Gdy nurek nie wypłynie…

  • TLK Sudety jadą dzisiaj normalnie… – taką informację przeczytaliśmy dzisiaj późnym rankiem na jednym z dolnośląskich portali. Ucieszyła nas. Bo wczoraj, całkiem niedawno otwarte połączenie Krakowa i naszego regionu z linią Podsudecką i Jelenią Górą, nie jechało normalnie. Znaczna część trasy, dokładnie od Kędzierzyna-Koźla do Jeleniej Góry, obsłużyła Zastępcza Komunikacja Autobusowa.

Powodem takiej sytuacji była fakt, że żadna z dwóch lokomotyw spalinowych przewidzianych do obsługi tej trasy nie była sprawna i przewoźnik zdecydował się na rozwiązanie następujące. Po torach TLK Sudety z Krakowa przez Katowice i Gliwice dotarły do Kędzierzyna-Koźla. Bo tylko dotąd można jechać pod drutem. A w przypadku – jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, to zdecydowano się na najbardziej logiczne rozwiązanie. Dokąd było to możliwe, wagony pociągnął elektrowóz. Dalej już się nie dało, nastąpiła więc konieczność przesiadki do autobusu by kontynuować podróż dalej, w kierunku Nysy, Paczkowa i Otmuchowa aż do stacji końcowej czyli Jeleniej Góry. Podobnie w odwrotnym kierunku. Choć prędkości na Podsudeckiej nie są oszałamiające, to autobus nie miał prawa „obrobić” trasy Kędzierzyn-Koźle – Jelenia Góra – Kędzierzyn-Koźle zgodnie z kolejowym rozkładem. Efekt? TLK Sudety wróciły wczoraj do Krakowa z opóźnieniem wynoszącym 82 minuty. O „wygodach” wynikających z konieczności przesiadek i podróży autobusem nawet nie wspominamy.

Dalecy jesteśmy od rzucania oskarżeń pod adresem przewoźnika. Bo to też nie do końca jego wina. Bo ten, by uruchomić takie połączenie jak TLK Sudety zmuszony był „sprowadzić” z Czech kolejne dwie spalinowe lokomotywy serii 754, funkcjonujące w środowisku miłośników kolei jako „nurek”. To sprawdzone w bojach pojazdy ale, że wiekowe, to mają prawo się zepsuć. Nie będziemy wnikać w powody niesprawności jednej z nich. Bo to dość techniczna terminologia ale kolejna nie mogła wczoraj wyjechać na tory z powodu wybitej jednej z szyb. To wystarczyło, by ją uziemić. Bo generalnie, naszym zdaniem, problem leży dzisiaj gdzieś zupełnie indziej.

Po naszych torach jeszcze jeżdżą takie lokomotywy jak SU46 i SP/SU45. Tych pierwszych swego czasu wyprodukowano ponad 50, tych drugich grubo ponad 250. To bardzo przykre jak się dzisiaj patrzy na to, co z tego taboru zostało. Stoją teraz po różnych krzakach, w dziwnych, ustronnych miejscach. Opuszczone, dogorywające. Wielu z nich już nie ma. A czy one były gorsze od czeskich „nurków” i innych spalinówek? Na pewno nie. Podjęte ileś lat temu decyzje o stopniowym uśmiercaniu tego typu sprzętu sprawiły, że nawet taki przewoźnik jak PKP Intercity, musi posiłkować się taborem zza granicy, bo w naszym kraju już takiego nie znajdzie. Nie piszemy tu celowo o lokomotywach Gama, bo nie czas teraz na wbijanie kija w to mrowisko. Jakoś napędzane prądem siódemki czy dziewiątki, też w końcu z tamtych czasów, do dzisiaj stanowią znaczną część taboru, nie tylko PKP Intercity. Tylko tu mówimy o „przekleństwie” linii niezelektryfikowanych, a może bardziej o tym, że którego dnia i one zaczną wracać do łask. Czego decyzyjni kilkanaście lat temu nie przewidzieli. Gdyby przewidzieli, to uruchomienie TLK Sudety nie byłoby tak skomplikowaną operacją, bo przewoźnik miałby dzisiaj do dyspozycji znacznie więcej spalinowych lokomotyw, pozwalających na posiadania jakiejkolwiek rezerwy na wypadek tego, co przytrafiło się w ostatnich dniach czeskim spalinówkom. Kto wie, może wróciłby format z ubiegłego wieku, gdy pociągi wjeżdżające na Podsudecką od strony Krakowa i Katowic, zmieniały lokomotywę z elektrycznej na spalinową w Kędzierzynie-Koźlu.

I jeszcze jedna rzecz. Istotna. Połączenie jest dla przewoźnika również towarem. To jak towar najpierw zostanie zareklamowany, a potem jakie zbiera recenzje, wpływa na jego popyt. Debiut TLK Sudety wypadł świetnie. Nam też. Liczba czytelników naszego portalu osiągnęła poziom nam nieznany. Niebotyczny. A przecież oprócz nas, liczne profile miłośników kolei i nie tylko, również przekazywały informacje o kursie z 22 grudnia. I tak z każdym dniem coraz szersze grono wiedziało, że jest taki pociąg, Zresztą z obserwacji dokonanych przez środowisko, połączenie cieszy się coraz większym wzięciem.

Pewno byli i tacy, którzy na wskutek tych opinii postanowili z racji potrzeb życiowych skorzystać z tego połączenia dnia trzeciego Roku Pańskiego 2021. I dostali taki pasztet w postaci komunikacji wiązanej. Wielu pasażerów nie lubi przesiadek, tym bardziej wymuszonych. Dodatkowo, sytuacja miała miejsce w niedzielę, gdy było najwięcej chętnych na podróż. I tak w ciągu kilkudziesięciu godzin może nie wszystko, ale znaczna część tej opinii, runęła. Zasady są jednak bezwzględne. Nawet jak się coś trzydzieści razy zrobi dobrze to niewiele pozytywnego z tego wynika. Bo tak ma, według konsumenta, być. Ponadto, budowanie dobrej jakości to proces trwający miesiącami czy nawet latami. Wystarczy jednak jeden faul, jedno niepowodzenie, by zdewastować z mozołem budowany stopień zadowolenia odbiorcy. Pozostaje mieć nadzieję, że jednak TLK Sudety się obronią i dalej będą wozić pasażerów już bez takich incydentów jak wczoraj…

Fot. Tymoteusz Muszala

One comment

  1. To bylo pewne ze TLK nie ma podstawowej ilosci lokomotyw dla „Sudetow I Kormorana” Czy wiadomo jak sie ma Studium Wykonalnosci lini 137? Mialo byc pod drutem i z drugim torem , tam gdzie go teraz nie ma, co na to PKP PLK!?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *