Czy schody drgną?

Nie tak dawno informowaliśmy o happeningu, bo chyba tego inaczej nie można nazwać, czyli nieoficjalnych (przypomnijmy – drugich) urodzinach nieczynnych ruchomych schodów na dworcu kolejowym w Katowicach. Niekonwencjonalna forma zwrócenia uwagi na bardzo jednak istotny problem chyba podziałała. Bo przy zepsutej od wielu miesięcy konstrukcji coś się zaczęło dziać.


Co, dokładnie, to jeszcze nie wiadomo. Ale nasz nieczynny eksponat eksportowy w kategorii „medialność” został skrupulatnie oddzielony od reszty obiektu solidnymi płotami. Na dole, od strony dworca autobusowego, wejście zostało zabite na przysłowiowe cztery spusty. Doskonale spisał się odpowiedni dział informacji, oblepiając konstrukcję dość obficie informacjami, o innych dostępnych drogach pozwalających na dostanie się z holu na dworcu kolejowym na położoną poniżej część autobusową. Możliwości objazdu, czy może bardziej obchodu, jest kilkanaście. Schodami (nieruchomymi), windami, jednak każda trasa znacznie wydłuża dostanie się z części kolejowej na autobusową.

Ale jeśli mamy remont, no to muszą być i objazdy. I to zrozumiałe. Należy przypuszczać, że to próba. Tylko należy jeszcze ustalić, czy to próba „zasłonięcia” nieszczęsnych schodów przed światem i kolejne utrudnienie życia ludziom na dworcu, czy faktyczna próba zlikwidowania tego wstydliwego problemu. Z natury jesteśmy optymistami i zakładamy, że gra toczy się o nagrody umieszczone w bramce numer dwa. Czyli próba powrotu do normalności i nadziei, że któregoś pięknego dnia, bo to będzie piękny dzień, znów będziemy się elegancko wozić ruchomymi schodami, chcąc dostać się z dworca kolejowego na autobusowy lub w kierunku odwrotnym.

Zadaliśmy sobie trudu i przeczytaliśmy wiele artykułów na ten temat, które od miesięcy ukazywały się nie tylko w lokalnych mediach czy portalach. Dla przyzwoitości nie podamy tam terminów, które otrzymywali dziennikarze od przedstawicieli kolei, kiedy nieszczęsne schody znów zostaną uruchomione. Tak samo jak historyjek jak to firma A już tego nie zrobi. Bo zrobi to firma B. Chociaż nie, termin za krótki. A to znowu coś nie tak i nie pasuje. Tymczasem mimo gabinetowego optymizmu, w otaczającej nas rzeczywistości nie działo się nic i chcąc, choć może bardziej nie chcąc, trzeba było drałować tam i z powrotem w natłoku ludzi na wąziutkich schodach nieruchomych z natury. Pozostaje wierzyć, że teraz będzie inaczej. Bo chyba już czas, by oprócz stricte kolejowej opowieści o psie, który korzystał z tej formy transportu, na dworcu w Katowicach nie krążyła już opowieść o schodach, które doczekały się happeningu. A nawet celebracji terminu swojego zepsucia.

3 komentarze

  1. A co z pochylnią od strony McDonald’sa w kierunku holu dworca, która z małymi przerwami jest nieczynna prawie tyle samo, co schody na dworzec autobusowy? I co ze schodami na peron I, które od jakiegoś miesiąca (a może dłużej) również są nieczynne?

  2. Te przykłady usterek kompromitujących PKP S.A. i w efekcie kolej jako całość wskazują jednoznacznie, że dobrej zmianie nie udało się zmienić zwyczajów urzędniczego betonu tej instytucji.

  3. Może Ci z PKP po sąsiedzku przeszliby jakieś szkolenie u zarządcy Galerii Katowickiej pt. ,,Utrzymanie schodów ruchomych w najwyższej możliwej sprawności i gotowości do pracy”…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *