Z punktu w punkt

Tak nam wyszło,  że przez miniony weekend jechaliśmy jedenastoma połączeniami PKP Intercity. Łącznie podczas wszystkich kursów złapaliśmy…18 minut opóźnienia. Nie podejmujemy się dyskutować, czy mieliśmy szczęście, czy rzeczywiście mimo oblężenia pociągów przez pasażerów, wszystko zadziałało jak należy. Jednak odnotowujemy ten fakt, bo, naszym zdaniem, odnotować to należy.


Szczerze? Planując trasę naszej weekendowej wyprawy w niektórych miastach, gdzie zmienialiśmy połączenie postawiliśmy nieco na ryzyko. Dość krótki czas na przesiadkę. Wystarczyłoby, że któryś z pociągów złapałby opóźnienie przekraczające godzinę i nasz plan runąłby w dalszej części niczym domino. Nie możemy powiedzieć, że spędzało nam ten problem sen z powiek. Ale gdzieś w końcu głowy tkwiło nam, że  jednak prawo Murphy’ego zadziała. A jednak… nie zadziałało.

Czyli. Nie trafiliśmy na żaden kurs, by zdefektował tabor. Nie trafiliśmy nigdzie na awarię infrastruktury. I to wystarczyło, by zgodnie z rozkładem przemieszczać się z wyznaczonego punktu do kolejnego punktu. Owszem, nie wyjemy z zachwytu, bo w końcu podstawą kursowania pociągów ma być rozkład jazdy a nie statystyka opóźnień. Jednak cieszy nas, że harmonogram kursowania okazał się dla nas dokumentem wiarygodnym i funkcjonującym w rzeczywistości. Statystyka. Opóźnienia na naszej trasie. IC Mehoffer, 8 minut po przyjeździe do Wrocławia. Postój jest tam tak długi, że na odcinku Wrocław – Opole już pojechaliśmy zgodnie z planem. Ostatni kurs – Porta Moravica z Warszawy Zachodniej do Katowic. 10 minut w plecy w naszym mateczniku. Ale rozgrzeszamy przewoźnika. Nie dlatego, że był to ostatni nasz kurs, ale kto był w godzinach popołudniowych w poniedziałek na dworcu Warszawa Zachodnia, ten organoleptycznie przekonał się, że wyprawienie jakiegokolwiek pociągu zanim zapełnił się podróżnymi trwało dłużej niż zazwyczaj. Bo taki był urok całego wydłużonego weekendu. Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy

Z innych ciekawostek. Było nam dane jechać pociągiem, który w połowie był a w połowie go nie było. Taki wniosek nas naszedł gdy podróżowaliśmy IC Gryf relacji Szczecin Główny – Olsztyn. W aplikacji Rozkład Kolejowy, tej, z którą się mamy niebawem rozstać, nasz pociąg był i jechał nawet zgodne z rozkładem. Z, nota bene, kolei, czyli nowości oferowanej przez PKP PLK, mobilnej wersji Portalu Pasażera naszego połączenia nie było. W ogóle. Nowa kategoria? „W” jak widmo?

Reasumując – nasza trasa wyglądała tak:

Piątek 8 listopada/Sobota 9 listopada : 20.22 Katowice – Gdańsk Wrzeszcz 6.18, 45170 TLK Rozewie.
Sobota 9 listopada: 11.23 Gdynia Główna – Olsztyn Główny 14.24, 85104 IC Gryf. 15.30 Olsztyn Główny – Białystok 19.21, 41105 IC Mamry.,20.21 Białystok –  Wrocław Główny 4.22, 16170 IC Karkonosze.
Niedziela 10 listopada: 5.09 Wrocław Główny –  – Zielona Góra 7.09, 456/47010 IC Nightjet. 8.18 Zielona Góra – Opole 11.35, 8304 IC Mehoffer. 12.38 Opole – Katowice 13.59, 65100 IC Kormoran.
Tu nastąpiła przerwa (relaks, regeneracja, spotkania z rodzinami, wizyta u psychologa). I dalej…
Poniedziałek 11 listopada: 0:56  Katowice –  Poznań Główny 5:09,  IC 38193 Przemyślanin, 5:38 Poznań Główny   –  Bydgoszcz Główna 7:04, IC 7500 Bałtyk. 9:08 Bydgoszcz Główna  –  Warszawa Zachodnia 12:45, TLK 51108 Ogiński. 13:36 Warszawa Zachodnia – 16:21  Katowice 16:21, IC 112/41006 Porta Moravica.

4 komentarze

  1. ja miałem jechać pięcioma połączeniami PKP Intercity (jechałem czterema, bo przewoźnik nie zapewnił mi połączenia, czym naraził mnie na dodatkowe koszty, czyli nic nie zadziałało jak należy), a opóźnienia to w sumie „tylko” 180 minut, z dodatkowych atrakcji to dwu i półgodzinne „kiblowanie” w przeciągach holu poznańskiego dworca, wśród smrodu lokalnych meneli, z którymi dworcowa ochrona jakoś nie specjalnie sobie radziła, jak na razie spółka \intercity skutecznie wyleczyła mnie z korzystania ze swoich usług, następnym razem wybiorę samochód

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *