Rosyjska ruletka na torach

Długo nie poruszaliśmy tego tematu. Drażniącego. Dotyczącego nagminnego zjawiska. Powszechnego, można powiedzieć, przekraczania torów kolejowych w miejscach niedozwolonych. Jednak nie da się dalej milczeć. Trzeba to spróbować przedstawić.


Nie dalej jak w miniony poniedziałek kolejna osoba poniosła śmierć na torach potrącona przez pociąg w naszym regionie. Mniejsza o to gdzie. Mniejsza o to, która to już w skali roku. Czy nawet miesiąca. Bo nasze doświadczenie mówi, że może się to zdarzyć wszędzie i o każdej porze. Bo właśnie wszędzie i praktycznie zawsze można spotkać tych, którzy skracają sobie drogę skądkolwiek dokądkolwiek, przechodząc przez tory w miejscach, które nie są wyznaczone do tego. Mniejsza o to, że jest to łamanie przepisów. To gra w rosyjską ruletkę na własne życzenie. Bo rezultat w przypadku wylosowania tej jednej kuli na sześć jest równie oczywisty i przesądzony jak w przypadku gry autentycznym rewolwerem.

Sporo bywamy w pobliżu torów kolejowych i widzieliśmy już wiele. Jednak ten proceder to już dla nas codzienność. Jak wschód słońca czy korki na ulicy Sądowej w Katowicach.  Nie pamiętamy żadnego wyjazdu w plener, by gdzieś koło nas, w zasięgu naszego wzroku, nie znalazła się choć jedna osoba, która w ten sposób złamałaby przepisy. Robią to starzy i młodzi. Mężczyźni i kobiety. Solo bądź w grupach. Trzeźwi i pijani. Kilometr, ale i 100 metrów od najbliższego przejścia czy przejazdu. Dowód? Zdjęcia, którymi opatrzyliśmy ten tekst zostały zrobione w tym tygodniu na pograniczu Brynowa i Ligoty w Katowicach w ciągu 20 minut. A nie to było celem sesji trwającej godzinę. Dodamy, że to niepełny obraz wszystkich, którzy w tym czasie pokonali tory nielegalnie. Choć 200 metrów dalej jest miejsce specjalnie do tego wyznaczone.

Mistrzem kandydującym to narody Darwina był jednak pewien jegomość, który bodajże trzy tygodnie temu, nie dość, że sam kilkakrotnie na pograniczu Katowic i Sosnowca hasał w sobie tam i z powrotem po torach linii nr 1, to jeszcze do „zabawy” zaprosił swojego kilkuletniego syna. Rzecz działa się w okolicach godziny 15, gdy na tej linii ruch jest olbrzymi. W ciągu 20 minut, maszyniści bodaj osiem pociągów jadących w obu kierunkach, za sprawą nieszczęśliwego dzieciaka i taty-geniusza musieli użyć sygnałów ostrzegawczych i znacznie zwolnić prędkość, zanim familia opuściła szyny i odsunęła się na bezpieczną odległość. Ostatecznie tym razem udało się. Ale któregoś dnia…

Widząc te sytuacje czasem się odezwiemy do takich z zapytaniem – dlaczego? Ale też już jakby rzadziej, bo odpowiedzi są z gatunku tych, których cytować tu nie wypada. Przekleństwa? Bywa. Ale nasza bujna wyobraźnia nie ogarnęła kilku wypowiedzi których byliśmy adresatami. Jasno i dobitnie określały one naszą przyszłość. A raczej jej brak. Z drugiej strony, nie mamy żadnych uprawnień żeby upominać czy karać tych ludzi. Więc skoro nie chcą w nas w roli dobrych duchów to lepiej zamienić się w milczące kamienie.

Warto pamiętać o jeszcze jednych uczestnikach tej gry. O maszynistach. Oni nie mają wpływu na zachowanie tych ludzi i nie są w stanie nagle zatrzymać pędzącego ponad 100 km/h i ważącego kilkadziesiąt ton pociągu. Tylko i aż dlatego, że ktoś celowo i wbrew przepisom skraca sobie drogę i pokonuje tory kolejowe w miejscu niedozwolonym. A jednak mimowolnie mogą oni wziąć udział w późniejszej tragedii. Koszmarze, do którego po raz kolejny dość nie musi….

One comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *