Starych Rozkładów Czar – Przeżył jedynie Rumcajs

Dziś ostatnia część opowieści o rozkładzie jazdy obowiązującym w roku 2011/2012. Był to ostatni z rozkładów podczas którego doszło do największej rzezi połączeń w naszym regionie. Kolejne rozdziały rozkładów jazdy (także kolejnej rzezi w roku 2013) wszyscy już znają dlatego od następnego weekendu zaczynamy nowy cykl. O zupełnie innej tematyce…


W roku 2011 już drugi rok z rzędu nie dojechaliśmy z Cieszyna do Bielska Białej. W dniu wprowadzenia rozkładu jazdy pociągi przestały także jeżdzić między Goleszowem a Czeskim Cieszynem, a pociąg łączący Katowice, ale tylko z polskim Cieszynem jechał przez Zebrzydowice. Na tej trasie (Zebrzydowice – Cieszyn) kursowało siedem par pociągów o naprawdę przyjaznych godzinach. Były to czasy kiedy do Cieszyna dojeżdżała nawet setka uczniów, ale przyszedł marzec i z siedemiu par połączeń pozostało jedeno. Pociąg przyjeżdżał do Cieszyna o 7:39 i stał do 14:30. Kursował codziennie oprócz niedziel. Istniała jeszcze jedna, druga para pociągów do Zebrzydowic kursująca z Czechowic po 16, a wracająca po piątej rano…

Kolejnym hitem rozkładu były trzy pary pociągów do Oświęcimia. I to wywalczone po wielkich bojach, bo wcześniej do Oświęcimia jeździły tylko autobusy kolejowej komunikacji. Bo przecież było to tańsze i bardziej ekonomiczne. W ogóle, wszystkie cięcia w rozkładzie były z powodów ekonomicznych. Ekonomia nakazała też, aby pociągi z Katowic do Oświęcimia jechały o 5:38, 14:32, 15:32, a z Oświęcimia o 5:39, 6:37, 17:26…

Osiem par pociągów jeździło między Czechowicami, a Oświęcimiem, a po marcowej korekcie już tylko pięć. Jeszcze przed cięciami w rozkładzie jazdy występowały zachęcające dziury i tak po odjeździe składu z Oświęcimia o 6:43, kolejny jechał zaraz… o 12:40, a od marca 14:32 no chyba, że był to weekend to o 15:35. Podobnie z Czechowic pociąg jechał o 7:45, a kolejny 13:42. Po cięciach w marcu był to pociąg jadący o 14:37.

Może trudno w to uwierzyć, ale jedyną linią na której cięcia w rozkładzie jazdy nie były zauważalne była trasa z Katowic do Zwardonia choć i tutaj nie uniknęło się absurdów. Jednym z nich było to, że ostatni w dobie pociąg ze Zwardonia jechał nie do Katowic, ale kończył trasę w Pszczynie… Rekordowo absurdalny był czas przejazdu pociąg osobowego z Katowic do Bielska-Białej, który wynosił prawie półtorej godziny. No ale w drodze powrotnej było to aż dziesięć minut mniej.

Przed cięciami z marca między Pszczyną, a Rybnikiem kursowało sześć par pociągów, po cięciach już tylko czy może aż cztery i może trudno w to uwierzyć, ale ten stan jak widać utrzymuje się do dziś i zdaje się, że nikt nie ma pomysłu na tą trasę.

Szesnaście par pociągów kursowało z Katowic  do Rybnika, niewiele mniej do Wodzisławia Śląskiego, ale już do samych Chałupek tylko sześć i żaden nie dojeżdżał do Bohumina. W wyniku korekty zlikwidowano pięć par pociągów z Rybnika do Wodzisławia, część pociągów z Katowic skrócono do Rybnika,  pozostawiając cztery alibizugi.

Pięć par pociągów oferowano między Raciborzem, a Chałupkami, włącznie z jednymi alibizugiem o dumnej nazwie Rumcajs, kursującym na trasie Opole Główne – Bohumin. O cztery pary więcej połączeń jeździło między Raciborzem i Kędzierzynem Koźlem.

Do marca utrzymywało się jedenaście par pociągów między Bytomiem, a Gliwicami i wszystkie jedenaście par stało się ofiarami marcowej korekty rozkładu jazdy. W kolejnej tabeli rozkładu jazdy z Tarnowskich Gór do Zawadzkich (Opola Głównego) pozostały tylko nazwy stacji i puste tabele z informacją, że ruch pociągów jest wstrzymany do odwołania. I nie odwołano jego do dziś…

Trasa z Częstochowy do Chorzewa Siemkowic to aż dwie pary pociągów do Zduńskiej Woli. Odjazdy z Częstochowy o 7:36 i 15:50. W drodze powrotnej pociągi wracały o 4:37 i 16:45. Pociągi ostały się po marcowej rzezi, ale już w drugą niedzielę grudnia tego samego roku zniknęły z tabel rozkładu jazdy.

Między Częstochową, a Lublińcem mieliśmy do dyspozycji dziewięć par połączeń z czego pięć do Lublińca, a reszta do Opola i jedno do Wrocławia. Z nich wszystkich w marcu pozostawiono tylko te jeżdżące do Opola.

Tylko dwanaście par pociągów pozostawiono z Katowic do Tarnowskich Gór i dalej do Lublińca i
Kluczborka. Pomimo aglomeracyjnego charakteru trasy pociągi poza godzinami szczytu jeździły co dwie godziny, a między przedostatnim pociągiem o 18:39, a ostatnim o 22:08 mieliśmy przerwę 3,5 godziny…

Tekst: Przemysław Brych

One comment

  1. Pociąg Rumcajs, to było ratowanie połączeń lokalnych na koszt ministerstwa, bo jako, że były międzynarodowe, to płacił za nie budżet państwa bezpośrednio. Stąd były też takie wynalazki jak poc. Kraków-Ostrawa przez Wadowice i Kęty. Ale ktoś się pokapował, że samorządowcy robią w bambuko ministra i skończyło się finansowanie regionalnych połączeń transgranicznych na koszt budżetu centralnego i stwierdzono, że mają to robić samorządy. I przez kilka lat nie mieliśmy poc. regionalnych międzynarodowych przez Chałupki i Cieszyn, aż w końcu łaskawie dotarło do samorządowców, że to pociągi są potrzebne i że trzeba je dotować z budżetu województwa.

Odpowiedz na „kruczekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *