Powrót po dziesiątkach lat?

Polacy i Czesi zainteresowani są odnowieniem połączenia kolejowego z Mirska w powiecie lwóweckim do Jindřichovic pod Smrkem i dalej do Raspenavy w Czechach.  Pociągi nie jeżdżą tam od wielu, wielu lat. Szlak został rozebrany. Teraz władze województwa dolnośląskiego po polskiej i libereckiego po czeskiej stronie coraz głośniej mówią o odtworzeniu linii.


Odcinek Mirsk – granica państwa liczy niespełna 8 kilometrów i był częścią linii kolejowej nr 284. Co ciekawe, choć fizycznie szlak nie istnieje już kilkadziesiąt lat to nadal jest wpisany w rejestrze polskich linii kolejowych. W drugą stronę linia prowadziła z Mirska do Gryfowa Śląskiego i dalej aż do Legnicy. Po zamknięciu w 1983 roku ruchu na odcinku Lwówek Śląski – Gryfów Śląski została ona podzielona na dwie, oddzielone od siebie części i południowej odnodze liczącej 8 kilometrów z Gryfowa Śląskiego do Mirska nadano status linii nr 317. Także tam zaczyna swój bieg nieczynna od 2001 roku linia nr 336 Mirsk – Świeradów Zdrój, która również została wyłączona od 2001 roku z użytku wraz z zamknięciem możliwości dojazdu z Gryfowa Śląskiego.

W ostatnich miesiącach szczególnie władze Mirska i Świeradowa podjęły starania o przywrócenie ruchu kolejowego na odcinku Gryfów – Świeradów Zdrój. Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego również jest zwolennikiem powrotu pociągów na ten szlak, choćby z racji ciągle rosnącej atrakcyjności turystycznej Świeradowa-Zdroju.

O ile w przypadku kombinacji linii nr 317 i 336 należało się spodziewać podjęcia starań o odnowienie możliwości przejazdu, o tyle koncepcja przywrócenia ruchu na zapomnianym i rozgrzebanym szlaku do Jindrichovic to ciekawostka, której warto przyjrzeć się uważniej.

– Według map przez długi czas pomimo rozebranych torów po stronie polskiej, Czesi swą stronę pozostawili w spokoju. W jednej z rozmów z mieszkańcami Pobiednej i Jindrichovic spotkałem się z informacją, że na stacji Pobiedna (obecnie Wolimierz) w 1945 roku po nocach ginęły pojedyncze wagony i uznano, że są one „podbierane” przez naszych sąsiadów za pomocą jakiegoś traktorka. Uczestniczący w tej wymianie zdań Czech stwierdził, że nie trzeba traktorka, wystarczy dobrze popchnąć, samo się stoczy… Aby więc nie było pokusy, rozebrano tory po polskiej stronie. Według innej pogłoski tory zostały rozebrane przez Czechów po zabraniu na swoją stronę całego taboru, który z okolicy można było ściągnąć. Podczas pracy na PKP słyszałem też pogłoski, jakoby w latach 90-tych padła propozycja ze strony czeskiej pod adresem PKP o odnowieniu tej linii. Jeśli to prawda, odpowiedź była w stylu PKP – rozebrano tory w 1992 roku. Oficjalnie po 1945 roku odcinek należał do linii Legnica – Lwówek Śląski – Gryfów – Mirsk – Pobiedna z zaznaczeniem „odcinek Mirsk-Pobiedna na razie nieczynny”. Dopiero zarządzeniem z 30 kwietnia 1987 roku zawieszono przewozy na tym odcinku z dniem 1 lipca – mówi Feliks Chojnacki z portalu mirsk.eu.

I to właśnie upór lokalnej społeczności sprawił, że temat odtworzenia tej wydawałoby się straconej bezpowrotnie linii powrócił. W tym celu spotkali się przedstawiciele władz lokalnych UMWD i Libereckiego Kraju by omówić, co trzeba uczynić, aby przywrócić ruch na wspomnianym odcinku. Wiadomo już jednak, że będzie to wymagało znacznych inwestycji. Czeskim i polskim władzom samorządowym udało się w 2010 roku przywrócić ruch na linii kolejowej z Harrachova do Szklarskiej Poręby. Dziś w sezonie turystycznym kursuje osiem par pociągów dziennie, przewożących tysiące turystów. Środki na przebudowę linii w wysokości 138 milionów koron (ok.  23 mln złotych) zostały pozyskane z Unii Europejskiej.

Dziś Jindřichovice to niewielka miejscowość a mimo to pociągi do Raspenavy, a nawet do Liberca odjeżdżają stamtąd w liczbie kilkunastu połączeń dziennie. „Otworzenie” się na polską stronę, wszak do granicy jest niespełna 2 kilometry, stworzyłoby wiele możliwości.

Dlatego też warto zastanowić się tam nad przywróceniem tego transgranicznego połączenia kolejowego. Z pewnością przyczyniłoby się do rozwoju turystyki po obu stronach granicy, a także do wzrostu gospodarczego w tym regionie – uważa  Cezary Przybylski, Marszałek Województwa Dolnośląskiego..

Wyjścia są dwa. Albo będziemy musieli poczekać jeszcze jakiś czas na nowe programy unijne i ustalimy jaka kwota jest potrzebna do realizacji tego pomysłu. Albo będziemy musieli skorzystać z zasobów krajowych. I my jesteśmy gotowi wesprzeć inwestycję finansowo – uważa Martin Puta, hetman libereckiego kraju.

Ten przykład pokazuje, że w innych regionach kraju rozpatruje się wznowienie ruchu kolejowego na szlakach gdzie pociągi nie jeżdżą nie 10 czy 15 a kilkadziesiąt lat. U nas, w województwie śląskim, problemem jest logiczne zrozumienie ciągłego tkwienia w pozycji na „nie” choćby w sprawie odnowienia ruchu pasażerskiego pomiędzy Bytomiem a Gliwicami, czy wznowienia ruchu w ogóle, na przykład pomiędzy Bielskiem-Białą a Skoczowem, a w dalszej perspektywie z Cieszynem.

PS. Wczoraj omyłkowo podaliśmy że Mirsk znajduje się w powiecie lubańskim. Błąd został naprawiony. Niemniej przepraszamy

Zdjęcia: mirsk.eu oraz Internet

20 komentarzy

    1. Jak to jest, że Szklarska Poręba ma więcej pociągów z Czech niż z Polski, a po takich liniach jak lwówecka co weekend śmigają pociągi turystyczne? A u nas traktuje się je jak piąte koło u wozu. Może po prostu w Czechach władze wspierają i promują transport publiczny, bo rozumieją np. że transport publiczny = ekologia = mniej korków itd. A u nas myślą tylko w kategoriach, że więcej pociągów = większe dotacje, a ekologię mają gdzieś, o czym np. świadczy fakt, jak chamsko Koleje Dolnośląskie wycofały się z obsługi Jeleniogórskiej Kolei Aglomeracyjnej, która ma problem ze smogiem, a elektryczna kolej aglomeracyjna w znacznym stopniu pozwoliłaby zredukować zanieczyszczenie w kotlinie: https://pl-pl.facebook.com/KolejeDolnoslaskieSA/posts/841110185986254

  1. Dolnośląskie zaczyna być kolejowo innym światem. Tam naprawdę o kolei myśli się racjonalnie, u nas jakby wciąż była to kula u nogi. Wspomniane linie tory mają (Bielsko-Skoczów, Bytom-Gliwice) a o odnowieniu ruchu się milczy. Dodać można jeszcze Gliwice-Rybnik, Orzesze-Rybnik czy „neverending story” z linią Tychy-Oświęcim, żeby zauważyć kolosalną różnicę w myśleniu o kolei jako znaczącej alternatywie.

    1. Naprawdę wierzysz w te obiecanki? Dolnośląskie tylko obiecuje, a nie robi nic. Ostatnia ekipa więcej zlikwidowała połączeń kolejowych (Lwówek, Milicz) niż reaktywowała. Na Śląsku przynajmniej coś się robi, na Dolnym Śląsku tylko mydli oczy naiwnym. Karpacz, Kowary, Lwówek, Świeradów, Lubawka, Stronie Śląskie, Wojcieszów, Bogatynia – takich linii jest na pęczki, gdzie można tylko pomarzyć o pociągach.

      1. A Szklarska? Trzebnica? Gdzie w Polsce mamy sytuację,że województwo samo jest zarządcą linii
        W porównaniu z innymi regionami dolnośląskie jest bogato „nasączone liniami kolejowymi, a sporo ich przebiega przez małe wioski i miasteczka. U nas wielotysięczne miasta nie mogą się doczekać kolei na przyzwoitym – a czasem nawet jakimkolwiek – poziomie. Przykłady są w innych postach.

        1. Szklarską i Trzebnicę reaktywowała poprzednia ekipa, gdy wicemarszałkiem odpowiedzialnym za kolej był Jerzy Łużniak. Ta sama ekipa planowała remont trasy Jelenia Góra – Lwówek – Jerzmanice – Legnica, ale obecne antykolejowe władze województwa wywaliły projekt do kosza. Dolnośląskie może jest mocno nasączone liniami kolejowymi, ale większość z nich jest nieczynna. Więc żaden powód do dumy. Śląsk ma może mniejszą gęstość sieci, ale to co jest w większości działa. Czyli widać, że Dolny Śląsk jest kiepskim gospodarzem, bo nie sztuka dużo odziedziczyć po Niemcach, sztuką jest o to dbać. A jak dba Dolny Śląsk o dziedzictwo techniki… Najlepszy przykład to linia lwówecka, uważana za jedną z najpiękniejszych w Polsce, a którą władze województwa traktują jak niechciane dziecko i najchętniej by zaorały, bo słupki frekwencji nie są tam tak wysokie jak w okolicach Wrocławia, a dla nich liczy się tylko tani sukces.

          1. Nie wiem, jak tam jest z ekipami, bo w polityce regionalnej Dolnego Śląska nie siedzę, ale nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że obecne władze są „antykolejowe”. Koleje Dolnośląskie się rozwijają, rokrocznie przybywa pasażerów, następuje płynne przejmowanie pracy przewozowej od Przewozów Regionalnych. Są też coraz bliżej remontu i przejęcia odcinków z Wrocławia do Świdnicy czy z Dzierżoniowa do Bielawy. A u nas? Linie łączące duże miasta niewykorzystane (najbardziej bijącym w oczy przykładem linia Gliwice – Bytom), o remontach regionalnych szlaków się nie mówi (coś tam czasem o linii na lotnisko, bo przecież mieszkańcy żyć bez tego nie mogą), nie słyszałem by władze województwa protestowały przeciw obcięciu środków na tory aglomeracyjne, Koleje Śląskie przejęły nieprzygotowane całą pracę przewozową w województwie, co do tej pory odbija się czkawką, wciąż skąpi się kasę na zwiększenie pracy przewozowej… Naprawdę nie wystarczy?

          2. do dddbb: Pasażerów w Kolejach Dolnośląskich przybywa właśnie dzięki przejmowaniu połączeń od PR-ów. Więc żaden sukces. Poza tym wszędzie w Polsce przybywa pasażerów na kolei. Co do remontów linii to tak jak piszą poprzednicy – władze tylko obiecują. Taka propaganda dla naiwnych. Na Śląsku przynajmniej remontuje się jakieś linie, na Dolnym Śląsku – tylko obiecuje. Widzę, że wolisz obiecanki gruszek na wierzbie zamiast skromnych, ale realnych działań. To tylko kilka przykładów linii na Dolnym Śląsku gdzie nie ma pociągów: Karpacz, Kowary, Lwówek, Świeradów, Kamienna Góra, Lubawka, Bogatynia, Zawidów, Lubomierz, Wojcieszów, Mieroszów, Srebrna Góra, Bielawa, Sobótka, Zagórze Sląskie, Stronie Śląskie, Radków, Złotoryja, Złoty Stok, Nysa – Kamieniec… Więc czego tu zazdrościć? Tak jak napisałeś, nie orientujesz się w kolei na Dolnym Śląsku, więc nie brnij w zaparte ocenianiem kolei po obiecywankach władz.

          3. Do przedmówcy. Wyraziłem swoją opinię – można się z nią zgodzić albo nie, Twoja sprawa. Napisałem „Nie wiem, jak tam jest z ekipami, bo w polityce regionalnej Dolnego Śląska nie siedzę,”, a Ty „Tak jak napisałeś, nie orientujesz się w kolei na Dolnym Śląsku,” i tu właściwie powinienem zakończyć dyskusję, bo jak dyskutować z kimś, kto nie umie czytać ze zrozumieniem.
            Kilka krótkich informacji, bo mam w życiu ważniejsze sprawy, niż zagłębianie się w historię i udowadnianie oczywistości:
            – poza linią do Lwówka, na której były prędkości wołające o pomstę do nieba prędkości (PLK oczywiście niewinne), większość linii jest nieprzejezdnych od pamiętnych kasacji w 2000 roku (Stronie w 2004, ale też np Radków za komuny). A w Śląskim? Bielsko-B – Skoczów – Cieszyn w 2009, Bytom-Gliwice w 2012 !
            – jeśli uważasz, że „o remontach szlaków regionalnych się nie mówi”, zorientuj się najpierw w temacie zaawansowania działań w kwestii linii przez Sobótkę
            – Nysa-Kamieniec pociągi mają jeździć od nowego rozkładu,
            – co do ilości pasażerów: „W przypadku przewozów regionalnych i aglomeracyjnych największy wzrost zainteresowania ofertą wystąpił na terenie województwa pomorskiego, dolnośląskiego oraz małopolskiego.” (źródło: statystyki UTK za 2016 rok). Niezależnie od przewoźnika – jest oferta to chętni też się znajdą. O śląskim się tu nie mówi.
            – potępiasz w czambuł władze dolnośląskiego, a czym mogą pochwalić się władze w Katowicach?

          4. „Wyraziłem swoją opinię – można się z nią zgodzić albo nie, Twoja sprawa.”

            Twoja opinia jest błędna, wynikająca z nieznajomości tematu i jak widać nikt się z nią nie zgadza.

            „jak dyskutować z kimś, kto nie umie czytać ze zrozumieniem.”

            Nie, to ty nie wiesz co to takiego kultura dyskusji, odpowiadając wycieczkami ad personam. Widać zabrakło argumentów.

            „Kilka krótkich informacji, bo mam w życiu ważniejsze sprawy, niż zagłębianie się w historię i udowadnianie oczywistości:
            – poza linią do Lwówka, na której były prędkości wołające o pomstę do nieba prędkości (PLK oczywiście niewinne)”

            A wspomnianą Szklarską i Kudowę też remontowało PLK? Bo ja myślałem, że remont sfinansował Urząd Marszałkowski.
            Po raz kolejny potwierdzasz swój brak znajomości tematu.

            „Bielsko-B – Skoczów – Cieszyn w 2009, Bytom-Gliwice w 2012 !”

            Jelenia – Lwówek – zawieszenie 2016, Milicz – to samo. Lwówek – Zebrzydowa – 2014. Mam wymieniać dalej?
            Dalej będziesz kompromitował się wybiórczą wiedzą, czyli w praktyce niewiedzą?

            „– jeśli uważasz, że „o remontach szlaków regionalnych się nie mówi”, zorientuj się najpierw w temacie zaawansowania działań w kwestii linii przez Sobótkę”

            Do ciebie dociera jak widać propaganda, do innych realne działania.
            A tak na marginesie: Sobótka też ma być remontowana z pieniędzy PLK, czy jednak UMWD?

            „– Nysa-Kamieniec pociągi mają jeździć od nowego rozkładu”

            Tak samo jak miały jeździć do Stronia, Karpacza, Kowar, Bielawy i jeszcze kilku innych miast od 2018 roku.

            „– co do ilości pasażerów: „W przypadku przewozów regionalnych i aglomeracyjnych największy wzrost zainteresowania ofertą wystąpił na terenie województwa pomorskiego, dolnośląskiego oraz małopolskiego.” (źródło: statystyki UTK za 2016 rok).”

            Wzrost to nie ilość. Znowu nie rozumiesz co czytasz. Na tej samej zasadzie największy postęp gospodarczy notuje się w krajach afrykańskich. A wiesz dlaczego? Bo tam poziom rozwoju gospodarczego jest najgorszy.

            „Niezależnie od przewoźnika – jest oferta to chętni też się znajdą.”

            Chętni się nie znajdą, gdy oferta jest mizerna. Spróbuj dojechać pociągiem np. do Karpacza.

            „O śląskim się tu nie mówi.
            – potępiasz w czambuł władze dolnośląskiego, a czym mogą pochwalić się władze w Katowicach?”

            To ty wychwalasz pod niebiosa Dolny Śląsk, mimo że swoją wiedzę czerpiesz z propagandowych ulotek KD i UMWD, a bajania propagandowe władz są dla ciebie ważniejsze niż realne działania. Wolę Śląsk, gdzie propagandy jest mniej, a za to coś się robi konkretnego. Nie sądzę, żebyś w ogóle korzystał z kolei na Dolnym Śląsku, bo inaczej pisałbyś bardziej krytycznie. Typowy mikol, który całą swoją wiedzę na temat kolei czerpie z internetu.

  2. 1. Bielsko-Biała – Skoczów – Cieszyn
    2. Gliwice – Rybnik
    3. Bytom – Gliwice
    4. Częstochowa – Chorzew Siemkowice
    5. Tarnowskie Góry – Zawadzkie – (Opole)
    6. Tarnowskie Góry – Zawiercie
    7. Herby Nowe – Zduńska Wola Karsznice – (Inowrocław)
    8. Żory – Strumień – Chybie
    9. Orzesze Jaśkowice – Tychy – Nowy Bieruń – Oświęcim
    10. Odbudowa Jastrzębie Zdrój – Pawłowice Śląskie
    To niezbędne minimum, co należałoby reaktywować, aby kolej na Śląsku miała sens.

    1. Osobiście dodałbym jeszcze szlak Radzionków – Piekary Śląskie – Chorzów Stary – Siemianowice Śląskie – Katowice Szopienice Północne. 😉

      1. A ja jeszcze dodałbym Dąbrowa Górnicza – Dąbrowa Górnicza Stzrzemieszyce.

        Do tego kilka przystanków blisko siebie, np. obok Urzędu Miejskiego, na Babiej Ławie, Jamkach plus odbudowa bezmyślnie zlikwidowanego przystanku DG Huta Katowice. Nawet mogłyby tędy jeździć pociągi do Olkusza.

  3. To raczej gminy Mirsk i Świeradów myślą o odnowieniu tej trasy, a samorząd województwa tylko wymyśla kolejne powody, żeby pozbyć się niewygodnego problemu (np. przerzucając na gminy koszty remontu linii, co jest swoistym kuriozum, bo wszędzie w Polsce remontami lokalnych linii zajmują się województwa). Oczywiście do lansowania się marszałek pierwszy. Tak samo jest w przypadku linii lwóweckiej, która jest bardzo niewygodna dla urzędu marszałkowskiego i w grudniu Koleje Dolnośląskie zawiesiły na tej trasie wszystkie pociągi. Jedyne co im dobrze wychodzi to obiecywanie a realnie nie robią nic.

  4. Z tego, co zawsze wszyscy mówili, to oprócz tego, że torowisko zostało rozebrane, część została rozkradziona i sprzedana na złom/użyta do konstrukcji budynków i tak dalej. Nie jestem pewien, ale w stronę gryfowa śląskiego od Mirska jest wiadukt, którego stan pozostawia wiele do życzenia, a jak to ma wyglądać tak, jak piszecie w komentarzach, że województwo zrzuca utrzymanie i remont szlaków kolejowych na gminy, to czarno to widzę, bo burmistrz miasta i gminy Mirsk, pan Jasiński, ma w planach tworzenie szlaków turystycznych, a nie kolejowych, a remont, czy też ponowna budowa wiaduktu to koszt, na który gmina sobie nie pozwoli. Wszystko tylko po to, żeby wyborców trzymać przy tyłku, a nic dla polepszenia warunków panujących w gminie, a budynki pozostałe po kolei, nawet obecnie, kiedy ktoś to od gminy wynajmuje, niszczeją i nic nie jest z tym robione.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *