Osobowa restauracja

Wyobraźcie sobie, ze niespełna 40 lat temu kursował w naszym kraju taki pociąg osobowy, w zestawieniu którego był… wagon restauracyjny. 


Pociąg osobowy nr 3611 relacji Kraków – Jelenia Góra odjeżdżał z Krakowa o godzinie 8.10. W Katowic o 10.08 by dotrzeć  do Jeleniej Góry o 18.28. Długo. Ale w takim Kędzierzynie Koźlu stał 20 minut. To zrozumiałe. Bo tam przepinano elektrowóz na loka spalinowego. Ale potem Nysa – 11 minut, Kamieniec Ząbkowicki – 12 minut. Stąd z Katowic do Jeleniej Gry uzbierało się osiem godzin z hakiem.

Z powrotem jechało się z Jeleniej Góry do Katowic nieco krócej (7,5 godziny), choć były takie miejsca jak Jaworzyna Śląska, gdzie pociąg miał dziesięciominutowy postój. Wszystko przebijał jednak Kędzierzyn Koźle z półgodzinną przerwą w ruchu. Połączeniu Jelenia Góra – Kraków nadano numer 6312 i podróż zaczynała się u podnóża Karkonoszy o 10.06 by zakończyć się pod Wawelem o 19.54. W stolicy województwa śląskiego, wtedy katowickiego, pociąg meldował się o 17.52.

Pamiętajmy jednak, że w mówimy o połączeniu, które funkcjonowało m.in. w rozkładzie jazdy 1982/83. Nie pamiętam jaki był standard dworcowej restauracji w Kędzierzynie Koźlu ale czasy były wtedy takie, ze szybkich przekąsek nie było i na każde zamówione danie (jeśli w ogóle było dostępne) trzeba było „swoje odczekać”. Półgodzinna przerwa w Kędzierzynie i tak więc nie stanowiła zachęty by spróbować co tamtejszy bar funduje.

Ale w przypadku pociągów nr 3611 i 6312 dość nietypowa odpowiedź na ewentualny głód znajdowała się w ich składzie. Pamiętam, że osobówki kursujące nad morze zaczynające w Katowicach czy wtedy w Mysłowicach miały w swoim zestawieniu wagon barowy. Ale restauracyjny? Kosmos. 3611 i 6312 je miały. Gdy się o tym dowiedziałem postawiłem rodziców w sytuacji, w której rozwiązanie było tylko jedno. Nieważne jak, ale mają mnie tą relacją przewieźć. No i w końcu nadszedł ten dzień…

Nie chcę teraz polemizować sam ze sobą czy to była pierwsza restauracja w której byłem ale pamiętam, ze jak minęliśmy Nysę w drodze do Katowic i rodzice podjęli decyzję, że to już (dla mnie o 100 km za późno), to jakbym ruszył w jakąś mistyczną podróż. Przejście przez półtora wagonu, bo do restauracyjnego mieliśmy całkiem blisko. Weszliśmy, usiedliśmy przy stoliku z białym obrusem. Jakiś wazonik z kwiatkiem. Co ja tu robię? Szybkie spojrzenie przez okno. Jestem w pociągu i to się dzieje się naprawdę. Nie pytajcie co jadłem i piłem bo adrenaliny było we mnie tyle jak dobrych wiele lat później, sekundy przed skokiem na bungee. Pamiętam jedynie że w tym wagonie było naprawdę czysto,. Nie było niczego (choć w ówczesnych czasach w takich miejscach nie było to trudne) o co można byłoby się doczepić. Było to naprawdę energetyczne przeżycie młodego człowieka pasjonującego się koleją.

Potem, gdy korzystałem z restauracyjnych wagonów jako klient w pociągach ekspresowych nigdy nie było to już przeżycie na taką skalę. Bo przecież w ekspresach one są najnormalniejszą z normalnych rzeczy. Ale żeby w osobówce? Do dzisiaj mi to jakoś nie pasuje….

Zdjęcie: https://forum.malezeljeznice.net. (B. Jędrzejewski)

11 komentarzy

  1. Jako osobowy relacji Bielsko Biała – Gliwice, odjazd około godz. 9.00 jeździł ekskluzywny skład pulmanów i chyba też WR ciągnięty przez EP05 lub EP08. To był koniec lat 70-tych. Był chyba taki dziwny obieg – wieczorem Warszawa – Bielsko ekspres, rano osobowy Bielsko – Gliwice i popołudniu ekspres Gliwice – Warszawa 🙂

    1. Dzięki. To już w ogóle awangarda musiała być. Ale obiad o 9? W drodze z Bielska do Gliwic? Pozdrawiamy…

    2. Zgadza się był tak skład z EP05. On jeszcze na na początku lat 80-ych był. Zatrzymywał się wszędzie. Jechałem nim ze 2 razy z Goczałkowic Zdroju do Rudy Śląskiej.

  2. Oj tęsknimy za tą koleją za dawnych czasów. Za czasów jednego PKP i za tymi pociągami. A dzisiaj niedasizm i biurokracja. Lepiej trzymać 500 Prezesów, Dyrektorów, Naczelników i ich zastępców. Dawniej pociągi dalekobieżne zaczynały i kończyły bieg w Mysłowicach, a dzisiaj ludzie z Mysłowic jadą do Katowic, żeby tam wsiąść lub wysiąść z pociągu bo w Mysłowicach strach i dziadostwo. Dawniej były dworcowe restauracje, super Warsy, gdzie pojadłeś i wypiłeś, a dzisiaj piwa się nie można napić na dworcu, zjeść człowieku zapomnij bo dworzec zabity dechami. Jeszcze więcej spółek PKP, spółek córek i biurokracji w tym kraju i ustaw o alkoholiźmie i wychowaniu w trzeźwości. Ta kolej z lat 80tych nigdy nie wróci.

    1. Nie, nie tęsknię za koleją lat 80-tych. Pociagiem tym jechałem w kolo 1985 roku, jak jeździł przez Oświęcim, Czechowice, Pszczynę, Żory. Restauracji ch6ba juz nie bylo. Stare wagony ze skajowymi siedzeniami i wlekacy sie w nieskończoność pociag. Wąsaci kolejarze rządzący w wagonach, smierdzace ubikacje. Nie tęsknię, absolutnie.

  3. Ten Kraków-Jelenia to na parowozie wtedy nie na dieslu jechał. Postoje wydłużone bo wode dobierali.

    1. Szlaufem z pilchowic tą wodę dobierali? Kolej konna JG – lwówek też ma wydłużone postoje w pilchowicach, ale akurat na pojenie koni i to ma uzasadnienie.

  4. Standartowo w Warsie, piwo Zywiec z para krakowiakow, na rynku niedostepne, jedynie w Pewexie za bony lub zachodnia walute,to byly czasy !!

  5. Na podsudeckiej magistrali sa duze odcinki 20-30/h to sie przeciagnie czas przejazdu, najgorsza sytuacja Kedzierzyn Kozle-Kamieniec Zabkowicki

  6. Ten tabor ma jednak dusze, retro sklady wykruszaja sie co roku. WARS WITA WAS WARS WITA WAS!!

  7. Uprzejmie przypominam redaktorowi, że poprawienie piszemy Kędzierzyn-Koźle – może w zapiskach można pisać niechlujnie, ale w artykule, to jednak wypadałoby trzymać jakiś poziom…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *