10godzinniak – solo i z rowerem

Od soboty w ofercie Kolei Śląskich można kupić za 18 złotych bilet „10 godzin po sieci”, obowiązujący na wszystkich liniach przewoźnika, jak sama nazwa wskazuje, przez 10 godzin. Jest też „rozszerzona” wersja tej taryfy. Po dopłaceniu 10 zł  może z nami podróżować także przez „wykupione” 600 minut nasz rower. Wczoraj dokonaliśmy pierwszego testu nowego narzędzia.


Pierwszy nasz bilet „10 godzin po sieci” kupiliśmy wczoraj wczesnym rankiem u konduktora pociągu z Cieszyna do Czechowic-Dziedzic. Wystawiony został o godzinie 5.50, czyli do niemal 16 mogliśmy korzystać z pociągów KŚ do woli. Pojechaliśmy więc do Czechowic, stamtąd do Katowic i potem dalej… Ponieważ wiemy, że nasi Czytelnicy to osoby inteligentne, więc oszczędzimy Wam historii o kolesiu jeżdżącym trochę „na wariata” pociągami z ważnym biletem. Bo do naszego i Waszego życia by to nic nie wniosło

Nam chodzi o zupełnie coś innego. Często piszemy o kolei w Czechach, niektórzy zachwycają się nią w całości i we fragmentach. Ponieważ w życiu jesteśmy praktykami do przysłowiowego bólu, to czas powiedzieć, co autorowi najbardziej się tam najbardziej podoba. Ano to, że zakup biletu w okienku to niemal dialog wzięty z targu, ponieważ oferujący nam usługę robi wszystko, nie żeby „ożenić” nam bilet, najlepiej najdroższy, tylko poszukuje (tego w Czechach nie mówcie) najdogodniejszej dla nas taryfy, zdając sobie sprawę, że im mniej pieniędzy wydamy, czy zostanie nam dopasowane najdogodniejsze połączenie, tym bardziej będziemy zadowoleni. Sieć z nami nie dyskutuje. Jest jeszcze skuteczniejsza w wynajdywaniu tego, co dla nas najlepsze i najtańsze.

Fot. Koleje Śląskie

Przejeździłem po terytorium naszego południowego sąsiada mnóstwo kilometrów, być może 30 różnymi typami taboru. Zwiedziłem czy przejechałem przez setki stacji, stacyjek i przystanków, ale kiedy jechałem tam z biletem wydanym według taryfy kilometrowej? Nie pamiętam. Swoją drogą – trzeba być wyjątkowo upartym przy zakupie czeskiego biletu, by ten cel w postaci biletu „z tabelki” osiągnąć.

Bilety całodniowe, relacyjne, weekendowe. Nie ma możliwości, by nie dopasować sobie do danej trasy jakiejś specjalnej taryfy. I jakoś świetnie tam to funkcjonuje. Nikt nie mówi o deficycie w kolejach, ludzi przybywa na potęgę, tabor w znacznej części świetny, w pozostałej bardzo przyzwoity. Społeczeństwo zadowolone, bo szybkimi, czystymi i nowoczesnymi pociągami jeździ sobie po kraju za przystępną cenę.

Skąd ten wywód?. W ostatnich miesiącach KS poprzez rozszerzenie ilości biletów liniowych, potem wprowadzenie EKO Biletu i teraz przez „10godzinniaka” osiągnęły poziom oferty biletowej zbliżony do tego zza południowej granicy. Jesteśmy dopiero co po testach ostatniej nowości i jeszcze nie przeprowadziliśmy dogłębnej analizy, gdzie jeszcze na liniach KŚ możliwe jest jeżdżenie tylko według taryfy kilometrowej, a gdzie na wszystkim innym aktualnie oferowanym, a nazywanym promocją.

Jesteśmy jednak przekonani, że jeśli nie na całej sieci, to na pewno w jej większości, już bardziej opłacalne jest wykorzystanie promocyjnych taryf przy przejeździe (obojętne – liniówek, EKO Biletu, 10godzinniaka itd.), a nie suche skorzystanie z tego co jest napisane w taryfikatorze. Finansowo bardziej zachęcić się już społeczeństwa chyba nie da do korzystania z kolei.

Świetnie byłoby, by do dobrej jakości oferty biletowej KŚ dostosować jakość taboru i  rozkładu jazdy, czyli najważniejszych trzech przesłanek zadowolenia pasażerów. O ile w przypadku taboru, KŚ jest kilka tygodni przed rozpoczęciem od dawna oczekiwanego procesu, czyli dostaw nowych pociągów, o tyle projektowi nowego rozkładu jazdy już niebawem się dokładnie przyjrzymy. Co więcej, spróbujemy przedstawić własną alternatywę.

3 komentarze

  1. A co przewoźnik zrobił aby ludzie mogli dojeżdżać do pracy najpierw autobusem, potem pociągiem, a potem tramwajem? NIC. Nie ma wspólnych sensownych ofert autobus+pociąg+tramwaj dojeżdżając do pracy czy szkoły.

    1. A co miasta zrobiły, aby zachęcić ludzi do dojazdu autobusem czy tramwajem na dworzec i przesiadki na pociąg? NIC. Wszystko, co się ostatnio pojawia to inicjatywa KŚ. Miasta mają na to totalnie wywalone, o czym świadczy chociażby zerowa promocja jakiejkolwiek zintegrowanej taryfy przez KZK GOP. No i jak ognia bronią się przed tym, co nieuniknione, czyli konieczności dopłacenia choć symbolicznej kwoty do pociągów, udając że to nie ich sprawa.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *