Zakopane unplugged

Może z racji podniosłej świątecznej atmosfery i by nie zajmować się w tym czasie rzeczami trudnymi i nieprzyjemnymi odpuściliśmy swego czasu opis tego, co wydarzyło się 21 grudnia ubiegłego roku na dworcu w Zakopanem i sprawiło, że, Ornak, pociąg Kolei Śląskich, wyruszył w drogę powrotną do Katowic z opóźnieniem wynoszącym 130 minut.


16.27. O tej godzinie w bieżącym rozkładzie jazdy jest zaplanowany wyjazd Ornaka z Zakopanego do Katowic. Rzeczonego 21 grudnia 2019, a była to sobota, około 15.30 załoga jednostki EN76-009 czyli naszego złotego Powstańca Śląskiego dowiedziała się, że wystąpiła awaria sieci trakcyjnej polegająca na tym, że po prostu nie było prądu. Do przewidywanego odjazdu pozostawała niespełna godzina. W takiej sytuacji oznaczało, że najgorszą rzeczą, która nas czeka, gdyby nie udało się usunąć przeszkody, nie jest to, że nie odjedziemy punktualnie tylko to, że nasz pociąg pozbawiony prądu – będzie pozbawiony wszystkiego. Czyli: oświetlenia, dostępu do ubikacji i, co w tych miesiącach najważniejsze, ogrzewania.

Gdy zbliżał się planowany czas naszego odjazdu w dworcowych megafonach, zastosowano starą wypróbowaną metodę. Czyli stopniowe podnoszenie napięcia. Najpierw była mowa o trzydziestominutowym, później czterdziesto-, w końcu godzinnym opóźnieniu. Szkoda tylko, że autorzy tego scenariusza zapomnieli, że żyjemy w świecie globalnym i na komunikatorze, zresztą należącym do zarządcy infrastruktury, pojawiła się informacja, że spodziewany powrót prądu do sieci jest planowany na godzinę… 18.40. Czyli za półtora godziny.

Co więcej, to właśnie od pasażerów załoga złotego elfa dowiedziała się, że taki jest przewidywany czas usunięcia usterki. Bo pokładowe radio, jedyna forma kontaktu EN76-009 ze światem zewnętrznym mówiło, że nie wiadomo co tak naprawdę się stało i kiedy wszystko wróci do normy. Jedyne co się dowiedzieliśmy to to, że „prawdopodobnie wywaliło podstację”. I że ma ona ponad 60 lat. Ta prawie informacja nie była jednak podstawą do jakiegokolwiek optymizmu, bo kilka minut wcześniej radio nie wiedziało jeszcze czy to owa podstacja „nawaliła” czy może jednak gdzieś nastąpiło zerwanie sieci trakcyjnej. A to byłaby duża różnica choćby dla obsługi pociągu, która czekała jakie działania podejmować w związku z zaistniałą sytuacją. I tak gra w nieznane trwała dalej  I jeszcze jedno dla tych ze zbytnią ciekawością. To nie tak, że pasażerowie siedzieli w kabinie koło maszynisty i wszystko słyszeli. W ciszy i ciemności panującej w jednostce radio brzmiało niczym kościelne dzwony. Więc byliśmy na bieżąco.

Nigdy nie jest tak źle, że nie może być gorzej, Więc tym bardziej łączyliśmy się w bólu z pasażerami jednego z pociągów Przewozów Regionalnych, których brak prądu zastał gdzieś w polu pomiędzy Białym Dunajcem a Poroninem. Awarie zdarzają się. Wszędzie. Przeżyliśmy na kolei już sporo. Ale takiej niekompetencji na linii PKP PLK – PKP Energetyka jak wtedy w Zakopanem nie spotkaliśmy dotąd ani razu. Można wyremontować setki kilometrów torów, odnowić dziesiątki stacji i przystanków. Ale miliardy złotych nie dadzą nic, jeśli nie zakrzewi się tym ludziom, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo, że mają robotę dzięki m.in. pasażerom. To powinno być pierwsze a nie ostanie ogniwo, którym trzeba się zająć w takim wypadku.  I nie mówimy o kawiorach i szampanach, które trzeba dostarczyć do pociągów. Ale o informacji. Prostej. Czytelnej. Bo jesteśmy przekonani, że połowa z kilkudziesięcioosobowej grupy osób, która wtedy wybrała Ornaka bardzo się zastanowi nad ponownym wybraniem pociągu jako środka transportu.

2 komentarze

  1. Tu pytanie proste i na temat nie ma jakiejś manewrów ki spalinowej typu sm42 czy innego spalinowozu aby przepchać ten kawałek gdzie brak brak prądu w trakcji itd?
    Jakby co to w Chabówce mają jeszcze parowozy i sądzę że dali by radę lepiej niż PLK i PKP Energetyka i KŚ razem wzięte.
    A tak w nawiasie to powinniście mieć zapas jakiś trunków rozgrzewających na pokładzie one często uspokajają pasażerów 🙂

  2. Opisana przez Was historia przypadku niesprawności infrastruktury i jej konsekwencji dowodzi, że spółka obsługująca trakcję kolejową nie działa profesjonalnie. Monopoliści tak mają, że czasem zawalają i uchodzi im to na sucho. Gdyby na plecach czuli oddech konkurencji to działaliby inaczej. A tak to trochę jak w PRL-u czy się stoi, czy się leży wypłata i tak się należy.

Odpowiedz na „MarekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *