PKP Katowice i jego okolice

Podczas niedawnych kilku przejść przez katowicki dworzec i jego okolice dokonałem kilku spostrzeżeń, ale – spokojnie – nie tylko negatywnych. Ale od tych zacznę, żeby skończyć na czymś pozytywnym i smakowitym.


Najbardziej znane w Polsce schody działają. Przynajmniej do wczoraj. Ale już winda i tzw. chodniczki ruchome przy McDonaldzie, umożliwiające pokonanie kilku stopni różnicy poziomów między halą kas a przejściem na perony – nie. „Od wieków” zasłonięte taśmami i tabliczkami o nieczynności oraz chyba zasłoną milczenia. Zapewne ich brak działania nie przeszkadza młodym ludziom biegnącym na pociąg lub do rzeczonego Maka. Młodych i zdrowych pasażerów jest zdecydowanie więcej. Tylko że taśmociągi projektant dworca umieścił w zupełnie innym celu: aby pomóc pokonać te kilka schodków osobom mniej sprawnym, z wózkami z dziećmi lub samodzielnie się na wózkach poruszającym. I tu bariera. Kolejna. O której mało się pisało, bo słynne schody… No to właśnie nadszedł czas zadać pytanie: „KIEDY?”

Tak dla porównania, w połączonej z dworcem Galerii Katowickiej zabudowanych jest dobre kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt ruchomych schodów i chodników – z parkingów na górę i pomiędzy poziomami. Chyba tylko raz widziałem niedziałające chwilowo schody. Dlaczego tam mogą być błyskawicznie doprowadzane do stanu sprawności? To chyba proste: właściciele sklepów błyskawicznie występowali by z roszczeniami do zarządcy galerii handlowej o utrudnianie dostępu klientom do ich sklepów i utracone korzyści finansowe. Proste. I skuteczne. No to teraz wróćmy myślami do hali dworca PKP…

Dobra, przenieśmy się kilka metrów dalej: oszklona kabina zaklejona prawie w całości różnymi plakatami. Powinna siedzieć tam, dobrze widoczna, osoba co najmniej dwujęzyczna, żeby udzielać pasażerom informacji. Powinna… I na tym poprzestańmy. Może stąd te plakaty maskujące jej nieobecność?

Ale podróżnego spotykają niespodzianki nie tylko w hali dworca. Po wyjściu w kierunku ul. Dworcowej po przejściu kilkudziesięciu metrów natykamy się na barierę i zakaz przejścia pieszych. Bo trwa budowa czegoś wielkiego na działce przylegającej do Urzędu Miasta. Więc trzeba się cofnąć i obejść wysypany żwirem i otoczony siatką „skwer” na placu dworcowym, żeby wyjść na ul. Młyńską. Warto byłoby postawić jakąś tablicę informacyjną od razu przy wyjściu z dworca w tym kierunku. Oszczędziłoby to znów parę minut osobom starszym lub nieco zdezorientowanym przyjezdnym. To już uwaga kierowana do włodarzy miasta.

I jeszcze jedno: stacje roweru miejskiego zabudowane są nie bezpośrednio przy dworcu, co wydawałoby się oczywiste z uwagi na potrzeby pasażerów intermodalnych, ale mniej więcej w równej odległości ok. 200 m na ul. 3 Maja przy Placu Wolności oraz przy Rynku. W przypadku, gdy ktoś się śpieszy np. na pociąg przejście tych 200 m do hali dworca oraz dotarcie na perony zabiera jednak trochę czasu. Pytanie, dlaczego nie można zainstalować dodatkowych stacji rowerowych tuż przy dworcu – i to po obydwu jego stronach, bo na Placu O.M.P. czyli „Andrzeja” też stacji nie ma – dopiero przy Placu Miarki (ok. 350 m). Nie mam poczucia, że projektanci stacji pamiętali o intermodalności rower miejski – pociąg. Chyba, że miasto i firma organizująca rowerowy system planując stacje nie rozmawiały/nie dogadały się z PKP jako właścicielem gruntów przy dworcu. Ale wolałbym nie wierzyć w taki scenariusz.

No, koniec narzekań i propozycji zmian – czas na pozytyw. I to smakowity. W hali dworca jest cukiernia, mająca w nazwie pewnego ptaka. W odróżnieniu od swojej konkurencji na parterze Galerii Katowickiej obsługiwana jest przez miły i uśmiechnięty personel, a porcja lodów jest bardzo przyzwoita za cenę również porównywalną z konkurencją. Dodam tylko, że przy przejściu bezpośrednio do pociągu lodów spokojnie wystarcza jeszcze na odległość przejazdu dwóch przystanków. Smacznego!

Tekst i foto: Wojciech Dinges

3 komentarze

  1. Żeby zwyczaje i nawyki kadr PKP zmienić na zbliżone do tych jakie widać po efektach np. w Galerii Katowickiej trzeba by zastosować metodę radykalną taka jaką podobno kiedyś zastosowano w stajni Augiasza.

  2. Schody w centrum handlowym są naprawianie szybciej też dlatego, że tam obiektem zarządza prywaciarz i żeby zamówić firmę naprawczą, nie musi organizować przetargów. A co do nazwy cukierni, to nie rozumiem, dlaczego autor nie wymienił nazwy cukierni wprost, skoro wprost napisał o McDonaldzie. Pewnie mu chodziło o cukiernię Sowa.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *