Podróże po Europie – 1204/1205 „Adria”

Adria – nazwa kojarząca się jednoznacznie z Morzem Adriatyckim. Od kilkunastu lat jest pod tą nazwą kryje się także nazwa ostatniego z egzotycznych pociągów Europy, którego trasa biegnie z Budapesztu do Splitu nad brzegiem Balatonu potem przez Zagrzeb oraz chorwackie góry, które znajdują się na wyciągnięcie ręki od wybrzeża Adriatyku.


W przeszłości pociągi jeżdżące z północy Europy na południe nazywały się „Meridian”, a ich trasa wiodła nawet ze Szwecji do portu w czarnogórskim Barze. Dziś namiastką „Meridiana” jest baśniowo brzmiąca „Adria” i możne z pewnością stwierdzić, że przejazd tym pociągiem to baśń, albo bajka, która przenosi nas w czasy takich długodystansowych pociągów jak „Orient Express” czy „Hellas”, który w sezonie kursował ze Berlina do Stambułu.

Skład pociągu, który w sezonie po godzinie 18 wyjeżdża z Budapesztu składa się z dwóch wagonów krajowych do stacji Gyékényes. Kolejne wagony jadą już do Splitu, gdzie mamy do wyboru dwa wagony sypialne, dwie kuszety, oraz wagon klasy drugiej kolei węgierskich, a na samym końcu jeszcze jeden wagon klasy drugiej tym razem kolei chorwackich. Pociąg pokonuje prawie 900 km zanim dojedzie do wybrzeża.

Podczas naszej małżeńskiej podróży woleliśmy jechać przez Budapeszt niż w przesiadką z Wiedniu i Zagrzebiu (poza sezonem dojedziemy tylko przez Wiedeń). Tak więc pojechaliśmy pociągiem „Polonia” do Brzecławia gdzie przesiedliśmy się na spóźniony 25 minut pociąg „Metropolitan” relacji Praga – Budapeszt. W stolicy Węgier, z powodu zmiany organizacji ruchu, musieliśmy pokonać 4,5 km z dworca Nugati na dworzec Keleti. Gwoli ścisłości dodam o braku klimatyzacji w pociągu Praga – Budapeszt.

Skład do Splitu wyjechał z Budapesztu planowo. Na wysokości Balatonu skład zatrzymuje się częściej rozwożąc podróżnych komunikacji krajowej. Jako ciekawostkę można dodać, że podróżni w tym rodzaju komunikacji krajowej proszeni są o zajmowanie miejsc tylko w tych wagonach. Zachód słońca żegnał nas widokiem Balatonu i pomarańczową tarczą słońca. Wjazd na teren Chorwacji był już po ciemku i dzięki członkostwu w UE kontrola graniczna ograniczała się tylko do sprawdzenia paszportu czy dowodu osobistego i poszło łatwo jak z płatka.

Byłem naprawdę pozytywnie zdziwiony bardzo dobrym stanem torów w Chorwacji, bo na całej trasie pociąg jechał między 80, a 120 na godzinę (tylko w górach zwalniał do ok 60) Trzeba powiedzieć, że przed rozpadem Chorwacji pociągi kursowały krótszą trasą, która obecnie przebiega w większej części przez terytorium Bośni i Hercegowiny. Jako ciekawostkę można dodać, że linię zabiło przechodzenie jej przez nią granicy chorwacko – bośniackiej w siedmiu miejscach!

Rano dojechaliśmy do Knina racząc się pięknymi widokami. Ze zdziwieniem przyjmując, że mimo, że prowadzi nas lokomotywa spalinowa stacja w Kninie była niegdyś „pod drutem”. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. W Kninie poza linią, którą jechaliśmy dochodzi także krótsza trasa z Zagrzebia o której pisałem powyżej i która była kiedyś zelektryfikowana. Po wojnie na Bałkanach, po elektryfikacji został smutny widok słupów trakcyjnych, a sieć uległa prywatyzacji, ale podobno po stronie bośniackiej jeszcze są miejsca gdzie wisi. Ze starych rozkładów jazdy możemy wyczytać, że kiedyś było tam bardzo duże natężenie pociągów między Zagrzebiem i Splitem. Trasą jeździł najbardziej znany wakacyjny pociąg z Belgradu do Splitu z wagonami do Szybenika i Zadaru. Pociąg do Splitu i Zadaru prowadził autokuszetki. Dziś linie jest, ale ostatnie pociągi pasażerskie jeździły po niej zaraz po wojnie.

Najbardziej spektakularnym jest odcinek przed samym Splitem, gdzie półkami skalnymi zjeżdżamy na samo wybrzeże Adriatyku. W jednym z miejsc mijamy pomnik katastrofy kolejowej. 24 lipca 2009 pod miejscowością Kasztel Stary wykoleił się pociąg ICN relacji Zagrzeb – Split. Zginęło 6 osób, ponad 50 zostało rannych. Pociąg wykoleił się z powodu wylania na szyny płynu zapobiegającemu powstawaniu iskier podczas przejazdu pociągu.
Do Splitu przyjechaliśmy spóźnieni około półtorej godziny. Powodu spóźnienia do końca nie znam, bo bardzo dobrze mi się spało w węgierskim wagonie sypialnym, ale pomimo snu uraczę was paroma zdjęciami wykonanymi z okna pociągu w porze dziennej.

Tekst i foto: Przemysław Brych

2 komentarze

  1. Dużo literówek. Pisząc o „sezonie” warto napisać o jaki sezon chodzi. Moze być ogórkowy, narciarski albo letni?
    ” ze Berlina do Stambułu.” Z
    „płynu zapobiegającemu” -go
    „Dziś linie jest” linia
    Itd itp.
    Polecam dać to komuś do przeczytania zanim się wyślę lub opublikuje.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *