Gdy rośnie ogon

Jako się rzekło, miniony weekend spędziliśmy niemal w całości w pociągach. Głównie, co oczywiste, PKP Intercity, ale mamy też za sobą kursy jednostkami innych przewoźników. W tym czasie przejechaliśmy setki (podobno ponad 3500) kilometrów. Widzieliśmy dziesiątki dworców, spotkaliśmy mnóstwo ciekawych ludzi. Jako pasjonaci stwierdzamy – było warto. Poznawczo? Również. Teraz czas na tych łamach na prezentację efektów i próbę porównania tego, co dane nam było ujrzeć w Polsce w odniesieniu do tego z czym mamy do czynienia codziennie tu, u nas. W województwie śląskim.


Dzisiaj, na początek, miało być trochę statystyki, danych. Ile w ciągu weekendu przejechaliśmy kilometrów, gdzie byliśmy, jaki tabor się nam trafił i na jakich połączeniach. Po tym jednak co zobaczyliśmy zmieniliśmy zdanie i zaczniemy od czegoś innego. A właściwie kogoś innego, czyli ludzi, zwanych pasażerami. Reasumując, widzieliśmy ich aż nadto. Choćby w porównaniu do miejsc, które zostały przygotowane w pociągach na czas przedłużonego weekendu, okraszonego Świętem Odzyskania Niepodległości.

Wydaje nam się, że na drodze rozwoju polskiej kolei pasażerskiej pojawił się dość niespodziewany problem. By ta nie stała się ofiarą własnego sukcesu. Znacie już nas na tyle, że patrzymy na kolej nieco przez przysłowiowe różowe okulary, ale skoro tylko w trzech pociągach na dwanaście podczas naszej podróży można było znaleźć jakiekolwiek wolnego miejsca bez potrzeby ich rezerwowania, to sami widzicie, że popularność pasażerskiego transportu szynowego ciągle wzrasta. Że tak będzie wyglądał ten weekend, mieliśmy pewność już w minioną środę, gdy pojawiliśmy się w kasie PKP Intercity na katowickim dworcu, by zarezerwować sobie miejsca siedzące w pociągach, którymi mieliśmy zamiar jechać. Już wtedy musieliśmy dokonać korekt w tym co planowaliśmy, bo na niektóre połączenia nie było już miejsc. Więc stanęliśmy przed koniecznością nieco innego doboru, by przejechać dwie założone w tych dniach pętle. Dużą i nieco mniejszą.

Nie wylewamy tutaj żalu, że nie udało się nam przez to czegoś zrealizować. Bo tam gdzie nie pojechaliśmy tym razem, pojedziemy następnym. Bo to pewne, że niebawem ruszymy znów. Bo ta wyprawa nas do tego zachęciła. Bo sprawdziły się nasze spostrzeżenia lokalne, że z kolei i to z wielu różnych powodów, korzysta coraz więcej ludzi. Bez względu na wiek, status społeczny czy jeszcze inne uwarunkowania. I tu pojawia się awizowany problem. Naprawdę ludzie polubili kolej. Nieważne za co. Ekonomia, wygoda, coraz lepsza infrastruktura i tabor – to chyba te najważniejsze. I jest ich coraz więcej. To jednak podnosi porzeczkę oczekiwań. Na jeszcze więcej polaczeń. Na dalsze podnoszenie ich jakości. Wygląda na to, że niebawem przewoźnicy i zarządca infrastruktury pośrednio też, przed problemem nie poszukiwania dalszych nowych klientów ale utrzymania tych, którzy podjęli już decyzję o zawierzeniu kolei. Najprościej jest oczywiście zainwestować w nowy tabor i zagęszczenie siatki połączeń i mamy nadzieję, że mądrzy ludzie odpowiadający za kolejowy transport pasażerski w tym kraju dostrzegają już dość niespodziewanie szybko zrodzoną społeczną potrzebę.

A pamiętajmy. Mieliśmy bilet tylko na połączenia kategorii IC i TLK, bo weekendowy turysta to człowiek, który korzysta z pociągu bez tak wielkiej potrzeby zdążenia gdzieś na czas, jak ma to miejsce np. w biznesie. Stąd połączeń EIC i EIP nie braliśmy pod uwagę. Poza tym te nie docierają do mniej obleganych, często urokliwych  miejsc, ukrytych gdzieś za wielkim światem i blichtrem z tym związanym. Bo nie wolno zapominać, tam też jeżdżą ludzie dla których kolej jest przywilejem. I okazało się, że tam też jest coraz lepiej jeśli chodzi o punktualność, jakość taboru czy nawet siatkę połączeniem. Podróżowaliśmy np. pociągiem IC Mamry z Olsztyna do Białegostoku. Nasz wagon, zmodernizowany trzy lata temu to dobra oferta nie tylko dla takich jak my ale również dla przeciętnego Kowalskiego, którego nie interesuje model czy rok produkcji, tylko to by było wygodnie, punktualnie i funkcjonalnie.

Warto podkreślić też, w których to pociągach to wsiadanie bez miejscówki dawało gwarancję miejsca siedzącego. IC Karkonosze na odcinku Białystok – Warszawa (jechaliśmy do Wrocławia) w nocy z soboty na niedzielę. IC Mehoffer, niedzielny poranek, dystans Zielona Góra – Opole i IC Bałtyk z Poznania do Gdyni (my do Bydgoszczy), gdzie znaleźliśmy kilka wolnych przedziałów i miejsc w wagonach bezprzedziałowych w poniedziałek wczesnym rankiem. Planując naszą wyprawę tutaj dobieraliśmy miejscówki w tym czasie pro forma, bo stawialiśmy, że nie będzie praktycznie nikogo. Wyszliśmy z założenia, że będzie to środek długiego weekendu. Ci co mieli już gdzieś dojechać to dojechali, a na powrotne wyjazdy do pracy czy do szkoły było jeszcze za wcześnie. Tymczasem nawet w tych pociągach było całkiem sporo ludzi ale odnotowanie braku kompletu czynimy tylko dla podkreślenia faktu że tak istotnie było.

Poniedziałek od południa to już zupełnie inna bajka. Tej dobie poświęcimy osobny tekst, wspomnijmy jednak, że nasza ostatnia podróż, czyli przejazd z Warszawy do Katowic był kwintesencją tego co zobaczyliśmy w pociągach przez kilkadziesiąt ostatnich godzin. Chętnych na pociąg Porta Moravica na dworcu Warszawa Zachodnia było tak wielu, że przewoźnik zareagował już wcześniej i do tego co jeździ tam normalnie podpiął trzy wagony klasy 2, relacji Warszawa Wschodnia – Katowice. Tam też trafiły się nam miejsca, dokładnie w wagonie nr 24. A przecież nie wracali jeszcze ludzie, którzy uczestniczyli w obchodach Święta Niepodległości, organizowanych w stolicy. Wiedzieliśmy, że trzeba się stamtąd „stracić” prędzej, bo gdy kilka dni wcześniej rezerwowaliśmy bilety na przejazd w późniejszych godzinach, to dostanie miejsca na jakikolwoiek pociąg w tej relacji było już niemożliwe.

Zdjęcie główne: Wczorajszy pociąg PKP Intercity z Gdyni do Berlina opuszcza Bydgoszcz

 

3 komentarze

  1. …»ale skoro tylko w trzech pociągach na dwanaście podczas naszej podróży można było znaleźć jakiekolwiek wolnego miejsca bez potrzeby ich rezerwowania«…

    Może ta część zdania powinna brzmieć:
    – NIE można było znaleźć jakiekolwiek wolnego miejsca
    albo:
    – można było znaleźć ani trochę jakieGOkolwiek wolnego miejsca
    albo:
    można było znaleźć jakiekolwiek wolnE miejscE

    Zresztą same to zdanie w całości jest przydługawe i może na następny raz takie ,,słowociągi,, można by podzielić na kilka zdań, dla łatwiejszego czytania.

    Rzeczownik »miejsce« można rozumiec na dwa sposoby: albo jako policzalny (jedno miejsce, dwa miejsca, więcej miejsc, dużo miejsc), albo jako niepoliczalny (trochę miejca, więcej miejsca, dużo miejsca), odniosłem wrażenie,że autor tego tekstu nie potrafił się zdecydować, na które znaczenie tgo rzeczownika postawić, poza tym, racze chyba nie czytał swojego tekstu przed publikacją.

  2. o tej porze roku nie jest źle w porównaniu do lata, gdzie w wielu sezonowych składach królują czeskie „trupy”, zapewniając komfort jaki był w latach 80

  3. Dobrze, że w „IC” chociaż dopinają dodatkowe wagony, jak widzą, że wzrasta liczba pasażerów, bo w „KŚ” jest odwrotnie – jak wzrasta liczba pasażerów, to puszczają krótsze pociągi.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *