Dworce nie dla drobnych

  • Kilka dni temu właściciele lokalu „Szklarka bistro”, znajdującego się na dworcu kolejowym w Szklarskiej Porębie Górnej poinformowali, że przedstawiciele PKP wypowiedzieli im umowę na prowadzenie działalności w odnowionym obiekcie. Zrobiło się z tego zamieszanie i wczoraj okazało się, że PKP warunkowo zezwoliło na dalszą działalność lokalu do czasu ogłoszenia przetargu na jego wynajem. Szczęśliwy koniec? Być może. Ale to jeden z przykładów pokazujących jak drobni przedsiębiorcy są traktowani przez kolejową korporację.

Lokal od lat prosperował na dworcu Szklarska Poręba Górna. Od kilkunastu miesięcy trwała modernizacja tamtejszego dworca i na jej czas „Szklarka bistro” wyprowadziła się obok odnawianego budynku do namiotu, w którym funkcjonowała dalej. Modernizacja dobiegła końca i właściciele lokalu dowiedzieli się, że nie mają powrotu do budynku. W ostatnich zrobiła się z tego faktu burza medialna w obronie lokalu i jego załogi i „gospodarz” obiektu stwierdził jednak, że lokal może funkcjonować dalej na dworcu. Do czasu ogłoszenia przetargu na jego prowadzenie. Co to oznacza dla „Szklarki bistro”? Trudno dzisiaj wyrokować. Ale na razie ludzie ze baru nie kryją zadowolenia z tak zaskakującego obrotu sprawy.

Spotkanie takich lokali jak „Szklarka bistro” jest na polskich dworcach już bardzo trudne. Szczególnie tych nowych czy po gruntownych modernizacjach. Jak w galeriach handlowych. Te same sklepy, te same usługi i te same podmioty serwujące gastronomię. Modne i światowe.

Ale… Wystarczy w dowolnym mieście wyjść z dworca i zawsze znajdziemy jakiś dobry punkt, prowadzony przez drobnych przedsiębiorców, gdzie się najemy za przyzwoitą cenę. Gdzie ziemniaki będą ziemniakami a kotlet kotletem. Kilka przykładów. Piła. Zaraz po wyjściu z tunelu dworcowego w kierunku miasta znajduje się punkt w którym bardzo smacznie i tanio można zjeść. Przemyśl. Piękny dworzec, jednak z gastronomią jak gdzie indziej. Wystarczy jednak opuścić budynek i na parterze pierwszej kamienicy po drugiej stronie ulicy, trafiliśmy do świetnego baru, gdzie sympatyczne panie z obsługi chociaż była to niedziela i grubo po godzinie 20 przygotowały nam smaczny posiłek, którego cena nie przekroczyła 20 złotych. Podobnie w Białymstoku. W promieniu 200 metrów od dworca trzy lokale, gdzie serwują przyzwoite jedzenie. I, co ważne, dobrą atmosferę. Jedno, co je łączy, że znajdują się najczęściej na terenach gminnych, a podatki z prowadzenia działalności wpływają do miejskiej czy gminnej kasy.

Żeby nie było… U nas. Chorzów Batory. Jeśli komuś nie urąga status baru mlecznego to 50 metrów od wejścia na dworzec zje bardzo przyzwoity posiłek w zacnej cenie. Centrum Katowic?. Nie ma sprawy. Czy na ulicy Stawowej czy w po drugiej stronie dworca za placem Andrzeja czekają na nas dwa lokale, w których zaspokoimy głód. I Żywiec. Gdzie 30 – 40 metrów od wejścia na dworzec znajduje się punkt z legendarnymi pieczonymi ziemniakami. Co ciekawe. O jego istnieniu dowiedzieliśmy się od ludzi pracujących na… kolei. A jednak w holu dworca tego punktu raczej nie zobaczymy nigdy. Jest za to bodajże fryzjer i biuro podróży. Oczywiście, to przykłady z czasów sprzed pandemii ale pozostaje mieć nadzieję, że tyle skromne acz przyjazne gościom o każdej porze lokale przetrwają aktualne zawirowania.

Podróżny, nie znający takich możliwości bezwiednie skorzysta tylko z tego co spotka na dworcu. A tam tylko sieciówki i słynne na cały świat fabryki kanapek. Polskie dworce kolejowe już od dawna nie są miejscami promocji naszej twórczości kulinarnej. Ale nieważne – fason trzeba trzymać. Łódź Fabryczna. Puste lokale niemal na całym dworcu ale zarządca obiektu nie wpadł na pomysł by ceny najmu obniżyć. Ale to nie jest takie proste. Bo nawet gdybyśmy się zdecydowali na próbę coś zaoferować na dworcu to kolejną przeszkodą jest system rozliczeń np. za prąd. Ale o tym przy innej okazji.

Zarządcy obiektów dworcowych, którymi w znakomitej większości przypadków są oddziały nieruchomości spółki PKP SA z jednej strony na pewno chcą wynająć lokale na jak najkorzystniejszych warunkach. Być może pracownicy nie są władni negocjować cen, a potencjalny kandydat do prowadzenia kiosku z kanapkami lub kawą niekoniecznie potrafi lub czuje się na siłach mierzyć z warszawską centralą. Z drugiej strony –  zarządcy zawarli w tak zwanej opłacie dworcowej, którą przewoźnicy pasażerscy są zobowiązani płacić w ostatnich latach od każdego zatrzymania na danym przystanku klauzule podnoszące „wartość” danego dworca, jeśli posiada on toalety, poczekalnie, sklepy czy lokale gastronomiczne. Więc chyba warto, z punktu widzenia zarządcy, wynająć lokal za niższą kwotę czynszu, za to szybciej, aby polepszyć wskaźnik wartości danego przystanku. Skorzystają i głodni pasażerowie, i chętni przedsiębiorcy, i właściciel. Jednak niektóre lokale stoją latami puste czekając na „deal stulecia”. A na większych dworcach – wynajmowane są filiom (na dodatek: franczyzowym) międzynarodowych sieci. Które zwykle swoje centrale mają także w stolicy, gdzie key account managerowie i prawnicy są do pełnej dyspozycji w kontaktowaniu się z centralą zarządcy…. I w ten sposób „betonują się” pustostany, albo wzmacniają się monokultury „mac świata”.

Fot. https://www.facebook.com/szklarkabistro, Silesia Info Transport

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *