„Hybrydowe” Sudety

  • Dzisiaj PKP Intercity prowadzi eksperyment pod tytułem „Jak wskrzesić pociąg TLK Sudety do pełni życia na całej trasie z Krakowa do Jeleniej Góry i z powrotem?”

Eksperyment jest wynikiem sporego problemu, jaki ma PKP Intercity z uruchomionym w grudniu ubiegłego roku codziennym połączeniem Kraków – Jelenia Góra – Kraków, ochrzczonym jako TLK Sudety. Połączeniem jakże potrzebnym. Spełniającym znamiona likwidacji głoszonego wszem i wobec „wykluczenia komunikacyjnego” niektórych części naszego kraju. W przypadku TLK Sudety chodziło o dopuszczenie do sieci połączeń dalekobieżnych mieszkańców takich miejscowości jak Prudnik, Nysa czy Świdnica, zgrupowanych nad tzw. Podsudecką czyli fragmentem linii kolejowej nr 137 przebiegającej m.in. właśnie przez te ośrodki. Dodajmy, cel nad wyraz słuszny i konieczny….

Zamysł był taki, że na całej trasie od Krakowa do Jeleniej Góry pociąg będą ciągnęły przygotowane specjalnie na jego potrzeby czeskie lokomotywy spalinowe serii 754, zwane potocznie „nurkami”. Jednak okazało się, że nurki, trywializując, nie dawały rady i gremialnie defektowały. Dlaczego? Nie nam to osądzać. Skutkowało to tym, że na odcinku Kędzierzyn-Koźle – Jelenia Góra gdzie nie ma sieci (dokładnie do Jaworzyny Śląskiej) coraz częściej pojawiała się Zastępcza Komunikacja Autobusowa. A na odcinku Kraków – Kędzierzyn-Koźle – Kraków, gdzie jest to fizycznie możliwe, wagony ciągnięte były przez lokomotywę elektryczną. To oprócz oczywistych niedogodności dla podróżnych związanych z przesiadkami, powodowało duże opóźnienia kursów. Choć stan Podsudeckiej, gdzieniegdzie nie jest najlepszy, to autobus nie był w stanie wyrobić rozkładowych czasów. Wątek irytacji pasażerów w ogóle pomijamy. Doszło do tego, że przez ostatnie dwa tygodnie TLK Sudety ani razu nie pojechały do Jeleniej Góry bez ZKA. Problem, dlaczego nie udało się w tym czasie doprowadzić do sprawności żadnej czeskiej spalinówki pozostawiamy bez odpowiedzi. Optymizm i poparcie dla nowego połączenia wśród społeczności lokalnych minęły szybko. Marka TLK Sudety zaczęła gwałtownie pikować. I coś z tym fantem przewoźnik musiał począć…

Dlatego dzisiaj podjęto próbę innego rozwiązania. Z Krakowa wyjechał duet lokomotyw. Elektryczna (EU07-092) i spalinowa (SM42-3003). Po przyjeździe do Katowic elektrowóz został odpięty a manewrowa stonka, z dwoma wagonami na haku, została wysłana już samodzielnie, bez „ochrony”, do Jeleniej Góry. Założenia są takie, że wieczorem, w drodze powrotnej, w Katowicach, elektrowóz odbierze stonkę i zaprowadzi skład do Krakowa. Trzeba mieć świadomość, że ta lokomotywa nie ma takich osiągów i możliwości jak „nurek” i należy spodziewać się opóźnień bo rozkład jazdy na odcinku Kędzierzyn-Koźle – Jelenie Góra jest napięty nawet dla czeskich spalinówek. Tym bardziej trudniej będzie więc wykonać rozkładowe normy manewrówce serii SM42. Ale najważniejsze jest to, że pociąg ma pokonać cała trasę na torach co pozwoli uniknąć meczących przesiadek i podróżowania po opolskich i dolnośląskich drogach.

Dzisiaj trudno oceniać czy to „hybrydowe” rozwiązanie przyniesie spodziewane efekty i zostanie wprowadzone na stałe. TLK Sudety są bowiem połączeniem potrzebnym tak samo dla ludzi z Krakowa czy naszej metropolii ale przede wszystkim, dla mieszkańców miejscowości położonych nad linią Podsudecką, którzy po wielu latach otrzymali ponownie możliwość korzystania z dalekobieżnych połączeń kolejowych. I byłoby niefajnie gdyby je stracili tylko dlatego, że nie udało się znaleźć odpowiednich lokomotyw, które by je obsłużyły…

3 komentarze

  1. PKP to jednak stan umysłu.
    Ten cały PKPowski beton nadaje się jedynie do natychmiastowego zwolnienia.

  2. No tak-sa odcinki od Kedzierzyna Kozla do Nysy z predkoscia szlakowa 20-30km/h, Co z przebudodwa LK 137, 7 milionow zlotych polknela dokumentacja studium wykonalnosci I nagle zabraklo finansow przeznaczonych na ta inwestycje, mialo byc sukcesywnie ,ale dwutorowo I pod drutem!?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *