraju jest najwięcej, szczególnie w środy i soboty, gdy otwarty jest targ.

Miasto i tak w znacznej części dotuje przewozy, więc było wszystko jedno, czy autobus pojedzie ulicą Michejdy, czy pod dworzec kolejowy w czeskim Cieszynie i wróci do Polski – mów nam jedna z osób, która brała udział w przygotowaniach do wdrożeń tego planu.

Do realizacji tych zamierzeń jednak nie doszło. Cały problem ma jednak miejsce nie w Cieszynie, a w Warszawie. A dokładniej w myśl funkcjonujących jeszcze przepisów. Na chłopski rozum – polski przewoźnik chcący przejechać choćby kilometr po stronie czeskiej musi wnieść opłatę koncesyjną, za obsługę ruchu międzynarodowego, wynoszącą aktualnie kilka tysięcy złotych. Do tego podczas wykonywania kursu przez teren innego państwa, w rozkładzie jazdy należałoby doliczyć czas na przeprowadzenie kontroli granicznej. Zrozumiałe jest funkcjonowanie takiego przepisu, z racji faktu, że nasza wschodnia granicą jest początkiem i zarazem końcem całej UE, ale nie ułatwiono życia mieszkańcom tych rejonów przygranicznych, gdzie granica, oprócz map, praktycznie przestała istnieć. Chociaż w Świnoujściu funkcjonuje jedna linia autobusowa łącząca to miasto z Ahlbeck po niemieckiej stronie. Organizuje ją, co oczywiste w takiej sytuacji, przewoźnik z drugiej strony granicy.

Próbą unormowania sytuacji jest ustawa z 2010 roku o publicznym transporcie zbiorowym, ale choć obowiązuje, to część rozwiązań jest wprowadzona w życie stopniowo. Ostatnie przepisy mają wejść w życie dopiero za dwa lata. I choć mowa o lokalnym ruchu transgranicznym jest już w artykule 1 tego dokumentu, to realizacja tych założeń przeciągnie się na najbliższe lata. Dokładnie do roku 2017, bo tak postanowione jest w przepisach wykonawczych Komisji Europejskiej, uchwalonych w 2011 roku. Właśnie na bazie tych dwóch dokumentów mają opierać się zasady komunikacji autobusowej w naszym kraju. Dlatego, mimo najszczerszych chęci miejskich przewoźników z obu stron Olzy na żadnym z mostów nie pojawiają się pojazdy komunikacji miejskiej. Przynajmniej przez najbliższe dwa lata…

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *