Agusza na Karelii (cz.II)

Ponieważ spodobało się w ubiegłym tygodniu więc dzisiaj część druga. O podróży, O sposobach podróżowania. Może nawet mniej o kolei. Ale o tym co czujemy wybierając się daleką podróż. O tym co w nas. O tym co widzimy. I nie chodzi nawet o krajobrazy, czy widoki. Ale o ludzi wydawałoby się nam obcych, których spotykamy. Teraz historie tak odległe ale, miejmy nadzieję, kiedyś znów bliskie i możliwe do zrealizowania…  


Pieszo? Rowerem? A może motorówką? Nieśpiesznie, z uwagą, ze szczególnym nastawieniem na wszystkie zmysły. Bo podróż to nie ilość zdobytych punkcików na mapie, ale jakość przeżyć.

Karelia piesza. Bliska natury i innych ludzi. Gdy możesz zatrzymać się w przydrożnym sklepiku i rozmawiać godzinę lub dwie o wszystkim i o niczym. Czujesz klimat miejsca, znasz imiona dzieci pani sklepikarki. Wiesz, co robiła zimą, gdy ciemno i zimno… I wiesz (też z autopsji) jak wygląda tutejsze życie, gdy wreszcie słońce i białe noce…

Zaczyna cię jednak ciekawić, co za rogiem. Wsiadasz na rower i czujesz wiatr na policzku. Odkrywasz swoje Miejsca i wiesz, ze będziesz chciał tam wrócić… A gdy poznasz najbliższą okolicę korzystasz ze wszystkich możliwych środków transportu – w autobusie, w ścisku o zapachu cebuli, śmiejesz się z żartów kierowcy. Motorówką – jedynym sensownym, ale w ekstremalnie wesołomiasteczkowym stylu – poznajesz tamtejsze wyspy. Oczywiście w towarzystwie zwierząt, bo i tych pańskich i bez – całkiem sporo. Wreszcie – z rodowitymi Rosjanami – uazami – jeździsz, by poznać tamtejsze tajemnice. Historie Gułagu, tragedie, ale też i wielkie radości.

Dość osobliwy to opis. Daleko mu do przewodnikowych szczegółów, bo nie o konkretne miejsce tu chodzi, ale o smakowanie podróży. Delektowanie się nią. Właśnie takie są moje – pełne zapachów, dźwięków i barw. Wystarczy później jeden impuls – i znów jestem Tam.

Tekst i zdjęcia; Agnieszka Kośmider

2 komentarze

  1. Właśnie, „smakowanie podróży”, to jest to co nam odbiera ta epidemia. Pytanie na jak długo?

    1. Wierzę, że nie za długo..
      Ten czas jest po coś, tak czuję.
      Może? Aby docenić..
      Trzy dni temu adoptowałam psa. Uczę się zachwycać tym, co tak po prostu wokół. I merdam ogonem, bo mimo wszystko – jest pięknie.
      Pozdrawiam.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *