Popołudniowe życie pewnego dworca

Zaczyna się tak krótko przed piętnastą. Trwa około 120 minut. Główną areną w naszym województwie jest dworzec kolejowy w Katowicach. Popołudniowy szczyt przewozowy. Każdego dnia roboczego w tym czasie przez dworzec przetacza się kilkanaście tysięcy ludzi chcących dotrzeć do domu po kolejnym dniu pracy czy nauki. To wtedy występuję największe zapełnienie pociągów, choć wtedy jeździ ich najwięcej.


Pierwszy moment gdy na nieco leniwym w okolicach południa dworcu zaczyna się coś dziać to okolice 13.30. To młodzież, która najszybciej skończyła zajęcia w szkole. Potem z minuty na minutę pasażerów jest coraz więcej. Po piętnastej zapełniony hol dworca jest już zapełniony. I taki stan będzie miał miejsce przez najbliższe dwie godziny. Kolejki do kas, do biletomatów. Pośpiech. Czasem dezorientacja. Czasem nerwowość.

Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do godzin porannych gdy niemal wszyscy przyjeżdżający natychmiast karnie, jakby w nieskoordynowanym marszu, udają się do wyjścia z dworca, wszak praca czy szkoła czeka o określonej porze i nie ma czasu na postoje po drodze, to po południu ten napływ przybyszów nie jest tak gwałtowny. Przynajmniej wizualnie. Bo jedni pojawiają się na dworcu kwadrans przed odjazdem pociągu. Inni pół godziny przed. I są ci, którzy wpadają w ostatniej chwili. Tu rozkład i sprawnie działające tablice informacyjne nie są potrzebne. Ludzie, niczym automaty, kierują się na peron, z którego codziennie odjeżdżają np. po urzędniczym znoju. Dla nich problem zaczyna się gdy z jakiś, nieważne jakich, powodów ich połączenie zostaje podstawione nie tu gdzie tradycyjnie. To nieplanowane zburzenie porządku dnia kolejnego. Dotyczy to szczególnie tych najbardziej popularnych o tej porze połączeń, których z Katowic odjeżdża kilkanaście.

Na przykład Soła. Wypełniona na maksa. Generalnie, popołudniowe połączenie Żywiec – Częstochowa, mające kategorię OsP od Katowic, od lat uznawane jest za najbardziej „frekwencyjny” pociąg KŚ. Zazwyczaj obsługuje je, tak też było i wczoraj jednostka 27WEb. „Nowością” jest, awizowane wczoraj przez nas i przewoźnika, pojawienie się długiego elfa na połączeniu linii S5, nr 94717, relacji Katowice – Zwardoń, odjeżdżającego z Katowic o 15.40. To od lat z kolei cieszący się największym zainteresowaniem podróżnych w ciągu doby pociąg w kierunku Bielska-Białej i Żywca. W zgodzie z komunikatem, na ten kurs została wystawiona w czwartek jednostka 27WEb-002.

Nie zmienia to jednak postaci rzeczy w jednym. Pełne w przedziale godzin 15 – 17 odjeżdżają wszystkie pociągi. Bez znaczenia jak linia. W godzinach szczytu najczęściej zdarzają się też przypadki nazywanej przez nas tzw. frustracji poodjazdowej. Czyli. Pada sygnał odjazdu, drzwi się zamykają. Pociąg gotowy i wtedy zawsze pojawia się grupa wpadających i domagających się przez zamknięte już drzwi, by jeszcze ich zabrać. Irytujące jest to szczególnie wtedy gdy minęła już minuta czy dwie po planowanym odjeździe. Zdarza się, że pociąg, jeśli jeszcze nie ruszył, to obsługa zabierze takie osoby. Jednak jeśli tego nie zrobi, wówczas wielu  zaczyna wylewać swoją frustrację na przewoźnika i obsługę. Co bardziej zbulwersowani nawet „trzasną” ręką w burtę ruszającego pociągu, choć po prawdzie widzieliśmy już też i piłkarzy, którzy „sprzedali” frustracyjnego kopniaka. Pociągi, w przeciwieństwie do autobusów, którym się to zdarza, nigdy nie odjeżdżają przed czasem i obarczanie ich winą, tylko za to że jadą zgodnie z planem jest niczym innym jak tylko wyrazem irytacji i gapiostwa, które sprawiło, że przyszliśmy na ostatni moment lub po czasie odjazdu.

Sprawa, która zaciekawiła nas wczoraj na końcu. Jadąc potem do Katowic Ligoty połączeniem linii S7 zauważyliśmy, że coraz więcej pasażerów wyciąga do kontroli karty ŚKUP. Jak się później okaże,  większość tych podróżnych to osoby traktujące pociągi jako formę kolejki miejskiej, które wysiadają potem w Brynowie czy Ligocie. Zjawisko coraz powszechniejsze. Przez tyle lat narzekaliśmy, że na wszystko czym byśmy chcieli pojechać w naszym regionie to trzeba kupić osobny bilet. Ostatnio odnosimy jednak wrażenie, że integracja na linii kolej – komunikacja miejska dokonuje się w coraz szybszym tempie. I to nie tylko za sprawą karty ŚKUP ale również funkcjonującego już od kilku lat EKObiletu oferowanego przez KŚ. 

Dzisiaj kumulacja – piątkowy szczyt popołudniowy. O nim też kiedyś napiszemy. Bo jest bardziej specyficzny. I trwa dłużej niż te od poniedziałku do czwartku.

5 komentarzy

  1. I co z tych obserwacji wynika? Jakie wnioski wyciąga z tego przewoźnik? Moim zdaniem – żadne. Katowice stają się od pewnego czasu coraz większym centrum biznesowym i edukacyjnym, do którego ściąga coraz więcej ludzi – przyjeżdżają do szkół, pracy, na studia. I będzie ich przybywać. Z drugiej strony likwiduje się parkingi w centrum, buduje centra przesiadkowe właśnie po to, żeby ludzie dojeżdżali do centrum komunikacją publiczną (a najlepiej koleją, bo to najbardziej szybki, efektywny i masowy środek transportu). Czy w związku z tymi zmanami przewoźnik kolejowy i zarządzający komunikacją w regionie jakoś na to reagują? Nie! Pociągi jeżdżą zbyt krótkie, nie mieszczą pasażerów i każdy ma to gdzieś!

  2. A według szanownych podróznych ile ten elf powinien mieć wagonów i z czym się to wiąże . Pościągajcie plecaki torby z ramion to wejdzie o wiele więcej ludzi. A gdzie to pisze ze całe lodowisko ma wyjechać 40408 .Przy drzwiach stanie jedna zakochana w innym swiecie i to w słuchawkach i już nikt nie wejdzie .Sygnał Rp1 który daje drużyna wraz z sygnałem z drzwi są święte chyba że spieszy się komuś na cmentarz.Pociąg ma tyle drzwi a wszyscy ładują sie do ostatnich .

    1. O jakich pociągach ty piszesz, gdzie ty to widzisz? Ja widzę pociąg, w którym ludzie stoją przy drzwiach, w korytarzach między siedzeniami, nikt nie ma plecaków na plecach i wszędzie jest to samo – czy na początku, czy w środku, czy na końcu tego tramwaju zwanego pociągiem. Przykład z dziś – piątkowe popołudnie, a więc największe oblężenie dworca. Pociąg do Raciborza planowy odjazd o 16:29 znowu opóźniony. Jak się chwilę później okaże, opóźniony, bo nie ma co jechać. Po 10 minutach komunikat, że wjedzie, ale wyjątkowo na peron IV. I rzeczywiście, wjechał, pełny ludzi, bo właśnie przyjechał skądś. Ludzie dobrze nie zdążyli wysiąść, a już się pchają pasażerowie do Raciborza, bo przecież trzeba zająć jakieś dogodne miejsce. Każdy przecież widzi, że ludzi na peronie mnóstwo, a tu podjechał krótki, 3-członowy „Elf2” (szkoda, że nie 2-członowy, bo tak już też bywało). Oczywiście w momencie, jak już wszyscy wsiedli, to szcześliwcy siedzieli, reszta musiała stać. Ścisk, nic więcej i tak jest zawsze. Wg ciebie tak to ma wyglądać!?

  3. Kiedy przetargi na kolejne składy???? Najlepiej piętrowe, jak znalazł w tygodniu na zatłoczone trasy a w weekendy na Zwardoń czy Wisłę.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *